sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 44

Nareszcie przebudziłam się po 3 godzinach snu w zamknięciu, kiedy byłam mała dostawałam ataków paniki, głownie przez Paul'a, a teraz przez Harry'ego. Paul robił absurdalne rzeczy nam obojgu, mi i Nate'owi, ale Nate był jego ulubionym, choć jednak to niczego mi nie ułatwiało. Byłam ośmiolatką, która chciała mieć dzieciństwo, którego nigdy nie dostała i nadal go nie ma. Perrie owinęła mnie kocem i posadziła dając mi gorącą czekoladę. Rozmawia przez telefon, zgaduję, że z Zayn'em.
Nie jestem nawet pewna, czy ma jakieś zasady założone przez Zayn'a, a jeśli ma, to jakie. Nadal nie przebaczyłam Zayn'owi za to co zrobił, że odebrał mi jedyna osobę, którą nazywałam siostrą i teraz reszta ludzi których kochałam zginęła. Nate gdzieś zniknął. Nie było go tutaj kiedy się obudziłam, Perrie powiedziała mi, że wyszedł bez słowa. Nie wiem co się z nim stało, nie jest taki jaki był kiedyś, czyli kochającym bratem o którego dbałam. Usłyszałam głośny huk zamykających się frontowych drzwi. Świetnie Harry wszedł do domu zmierzając do mnie. Uklęknął naprzeciw mnie byliśmy tego samego wzrostu, patrzył na mnie, żeby zobaczyć czy powiem mu co jest nie tak. Zayn i reszta chłopaków weszła do pokoju, mulat stał obok Perrie. Wszystkie oczy  skierowane były na mnie. Smutno.
-Wszystko ok ? Co się do cholery stało ? - zapytał delikatne i nagle krzyknął w kierunku Perrie rażąc ją wzrokiem. Ona stała obok Zayn'a patrząc to na mnie, to na Harry'ego myśląc co mu powiedzieć. Kiwnęła powoli głową nie chcąc, by wpakowała się w jakieś kłopoty i tak już sprawiłam jej wystarczająco dużo problemów.
-Ona ma ataki paniki, Harry - odetchnęła,  przez jej ton brzmiała jakby była trochę wkurzona. Perrie jest jak starsza siostra, która dba o młodszą i ona wie, że Harry nie jest dla mnie dobry. Chłopak odwrócił się z powrotem do mnie, kładąc dłonie na moich kolanach.
-Dlaczego ? - wyszeptał delikatnym głosem. Spojrzałam w dół na swój kubek który trzymałam w rękach i znów na Harry'ego. Dreszcze przeszły mi po plecach. Nie wiem co mu odpowiedzieć.
-To się dzieje - wzruszyłam ramionami patrząc na Perrie, nie chciałam widzieć jego reakcji. Będzie zły, ponieważ nie dałam mu dokładnej odpowiedzi.
-Powiedz mi kochanie - szepnął delikatnie ściskając moje kolano. Spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami, jeszcze spokojnie i delikatnie, nie oczekując na jego reakcję.
-Paul był kiedyś ich przyczyną i to było około dziesięć lat temu. Nie wiem co spowodowało ten - wzruszyłam ramionami, wiedzą że kłamię. Miałam nadzieję, że on nie. Odwrócił wzrok marszcząc się, on znał prawdę, jedyną przyczyną w tym domu, by sprawić bym zemdlała byłby on. To jego wina.
-I teraz to ja - potwierdził siebie samego. Spojrzał z powrotem na mnie widząc jak zareagowałam na jego słowa. Nie powiedziałam niczego, po prostu pozwoliłam mu na mnie patrzeć, cisza dowiodła tego, że ma rację.
-Przepraszam tak bardzo, bardzo przepraszam - odetchnął kładąc głowę na mnie, przeczesywałam  rękoma jego włosy. Próbowałam go jak najlepiej uspokoić, przynajmniej teraz wie, że to jego wina za wszystko co zrobił.
-Jest dobrze - powiedziałam, bardziej do siebie chcąc wiedzieć, że wszystko jest okay słysząc to od samej siebie.
-Kurwa ! Kochanie, przepraszam - wyskomlał będąc poniżej mnie wiedziałam, że płacze. Myślałam, że nigdy tego nie zobaczę. Nie mogę wstać i po prostu od niego odejść,szczególnie w tym stanie. On dosłownie byłby na mnie wkurwiony, spojrzał znów na mnie, jego policzki były pokryte łzami, które szybko wytarłam. Jego usta delikatnie drżały, kiedy szlochał. Spojrzał na moją rękę dotykając lśniącego pierścionka. Mimo tego nie ściągnął go tylko przyglądał się tej małej rzeczy. Oparł się i delikatnie cmoknął mnie w usta przed tym jak kucnął będąc w tej samej pozycji złączając nasze palce razem.
-Będę lepszy, postaram się - wyszeptał spoglądając znów w dół. Kiwnęłam głową opierając się o sofę. Mam nadzieję, że dotrzyma obietnicy.
-Obiecuję - dodał potwierdzając moje myśli. Znowu nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, utrzymując go i czekając, aż zrobię kolejny krok. Na co po prostu skinęłam głową, nie mogąc wymówić żadnych dobrych słów.
-Więc, zasady ? - spytałam przyglądając się mu.
-Są zmniejszone - powiedział, fuknęłam nie bardzo chcąc jakichkolwiek zasad. Dlaczego to nie zmieniło niczego na lepsze ? Nadal jestem uwięziona w domu z psychopatami samotnie z wieloma innymi i moim bratem.
-Więc, kiedy ślub ? - Zayn przerwał ciszę. Harry zaśmiał się nadal kucając.
-Wcześniej niż zaplanowany - odpowiedział. Odetchnęłam i westchnęłam sfrustrowana. Gdyby tylko była tu moja mama, albo Victoria.

