Possessive

wtorek, 14 czerwca 2016

Rozdział 80 Epilog

-Harry przestań... -MAAAMMUUUUSIU!-pisnęła głośno Harley śmiejąc się i szybko do mnie biegnąc.

-Harry, przez ciebie ona się posika.-zaśmiałam się z nich. Nie mogliby być bardziej szczęśliwi przebywając ze sobą. To wszystko tak bardzo różniło się od tego przez co w przeszłości przeszliśmy.

-Uważaj Harles, przewrócisz mamusię.-zaśmiał się Harry, kładąc dłoń na moim okrągłym brzuszku. Znowu byłam w ciąży, w około ósmym miesiącu i byłam ogromna. Nawet dłoń Harry'ego nie zdołała zakryć mojego brzucha.

-Mamo, kiedy przyjdzie Leele?-zapytała moja pięcioletnia córeczka. Jej policzki były czerwone od przebytego właśnie napadu śmiechu. Wszystko za sprawą Harry'ego.

-W każdej chwili.-uśmiechnęłam się do niej, delikatnie przeczesując dłońmi jej włosy. Jęknęła wyrywając się, po czym wbiegła w ramiona Harry'ego. Była zdecydowanie córeczką tatusia, co uwielbiałam, ponieważ to było takie urocze.

Urocza strona Harry'ego była najlepsze z nich wszystkich.

Usłyszałam pukanie do drzwi i Harley szybko stanęła na nogi, biegiem ruszając na dół.

-Uważaj.-wrzasnęłam za nią. Zaśmiałam się podchodząc do Harry'ego i chwytając go za rękę, by pomóc mu wstać, co mi się nie udało. Zaśmiał się i sam wstał obejmując mnie w talii, po czym razem zaszliśmy na dół.

-Leelee!-usłyszałam piski Harley. Musiała otworzyć drzwi. Leelee to przezwisko Harley dla Marlee. Sama je wymyśliła. Natomiast Marlee nazywa Harley loczek, przez jej małe kręcone loczki, które oczywiście odziedziczyła po swoim ojcu.

-Jak się masz?-uśmiechnęła się serdecznie Perrie, podchodząc by owinąć ramiona wokół mnie. Zachichotałam obserwując męski uścisk Harry'ego i Zayn'a.

-Świetnie a ty?-zapytałam, patrząc jak w dalszym ciągu się uśmiecha.

-Oh, mamy się wspaniale.-uśmiechnęła się przyglądając mi się. Moje oczy się rozszerzyły spoglądając na jej brzuch, po czym ponownie na nią. Głośno pisnęłam obejmując ją i podskakując razem z nią. Mój brzuch został lekko zgnieciony znajdując się pomiędzy nami podczas naszego uścisku.

-Jasna cholera, obie jesteśmy?-zapytałam upewniając się, że dobrze odebrałam wskazówki, a ona chichocząc przytaknęła powodując, że ponownie pisnęłam odwracając się do Harry'ego.

-Ona jest...

-Wiem, słyszałem.-zaśmiał się, wiedząc już o czym chciałam powiedzieć. Oh, dobry Panie.

Nagle poczułam delikatne uderzenie w brzuchu sprawiające, że zgięłam się w pół. Harry natychmiast znalazł się przy mnie chwytający mnie za ramię oraz talię.
Jęknęłam, zamykając oczy i mocno je zaciskając.

-Co się do cholery dzieje Payton?-Harry zaczął panikować. Wyprostowałam się wzdychając głośno. Uniosłam dłoń zanim odpowiedziałam.

-Ten głupek najwidoczniej chce wyjść.-jęknęłam, znowu czując kopnięcie dziecka. Harry uśmiechnął się, po czym razem z Perrie ułożyli dłoń na moim brzuchu. Świetnie, oni się tym cieszyli, podczas gdy ja musiałam to znosić.

-Okej, chodźmy na lunch.-syknęłam do nich. Obydwoje zaśmiali się odsuwając się. Chwyciłam Harry'ego za dłoń mocno ją ściskając, gdy ból powrócił jednak tym razem poczułam również coś mokrego.

Sapnęłam głośno powodując, że Harry zmarszczył na mnie brwi, a w jego oczach zobaczyłam niepokój.

-Wody mi odeszły Harry!-ponownie stłumiłam okrzyk patrząc w dół na moje teraz mokre nogi. Harry sapnął również to zauważając.

-MOŻECIE ZAOPIEKOWAĆ SIĘ HARLEY?! JEDZIEMY DO SZPITALA I DO DOMU WRÓCIMY Z DZIECKIEM!!-Harry praktycznie wykrzyczał sprawiając, że się wzdrygnęłam. Podniósł mnie i pobiegł do samochodu.

