-Tak.-powiedział Harry chwytając pierścionek oraz moją dłoń, po czym wsunął go na mój palec. Był piękny.
-Payton czy bierzesz Harry’ego w pełni prawa za męża, ślubujesz prowadzić go przez problemy, które popełnił, obiecujesz kochać go i pomagać mu w kłopotach i niedoli.-zapytał a ja przytaknęłam.
-Tak.-uśmiechnęłam się wsuwając obrączkę na palec Harry’ego.
-Możesz pocałować pannę młodą.
Następnie Harry przyciągnął mnie do siebie całując mnie delikatnie. Uśmiechnęłam się podczas pocałunku trzymając się jego szyi.
Odsunęłam się, oboje uśmiechaliśmy się do siebie.
-Kocham cię.-szepnęłam obserwując jak mi odpowiada zanim ponownie mnie pocałował. Za nami wszyscy wiwatowali.
Harry się odsunął splatając nasze palce ze sobą, gdy prowadził nas do wyjścia. Nate, Perrie oraz Aria podążali za nami wraz z chłopakami oraz starszą panią. Rozejrzałam się wokoło starając się znaleźć Paul’a. Zmarszczyłam jednak brwi, gdy go nie znalazłam. Nie było go tu?
-Zayn się tym zajął.-szepnął Harry, nie spoglądając na mnie.
Przytaknęłam ponownie patrząc w dół.
...
Harry i ja, oboje jesteśmy w limuzynie w drodze powrotnej do naszego domu tam, gdzie ma się odbyć przyjęcie. Nasze dłonie były wciąż złączone, praktycznie ze sobą sklejone.
Wyszliśmy z samochodu, moja dłoń wciąż w dłoni Harry’ego podczas gdy druga trzymała moją sukienkę tak by nie ciągnęła za sobą brudu.
Zostałam poprowadzona do domu, gdzie piękne kwiaty oraz dekoracje zostały umieszczone wokół domu prowadząc nas do ogrodu.
Wielki biały namiot znajdował się na środku podwórka, a obok niego basen. Powoli zaczęliśmy się kierować w kierunku gości otrzymując wiele powitalnych uśmiechów.
Jednak ja rozglądam się tylko za jedną osobą. On gdzieś tutaj jest.
-O kurczę, pani Styles, to było wspaniałe.-zawiwatowała Perrie owijając swoje ramiona wokół mnie, starałam się odwzajemnić uścisk jednak Harry nie chciał puścić mojej dłoni.
-Gdzie jest Paul?-zapytałam jej wiedząc, że Zayn powiedziałby jej.
-Nie pytaj Payton, nie masz się czym przejmować.-szepnęła Perrie.
-Mam kogoś kogo chciałbym byś poznała. Jedynie wiedz, że nikt, mam na myśli nikt nawet chłopcy z wyjątkiem Niall’a jej nie poznali.-szepnął Harry pociągając mnie za sobą. Następnie zatrzymał się przed starszą panią, która siedziała w pierwszym rzędzie z Niall’em.
Uśmiechnęła się mocno mnie przytulając. Łzy majaczyły w jej oczach, gdy odsunęła się ode mnie patrząc to na Harry’ego to na mnie.
-Dobrze jest poznać dziewczynę, która naprawiła Harry’ego.-zaśmiała się przecierając oczy. Zmarszczyłam brwi nieco zmieszana.
-Oh przepraszam. Jestem Anne, mama Harry’ego.-zaśmiała się trzymając się ramienia Harry’ego. Moje usta uformowały się na kształt litery „o”, w ogóle się nie spodziewając, że Harry ma rodzinę.
Nie wydaje się typem człowieka, który trzyma z rodziną.
-Oh boże, w takim razie bardzo miło mi cię poznać, jestem Payton.-ciepło się do niej uśmiechnęłam. Zaśmiała się delikatnie.
-Nie masz pojęcia jak bardzo mnie to uszczęśliwia.-powiedziała patrząc z Harry’ego na mnie. Spojrzałam na niego, uśmiech widniał na jego twarzy, gdy podziwiał swoją matkę.
Następnie odeszła mówiąc do zobaczenia później zanim podeszła do Niall’a. Odwróciłam się do Harry’ego przyglądając mu się.
-Jest jeszcze jakaś rodzina, którą przede mną ukrywasz?-zaśmiałam się uderzając go w ramię. Zachichotał ściskając moją dłoń.
...