...

________________________________________
Przepraszamy, że tak późno dodajemy, ale wiecie no... SZKOŁA! :)
Next pojawi się jak bd tu 20 komentarzy! <3
Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodobał. :) / Ania x
Ps. Bardzo proszę się podpisywać bo wiem, że jakaś osoba spamuje komentarzami. Aha i pytania typu "kiedy next" bardzo prosze zadawac na Asku :D xx / jula

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 43

Kolejne dwie godziny czekania w sypialni Harry'ego bardzo się dłużyły byłam sama z moimi myślami, kiedy nareszcie wrócił trzaskając drzwiami. Skrzyżowałam nogi podczas gdy on szedł w moja stronę, nie mógł mnie uderzyć. Nie zrobiłam nic złego. Przeskanował wzrokiem cały pokój zauważając porozrzucany papier. Odwrócił się stając naprzeciwko mnie, zaśmiał się siadając obok lecz nie na tyle blisko żeby mnie dotknąć. Na szczęście
-Zgaduję, że nie podoba ci się regulamin ? - zapytał. W jego głosie nie było ani krzty humoru, obserwował mnie.Starałam się nie popełnić żadnego błędu, ale znając siebie na pewno to zrobię, nieznacznie kiwnęłam głową, a uśmiech pojawił się na jego ustach, lecz pod żadnym pozorem nie był prawdziwy, skrzyżował ręce na klatce piersiowej tak jakby starał się odepchnąć cała złość która w nim buzowała.
-Nie zrobiłbym tego Payton. To znaczy jeśli złamiesz jakąś zasadę kara będzie bolesna - mruknął. Jego oczy ukazywały złość, a uśmiech zniknął.
-Najwyraźniej nie powinnaś była uciekać i zaakceptować te jebane oświadczyny - kontynuował. Fuknęłam patrząc w dal. Trzymając mnie za słówka nigdzie nie dojdzie.
-Chcesz żebym powtórzył ? Zgadzasz się z tym regulaminem ? - powiedział głośniej i wolniej. Spojrzałam w górę przyglądając się mu.
-Tak - syknęłam przez zęby. Zaśmiał się i złapał mnie za rękę podnosząc mnie.
-Zostajesz w domu, ja i chłopcy mamy coś do załatwienia. Możesz rozmawiać z Perrie, ale nie z Nate'em - powiedział stanowczo pchając mnie przez hol. Ukrywa coś co zrobił Nate ? Może coś do niego ma ? Nie rozumiem dlaczego nie pozwala mi rozmawiać z moim własnym bratem. Przecież on chce tego samego co Harry. W sumie tak myślę. 
-ROZUMIESZ ? ! - krzyknął, gdy mu nie odpowiadałam na co się wzdrygnęłam. Jego uścisk się pociaśnił zmuszając mnie do odpowiedzi.
-Dobra - powiedział kiedy doszliśmy do końca schodów. Liam, Niall i Louis czekali przy drzwiach podczas gdy Zayn i Pezz stali przy innych, Nate siedział na sofie patrząc na mnie. Chciał porozmawiać, ale ja tego nie planowałam.
-Bądź grzeczna i  przysięgam na Boga, jeśli dowiem się, że z nim rozmawiałaś uderzę cie - powiedział przyciskając usta do mojego czoła. Dreszcz przebiegł wzdłuż moich pleców na myśl o karze którą dla mnie planuje. Skinęłam i cierpliwie czekałam aż wyjdzie z resztą chłopców, zostawiając mnie z Perrie i Nate'em. Kiedy drzwi się zamknęły dziewczyna owinęła ręce dookoła mojej talii mocno mnie przytuliła. Złamałam się i zaczęłam cicho szlochać w jej klatkę, a łzy moczyły jej koszulkę.