                                                               ...

Dwadzieścia cztery godziny później urodził się Noah Ed Styles. Na świat przyszedł synek Harry'ego, mający najbardziej kochających rodziców i ciocię oraz wielu wujków i kuzynów. Razem ze wspaniałą siostrą Harley Stellą Styles.

I Payton miała w końcu swoją wymarzoną przyszłość. Może nie była ona taka jaką sobie zaplanowała lecz była wszystkim a nawet więcej niż wszystkim czego kiedykolwiek mogła chcieć.

Jej życie było teraz kompletne, w ramionach Harry'ego obserwując jak ich dzieci rosną każdego dnia, a Harry ani razu nie stracił nad sobą panowania. Natomiast Payton ani razu nie spojrzała wstecz na swoją okropną przeszłość tylko na przód, z niecierpliwością oczekiwała na swoją pozytywną przyszłość.

Harry był teraz nie tylko zaborczy wobec Payton, ale i również wobec dwójki swoich dzieci. Wobec swojej szczęśliwej rodziny. Jego zaborczość polegała na ochronie i miłości. Nie polegała na tym, czym kiedyś się kierował, co na szczęście zwalczył.

Jeśli chodzi o Perrie i Zayn'a, doczekali się swojego długo wyczekiwanego ślubu na plaży, gdzie była w ósmym miesiącu ciąży. Ich miesiąc miodowy był miejscem, gdzie urodziła kolejną, wspaniałą, małą dziewczynkę o imieniu Charlotte Anne Malik, która będzie kochana przez najukochańszych rodziców.

Niall, Liam i Louis, wszyscy znaleźli swoje miłości, które stały się częścią dużej rodziny, która kiedyś była ulicznym gangiem, a którzy teraz szczęśliwie się pobrali i zapomnieli o całej przerażającej przeszłości, patrząc w stronę przyszłości wraz z ich szczęśliwymi dziewczynami w ciąży.

Policja nie wpadła na ślad chłopaków i wkrótce zostali ogłoszeni jako nigdy nie odnalezieni jednak śledztwo nadal było w toku. Harry zaprzyjaźnił się ze starszym funkcjonariuszem policji i każdego tygodnia płaci mu, aby ten chronił ich tyłki i nie pozwolił, aby policja ich odnalazła.

Wszyscy byli szczęśliwi po raz pierwszy od wielu, wielu miesięcy i tak już pozostało.

                                                         KONIEC

I tak oto dotarliśmy do końca tego opowiadania.

Dziękuję Wam bardzo!!


Prosiłabym, abyście pod tym ostatnim już rozdziałem pozostawili coś po sobie. Chciałabym widzieć ile Was jest, czy Wam się podobało, co sądzicie o zakończeniu, co byście zmienili, ci Wam się nie podobało, czy powinnam coś zmienić.


Dla Was to tylko chwila, a dla mnie świadomość, że warto było spędzać godziny nad tłumaczeniem tego opowiadania, co i tak robiłam z przyjemnością :)


Dziękuję autorce tego bloga, że pozwoliła mi udostępniać tutaj dla Was kolejne rozdziały.

Zastanawiam się nad nową historią do tłumaczenia także jeśli jest jakaś, którą chętnie byście przeczytali po polsku to śmiało piszcie mi swoje propozycje ;)

Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam i jeszcze raz bardzo Wam dziękuję!!! :D

A-;)

niedziela, 12 czerwca 2016

Rozdział 79

Minęło dokładnie sześć miesięcy od śmierci Paul'a i Nate'a. Mogłam szczerze powiedzieć, że teraz moje życie było takie, jakiego w ogóle się nie spodziewałam sześć miesięcy temu. Było tak bardzo niewiarygodnie perfekcyjne.

Razem z Harry'm przeprowadziliśmy się do nowego domu. Nie takiego jak poprzedni, ale był równie piękny i oczywiście znajdował się w nim pokój dla dziecka. Ponieważ tak, byłam w ciąży, w 5 miesiącu.

A Harry ani przez chwilę nie okazał ani grama złości, chyba że się skaleczył czy oparzył, ale poza tym w ogóle. Stał się o wiele bardziej niezdarny, co nie było bonusem, ale było urocze.

Zayn i Perrie pobrali się, a mała Marlee staje się coraz to bardziej piękniejsza i urocza. Oni są wspaniałymi rodzicami i mam nadzieję, że będę dokładnie taka jak oni za kilka miesięcy, które mi zostały.