Wieczór mijał bardzo dobrze, Harry w końcu puścił moją dłoń oddając się tańcowi ze swoją mamą na środku trawnika.
Perrie była z Zayn’em na górze, obydwoje spali. Przynajmniej myślę, że to jest to co robili. Niall zabrał pijanego Louis’a oraz Arię na górę do ich pokoju. Natomiast Liam był gdzieś w pobliżu całkowicie trzeźwy.
Siedziałam na stole z tyłu gdzie stał wielki tort. Przyglądałam się rozmawiającemu Harry’emu oraz Anne, co było dziwne, widzieć go tańczącego i rozmawiającego z kimś innym niż z chłopakami czy Perrie.
-Payton?-podskoczyłam w miejscu odwracając gwałtownie głowę, by zobaczyć go w bluzie z kapturem. Jego twarzy nie było widać.
-Co?-splunęłam. Nie powinnam była nawet z nim rozmawiać.
-Chciałem ci tylko pogratulować, wiem, że byłem złym ojcem i szczerze bardzo cię za to przepraszam. Po prostu chciałem zobaczyć jak moja mała dziewczynka wychodzi za mąż. Musiałem tutaj być Pay, przepraszam jeśli cię przestraszyłem. Przepraszam za bycie prawdopodobnie najgorszym ojcem na świecie. Przepraszam za całe zło, które spowodowałem w twoim życiu. Mam tylko nadzieję, że jesteś szczęśliwa.-szepnął. Stałam teraz w miejscu patrząc to na Harry’ego to na niego, gdy mówił. Kłamał.
-Przestań pieprzyć.-syknęłam cofając się. Mogłam zauważyć uśmieszek na jego twarzy, podczas gdy reszta była zakryta kapturem.
-Oh kochanie, jesteś dokładnie taka jak twoja matka. Taka sama jak ona. Nawet nie wiesz, że Harry jest moją wierną repliką. On jest mną Payton. Nie pamiętasz mnie i swojej matki? Ile siniaków oraz ran miała na sobie? Tak samo jest z tobą Payton. On się nie zmienił. On się nie zmieni.-splunął chwytając mnie za przedramiona potrząsając mną.
-WYNOŚ SIĘ.-krzyknęłam osłaniając twarz, gdy się przybliżył. Następnie ktoś mnie brutalnie chwycił od tyłu jednak nie był to Harry. Głośno krzyknęłam szybko mrugając, by pozbyć się łez zauważając, że Harry znajduje się na Paul’u wielokrotnie go uderzając.
Odwróciłam się spostrzegając, że to Liam mnie odciągnął. Westchnęłam owijając ramiona wokół jego talii. Zostałam następnie podniesiona i zaniesiona do domu. Liam posadził mnie na brzegu wanny, do której zaczął nalewać dla mnie wodę.
-Co on powiedział?-zapytał łagodnie Liam ocierając moje policzki z łez.
-Że Harry jest jego młodszą wersją.-załkałam i zaczęłam czkać. Skinął głową kładąc dłoń na mojej sprawiając, że na niego spojrzałam.
-Zmieniłaś go Payton.-powiedział a Harry pojawił się w drzwiach. Jego knykcie zadrapane i krwawiące razem z raną na policzku oraz na szczęce.
Liam wyszedł a Harry zamknął za nim drzwi. Pochylił się nad wanną wyłączając wodę, gdy była już pełna.
Następnie odwrócił się do mnie pomagając mi pozbyć się sukienki oraz bielizny zanim weszłam do wanny. Czekałam aż do mnie dołączy jednak tego nie zrobił.
Zamiast tego usiadł obok mnie na zewnątrz wanny.
-Przepraszam.-szepnęłam przebiegając palcem po jego skaleczonych knykciach.
-To nie jest twoja wina.-zwyczajnie powiedział starając się opanować swój gniew. Wiem, że jest o krok od wybuchnięcia.
-Powinnam była cię zawołać.-przerwałam kontakt wzrokowy, skupiając wzrok na jego dłoniach.
-To nie jest twoja wina kochanie.-szepnął opierając czoło na swojej dłoni.-To był dzień naszego ślubu, to mnie wkurzyło.-splunął ze złością. Wstał i wybiegł jak oparzony.
Jęknęłam pozwalając wodzie zakryć moją twarz. Jeden dzień bez dramy. To wszystko czego chcę.
Juz myslalam ze się nie doczekam
OdpowiedzUsuńOhh wreszcie warto bylo czekac
OdpowiedzUsuń