-Nie mogę tego zrobić Pezz - wyszeptałam trzymając się jej żeby przypadkiem mnie nie puściła. Chcę mieć kogoś kto byłby dla mnie, kogoś komu mogłabym zaufać i mieć go przy sobie. Taka osobą jest Perrie.
-Tak możesz, jesteś jedną z najsilniejszych osób w tym domu Payton. Jeśli pójdziesz wszyscy spadniemy na dno - powiedziała kojąco. Myli się, ona jest najsilniejszą osobą jaką znam od samego początku nawet wtedy gdy Eleanor i Danielle umarły.
-Nie jestem, płaczę każdego dnia odkąd tu mieszkam - odpowiedziałam kręcąc głową. Dziewczyna spojrzała na mnie sympatycznie i odwróciła wzrok na coś za mną. Zmarszczyłam brwi odwracając się i zauważając Nate'a, który patrzył raz na mnie raz na Perrie. Wolno pokręciłam głową dostrzegając, że do mnie podchodzi. Chciał rozmowy. Nie zniosę kary Harry'ego jeśli porozmawiam z bratem, nawet jeśli miałoby go to zranić.
-Nie, nie, nie. Nie mogę z tobą rozmawiać - wyszeptałam dotykając jego klatki.
-Przepraszam Payton, powinienem był za tobą stać. Nawet jeśli chodziło o Paul'a, nie powinien był pozwolić komukolwiek cię skrzywdzić - powiedział, a jego głos się załamywał z każdym wypowiedzianym słowem. Mój oddech stał się cięższy, zaczęłam rozglądać się dookoła. Ściany zaczynały się zwężać przyciskając mnie. Dlaczego do cholery poruszył temat Paul'a, przecież wie co mi zrobił.
-Potrzebuje trochę powietrza - powiedziałam na wydechu rozglądając się dookoła, wodziłam wzrokiem po całym pomieszczeniu.
-Payton. Payton. Uspokój się, jesteś w - uciął Nate. Nic się nie stało. Jestem w moim własnym świecie. Gdzie nie mogę przewidzieć co się stanie. On mną steruję. Moim życiem. Moimi marzeniami. Moja przyszłością. 
Obudziłam się przez jasne promienie słoneczne, zmarszczyłam oczy wstając. Rozejrzałam się dookoła zauważając wielki dom postawiony na środku nie wiadomo czego. Powoli weszłam do środka.
-MAMUSIU !! - usłyszałam głośny pisk i stukot małych stópek o drewnianą podłogę. Podeszłam bliżej dochodzącego dźwięku dostrzegając małą dziewczynkę. Wyglądała na dwulatkę, miała piękne kręcone włosy i jasne brązowe oczy.
-Kochanie bądź ciszej twój tatuś śpi - usłyszałam znajomy głos, odwróciłam się zauważając tylko kobiety, która schyliła się w dół i podniosła małą dziewczynkę, opierając ją o jej biodra. Moja szczeka opadła kiedy się odwróciła. Ja ?  To ja ? 
-Kochanie Louis i Aria przyjdą o 12 na obiad - ktoś powiedział z góry, zszedł na dół po czym pocałował czoło dziewczyny większej i mniejszej. W odpowiedzi obie się uśmiechnęły.
Aria i Louis ? 
Dlaczego do cholery Aria miałaby być w to wplątana ?
____________________________________________________
Jejku przeepraszaaam, ale nie miałam czasu i internetu :C 
Co myslicie ?
Next pojawi się jak bd 20 komentarzy ! <3
Miłego czytania / jula xx