-Harry!!-zawołałam z góry. Uśmiechnęłam się do siebie słysząc jego kroki kiedy wchodził po schodach a następnie szedł korytarzem. Po chwili w drzwiach pojawiła się jego głowa. Uniósł brwi czekając na moją odpowiedź.

Uśmiechnęłam się, podczas gdy poklepałam miejsce obok siebie, na co stłumił śmiech i zajął miejsce.

-Co zamierzasz powiedzieć naszemu dziecku jeśli się zapyta jak się poznaliśmy?-zapytałam chichocząc ze swojego własnego pytania. Było głupie, ale chciałam wiedzieć jaka byłaby jego odpowiedź.

-Uhhhh, poderwałem cię w zaułku.-wzruszył ramionami. Otworzyłam buzię i uderzyłam go. Zaśmiał się chwytając mnie dłońmi za nadgarstki i przyciskając do materaca powodując u mnie śmiech.

-Powiedziałbym, że to długa historia biegania za twoją matką. Była trudną do zdobycia.-zaśmiał się mówiąc do mojego brzucha, a kiedy skończył spojrzał do góry mrugając do mnie. Ponownie się zaśmiałam jednak przestałam kiedy jego usta znalazły się na moich.

-Na pewno chłopczyk.-wymamrotał podciągając sukienkę do mojej klatki piersiowej, podziwiając brzuszek.

-Nie, to dziewczynka i ona i Marlee będą najlepszymi przyjaciółkami.-zacinałam się wypowiadając to zdanie, gdyż z moich ust wydobywał się mały chichot.

-Nie, mój chłopiec i Marlee pobiorą się. Już jest załatwione, sorry Payton.-zaśmiał się wyskakując z łóżka. Również chciałam wstać, co próbowałam zrobić i zmagałam się z tym. Wiedziałam, że mnie obserwował, obserwował mnie jak się męczę.

Jęknęłam głośno kładąc się plecami na łóżko, całkowicie się poddając. Usłyszałam stłumiony śmiech, po czym chwycił mnie za dłoń podnosząc mnie.

-Małe chucherko.-parsknął. Fuknęłam wychodząc za drzwi.

-Powinieneś spróbować to nosić.-powiedziałam rozbawiona.

                                                               ~*~

Chciałabym Was poinformować, że kolejny rozdział będzie już niestety (albo i stety xD) ostatnim rozdziałem tego opowiadania :(

Jak myślicie, jak ta historia się zakończy? Będzie happy end czy nie?

A- ;)

Rozdział 78

Moje czkanie i płacz uspokoił się po dobrej godzinie, a Harry przez cały ten czas mnie trzymał. Mogłam szczerze powiedzieć, że on tak naprawdę uratował mi życie. Nie chcę i nigdy nie będę chciała się dowiedzieć co by się stało, gdybym nie poznała Harry'ego.

-Dziękuję.-wymamrotałam w jego pierś. Nigdy bym nie pomyślała, że ze mną zostanie jednak zaskoczyło mnie, gdy to zrobił. I za to go kocham.

-Shhh, nie dziękuj mi Payton. Nigdy, przenigdy sobie nie zasłużyłem na twoje podziękowania.-powiedział poruszając się nieco, dłońmi lekko mnie odsuwając tak, że patrzyłam mu teraz w oczy.

-Chciałbym by tak było, ale zrobię wszystko, bym w przyszłości sobie na to zasłużył jednak nasza przeszłość razem nie była niczym dobrym. Za wyjątkiem naszego ślubu, który taki był.-uśmiechnął się do mnie, a moje wargi również uniosły się do góry.

-Możemy zejść na dół?-zapytałam patrząc w stronę drzwi. Harry pokręcił głowa odsuwając się ode mnie, by zejść z łóżka.

-Nie, kto wie jak źle i nieciekawie tam jest, zostań tutaj.-powiedział, bacznie mnie obserwując zanim zniknął za drzwiami, a ja wpatrywałam się w nie do momentu, gdy pojawiła się w nich głowa Perrie. Gdy tylko mnie zobaczyła, szybko weszła do środka wskakując do łóżka, dosłownie miażdżąc mnie uściskiem.

-Słyszałam. Dobry Boże, wszystko z tobą w porządku?-zapytała, w dalszym ciągu przyciskając mnie do siebie. Westchnęłam, przytakując w jej ramię.

-Jak tam Marlee?-zapytałam, obserwując jak uśmiechając się odsuwa się, by usiąść naprzeciwko mnie.

-Śpi.-westchnęła. Nie wyglądała na taką wykończoną już od jakiegoś czasu i wiedziałam dlaczego teraz tak było.