środa, 12 listopada 2014

Rozdzial 42

Daje 10 minut zanim Harry znajdzie siły i wyważy drzwi. Mam racje. Jego wkurwiony głos po drugiej stronie drewnianych drzwi i głośne uderzanie w nie, mogło doprowadzić do złamania ich w każdej chwili. Nogi miałam odrętwiałe po ucieczce i nie było szans na to, że mogłabym się bronić. Upadłam na kolana i przeczołgałam się pod prysznic, zamknęłam szklane drzwi i włączyłam zimną wodę pozwalając jej ogłuszyć walenie. Najlepszy wypoczynek na świecie nawet i na kilka minut. Oparłam się o kafelki podciągając kolana do klatki piersiowej, a głowę oparłam o kolana zamykając oczy. W każdej chwili może tu wejść. W każdej minucie mogę być martwa. W każda sekundzie mogę być w zasięgu jego wzroku. Niestety. Usłyszałam głośny trzask i huk, wiedziałam że tu jest, ale nie otwierałam oczu. One widziały już za wiele. Wystarczająco tego całego bólu który mi sprawił. Wszystkie siniaki, cięcie które podobno nie miał na celu ich zrobić. Mówił, że mnie kocha. Pierwsza zasada miłości. Nie zranisz nikogo kogo kochasz. Myślałam, że Nate mnie kocha, teraz chcę żebym poślubiła kata. Chce żebym była bezpieczna, ale posyła mnie do osoby która spowodowała najwięcej bólu w moim życiu, zaraz obok Paul'a.
-Spójrz na mnie Payton - wyszeptał, złość ciągle była słyszalna w jego głosie. Otworzyłam oczy zauważając, ze prysznic jest wyłączony i znajduję się w jakimś zamkniętym pomieszczeniu. Harry siedzi obok mnie, tak samo jak ja tyle, że on na mnie patrzy. Nie tak jak miał w zwyczaju. Lecz raczej ze smutkiem. 

-Nie zapytam cię ponownie. Dlaczego uciekłaś - syknął, spojrzałam w dal przyciągając kolana bliżej klatki piersiowej tak jakby miało to mi pomóc w bólu który jest mi pisany.

-Nie chce cię - wyszeptałam kładąc czoło na kolanach, usłyszałam jak coś mruczy. Złapał mnie za ramię i pociągnął w górę. Wstrzymałam oddech kiedy przycisnął mnie do zimnej ściany.

-Kiedy do kurwy nędzy dałem ci wybór ? Mam to w dupie, ze się nie zgadzasz. Jesteś moja. I naprawdę mnie to kurwa nie obchodzi czego chcesz - prychnął mocniej  mnie przyciskając. Szczęka mi opadła, a usta zaczęły drżeć kiedy siłą włożył mi pierścionek na palca.
-Jeśli jeszcze raz wywiniesz taki numer skarbie. Przysięgam na Boga, że nie powstrzymam się przed niczym. Nie mam wyboru i napisze kilka zasad - splunął popychając mnie na ziemię. Nie spojrzał się za siebie gdy wychodził przez rozwalone drzwi. Ponownie oparłam się o ścianę nie będąc wstanie wstać.
...

Po godzinie siedzenia w łazience nareszcie z niej wyszłam. Ostrożnie przeszłam przez leżące na podłodze kawałki drzwi i poszłam do sypialnie Harry'ego. Zmarszczyłam czoło kiedy drzwi były zamknięte, on nigdy ich nie zamykał. Podeszłam do nich starając się nie zranić nóg przez to co Harry zniszczył. Delikatnie pociągnęłam za klamkę upewniając się, że są zamknięte. Dlaczego do cholery jestem zamknięta ? Odwróciłam się wzdychając, nie mogę nic z tym zrobić, ale to jest lepsze niż siedzenie w lochu na samym dole. Poszłam w stronę łóżka, a moje oczy spoczęły na kawałku papieru leżącego na pościeli. Cała kartka była zapełniona pismem Perrie. Otworzyłam usta zauważając, że jest to regulamin. Dla mnie.

Usiadłam na łóżku gotowa, aby przeczytać te gówno. Nie wierzę, że może się spodziewać tego, że będę mu posłuszna.



1. Nie wychodzić z pokoju bez wiedzy Harry'ego.

2.Nie jeść bez wiedzy Harry'ego.

3.Nie zaspokajać się bez wiedzy Harry'ego.

4.Nie ciąć się.
5.Nosić jedynie te rzeczy, które Harry wybrał. (Są w szafie)
6.Nie rozmawiać z innymi mężczyznami w tym domu bez wiedzy Harry'ego. Tak samo jak z każdą inną osobą.
7.Nie malować się, lub mieć na twarzy inny produkt upiększający.
8.NIE ZDEJMOWAĆ PIERŚCIONKA w żadnym wypadku . Jeśli to zrobisz kara będzie gorsza.
9. Nie skomleć i nie płakać.
10.Jeśli każe ci mówić, zrób to.
11.Nie zamykać lub zakluczać drzwi.
12.Nie wychodzić na zewnątrz i nie wpatrywać się w okna.
13.Nie używać urządzeń elektronicznych.
14.Nie być zła kiedy Harry chce wydać pieniądze na ciebie lub coś innego.
15.Nie wkurzać się  w ogóle.

Jeśli którykolwiek z tych punktów zostanie złamany, zlekceważony przez uległą dostanie ona karę. Nie przyjmuję żadnych zastrzeżeń po tym póki te punkty nie staną się czerwone.

Podarłam kartkę rozrzucając ja po pokoju. On nie może tego ode mnie wymagać. Mój brat jest w tym domu, teraz nie mogę z nim nawet porozmawiać. Nawet z Perrie. Myślę, że nie rozmawianie z Pezz zabije mnie najbardziej.

______________________
Kurde Harry się robi jak Christian Grey xd 
Bardzo bym prosiła o podpisywanie się w komentarzach przykład : "Świetny rozdział / <twoje imie, ksywka> "
Co myślicie o tym rozdziału ? Next pojawi sie jak bd 20 Kom i 12.000 wyświetleń <3 
Coś mi się stało z tekstem i nie mg tego wyjustować -,- więc przepraszam za wygląd :c
/julka

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 41

Nie wiem jak ja doszłam do tego punktu i co sprawiło, że do niego doszłam. Nie powinnam była wychodzić tej nocy. Powinnam wybiec wtedy kiedy mogłam. Powinnam powiedzieć Victorii wszystko od początku. To moja wina, że ona umarła, to moja wina, że Nate jest w tym gównie. To moja wina, że ja jestem tutaj. Wszystko jest moją winą. Czułam, jakby moja głowa została uderzona przez ciężką skałę, moje ciało nadal było zdrętwiałe i słabe. Oczy były zbyt ciężkie, by je otworzyć, a moje serce rozdarte i totalnie puste.
Mogłam poczuć delikatny dywan pod opuszkami  palców, które drgały znów na twardej podłodze. Uczucie zimnego powietrza sprawiło, że kaszlnęłam i się zakrztusiłam. Otworzyłam oczy, nadal były trochę ciężkie. Położyłam się na plecach, oddychając tak, by się uspokoić. To nie działało. Usiadłam powoli i rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w jakimś lochu albo piwnicy, nie było tam żadnego światła. Nie wiedziałam nawet, że oni mieli piwnice ? Słyszałam głośne kroki z góry, nagle drzwi się otworzyły. Kroki stały się cichsze, kiedy schodziły w dół. Nagle pojawiła się Perrie, spojrzała na mnie i sprawdziła czy jestem przebudzona. Podeszła do mnie nic nie mówiąc. Na jej szczęce pojawiły się świeże siniaki. Wygląda na to, że nie tylko ja dostałam nauczkę w tym pojebanym domu.
- Bardzo mi przykro z powodu Victorii - podarowała mi sympatyczny uśmiech, klękając koło mnie. Skinęłam odwracając wzrok. Victoria była moją najlepszą przyjaciółką w Nowym Jorku, była moją jedyną przyjaciółką. Ona i Nate, też byli blisko, w czasie swoich nastoletnich lat. Kiedy następnym razem zobaczę Nate'a, wytrzepię gówno z tego drania.
- Co oni planują ze mną zrobić ? - zapytałam zachrypniętym głosem od nie mówienia przez tak długo, że tylko Bóg wie ile.
- Nie jestem pewna kochanie, nie jest mi nawet dozwolone zejść tutaj nawet na moment - wyszeptała patrząc na drzwi za moimi plecami.
- Idź ! Nie chcę, żeby cię skrzywdzili z mojego powodu, to stało się więcej niż raz - powiedziałam, odpychając ją. Westchnęła odwracając się i wracając z powrotem na górę. Pozostawiając mnie z własnymi myślami.

...

Leże na środku ciemnego pokoju, słysząc coraz mniej kroków na górze, to oznacza porę nocną, ale ja nie jestem zmęczona. Moje myśli zjadały mnie od środka, Victoria była jedną z tych myśli, wchodzących i wychodzących z mojego umysłu, pomyślałam, że widziałam ją w mojej głowie. Udawałam, że rzekomo tam jest, mówiąc sobie stać w obronie swoich myśli. Ale wiem, że jeśli bym to zrobiła to skończyłabym tak jak ona. Śmiercią. Odskoczyłam słysząc kaszlnięcie nade mną. Otworzyłam oczy widząc Louis'a. Uśmiechnął się lekko i usiadł koło mnie. Zmarszczyłam się szukając go.
- Wszystko co powiesz i tak nie pomoże, wybacz - ostrzegłam, zamykając oczy.
- Oh, nie jestem tutaj, żeby dać ci poradę - zaśmiał się cicho, ciągle siedząc tam gdzie był. Otworzyłam oczy znów go szukając zdezorientowana. Przez moją głowę przeszła myśl, by uciec, może on znowu chce mnie zgwałcić.
- Nie oto chodzi - powiedział, jakby czytał mi w myślach.
- Jestem tutaj, żeby wreszcie cię przeprosić, próbowałem powiedzieć to ostatnio, ale ty jesteś po prostu cholernie uparta, a teraz jesteś tutaj. Jestem pewien, że mnie posłuchasz i może mi wybaczysz - powiedział utrzymując kontakt wzrokowy ze mną przez cały czas, kiedy mówił.
- Tak naprawdę to już mnie to nie obchodzi Louis, to tylko burzy stare wspomnienia - powiedziałam zamykając znów oczy. Nie mogę na niego patrzeć.
- Mam dla ciebie jedzenie, Harry zaplanował, że będzie cię głodził, aż sama nie poprosisz - Louis prężył się ze śmiechu.
- Dziękuję - powiedziałam. Usłyszałam jak wstaje i jego stopy zmierzają z powrotem na górę. Zamknął  za sobą drzwi pozostawiając mnie znów tylko z moimi myślami.

...

Odskoczyłam budząc samą siebie, słyszałam głośne odgłosy i krzyczenie z góry. Nawet nie zwróciłam uwagi kiedy zasnęłam. Spojrzałam koło siebie znajdując banana i trochę soku, które Louis zostawił ostatniej nocy. Szybko zjadłam i wypiłam jedzenie przed tym jak ktoś otworzył ciężko drzwi schodząc na dół dość cicho. Wkrótce pojawił się Harry. Piorunował wzrokiem zmierzając w moim kierunku. Usiadłam a on stał na przeciw mnie z niebezpieczną wysokością.
- Dlaczego chciałaś uciec ? - prychnął, spoglądając w dół na mnie z kompletnym obrzydzenie. Zadrwiłam, przesuwając się, nie będąc w stanie wstać na nogi. Ciągle są zdrętwiałe. Nie odpowiedziałam mu próbując znaleźć położenie dla moich nóg z żałosnym nie powodzeniem.
- Ponieważ, tego chcę. Nie jest to oczywiste - splunęłam. Jego oczy pokazały niewielki smutek. Nagle usłyszałam głośne krzyczenie dochodzące z góry oraz odgłos kroków schodzących w dół. Zayn i Perrie dołączyli do mnie i Harry'ego. Perrie okazywała dużo paniki i strachu. Zmarszczyłam brwi zdezorientowana, aż do czasu kiedy spojrzałam z powrotem na Harry'ego. Teraz jego oczy były czarne, takie same kiedy pierwszy raz go spotkałam. Harry ruszył w moim kierunku popychając mnie do cementowej ściany.
- Nie rozumiesz. Jesteś moja. Nie Victorii. Nie Jason'a. Nie Paul's, ale moja - prychnął tracąc nad sobą panowanie i sprawiając, że drżałam przy każdym słowie które wypowiadał.
- Odpierdol się. Straciłeś mnie. Nie rozumiesz tego Styles, zabiłeś mnie kiedy zabiłeś moją najlepszą przyjaciółkę - splunęłam, a na jego twarzy ukazał się grymas, co sprawiło, że byłam jeszcze bardziej wkurwiona. Podniosłam kolano waląc go mocno w jaja. Jego uśmieszek zniknął kiedy jęczał z bólu leżąc na ziemi.
- Cholera - mruknęłam. Najprawdopodobniej jestem martwa jak tylko on się zorientuje. Patrzyłam na Zayn'a i Perrie z wytrzeszczonymi oczami, którzy byli świadkami wszystkiego. Perrie wyglądała na zaskoczoną i pod wrażeniem. Podczas, gdy Zayn wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem. Szybko zareagowałam podnosząc moje nogi i ruszając do biegu przed Zayn'em, który spoglądał na mnie gotowy, by za mną podążać. Ugryzłam się w język biegnąc po schodach , będąc staranną, by nie potknąć się o coś i nie upaść do mojej prawdopodobniej śmierci. Słyszałam krzyki Perrie za Zayn'em, który podążał za mną. Prędko zauważyłam, że jestem w ich domu. Szybko pobiegłam przed Liam'em, który wyglądał na niemal zdezorientowanego, a potem przebiegłam po kilku schodach w górę w kierunku pokoju, który należał do Harry'ego. Weszłam do łazienki zatrzaskując i zablokowując drzwi za sobą. Oddychałam ciężko zsuwając się plecami po drzwiach, słysząc głośne pukanie i krzyczenie, każące otworzyć mi drzwi. Nie ma mowy, żebym je otowrzyłą. Cicho przeklnęłam siebie. Jak mogłam być tak głupia? Tylko wpakowałam się w gorsze kłopoty.

-------------------------------------------------------------------------
O boże ile tu się dzieje!!!!! Trudno mi tu cokolwiek skomentować, matko! hahaha
Mam nadzieję, że się wam spodoba, bo dość długo zajęło mi tłumaczenie tego rozdziału. xx
Ania <3
NEXT pojawi się jak bd 20 kom. <33
Miłego czytania
Szablon by S1K