-Jest tam na dole krwawo?-zapytałam, drgając na myśl o tym. Nie spodobały mi się obrazy jakie przeszły przez moją głowę jednak odepchnęłam je od siebie. Nie chciałam być znowu przez to smutna.

-Uhh, Zayn nie pozwolił mi schodzić na dół.-westchnęła spoglądając w stronę drzwi.

-Powiedział również, bym ci nie przeszkadzała.-uśmiechnęła się, a jej wzrok ponownie wylądował na mnie. Przytaknęłam, opuszczając głowę.

-Wszystko się ułoży Payton, będzie dobrze. Spójrz na to jak Harry pobiegł do ciebie zamiast stłuc i zabić Nate'a tam na miejscu. On poszedł do ciebie.-uśmiechnęła się do mnie, starając się mnie pocieszyć, przynajmniej tak myślałam, i trochę to zadziałało. Normalnie Harry tłukłby kogoś zanim nie sprałby go do upadłego.

-Domyślam się.-wzruszyłam ramionami, a moje wargi delikatnie zadrgały.

-PERRIE!-podskoczyłam nieznacznie słysząc wrzaski Zayn'a z korytarza, po czym pojawił się w drzwiach uśmiechając się do nas.

-Jesteś poważny? Obudzisz Marlee.-skarciła wstając z łóżka.

-A ja ci mówiłem żebyś nie przeszkadzała Payton.-odpowiedział również z wyrzutem, po czym wyszli uśmiechając się do siebie. Powoli wstałam z łóżka i poszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi następnie kierując się do umywalki.

Odkręciłam wodę i po chwili zanurzyłam w niej dłoń, zmywając krew z rany, którą sama sobie sprawiłam. Podskoczyłam lekko w przód czując dłonie wokół swojej talii. Spojrzałam w górę spostrzegając przyglądającego mi się w lustrze Harry'ego.

-Wszystko w porządku?-szepnął, kładąc podbródek na mojej głowie. Przytaknęłam powodując, że przytaknął razem ze mną. Zaśmiałam się lekko, ponownie spuszczając wzrok na swoje dłonie, zmywając resztki zeschniętej krwi.

Gdy tylko zakręciłam wodę przyglądałam się temu jak Harry chwyta mnie za talię obracając mnie przodem do siebie, by przycisnąć mnie do umywalki.

-Miałem na myśli każde słowo, które powiedziałem.-powiedział patrząc mi w oczy.

-Wierzę ci.-szepnęłam stając na palcach, by złożyć delikatny pocałunek na jego ustach. Odsuwając się uśmiechnęłam się i z powrotem stanęłam normalnie na nogach.

-Odszedł?-zapytałam łagodnie, cały czas na niego patrząc.

-Obydwoje odeszli, na zawsze. Nigdy więcej rodzinnych dram.-zaśmiał się, a ja rozdziawiłam buzię uderzając go w ramię.

-Ty jesteś rodziną, tak więc nigdy więcej awantur?-zapytałam przyglądając mu się. Uniósł mnie, tak że teraz siedziałam na umywalce.

-Pod warunkiem, że najpierw stworzymy rodzinę.-uśmiechnął się z wargami przy moich, a jego dłonie ściskały moje uda.

                                                            ~*~

piątek, 10 czerwca 2016

Rozdział 77

Obudziłam się ziewając i rozciągając się, po czym ponownie opadłam na miękką pościel. Usłyszałam kroki dochodzące z dołu wraz z jakimś mamrotaniem. Otworzyłam oczy zauważając, że jestem sama w łóżku. Co w ogóle mnie nie zdziwiło.

Powoli wstałam z łóżka przeciągając się i gdy to zrobiłam, pomału i po cichu skierowałam się na dół, a głosy stawały się coraz łatwiejsze do rozpoznania.

-Ona chce cię zobaczyć zanim zetnę twoją cholerną głowę, nie martw się.-usłyszałam głośne ryki Harry'ego jednak starał się być cicho wiedząc, że byłam zaledwie na górze.

-Paul ma i zawsze miał dobre intencje Harry, wyciągasz wszystko z kontekstu.-usłyszałam głos Nate'a, brzmiał na obolałego.

-Przestań pieprzyć, Payton wyjdź.-warknął Harry sprawiając, że podskoczyłam na dźwięk tego, jak blisko znajdował się jego głos. Powoli wyszłam zza ściany znajdując związanego na krześle Nate'a, a całe jego ciało było pokryte siniakami i krwią co spowodowało, że skrzywiłam się na ten widok.

-Pay, nie pozwól mu tego zrobić.-załkał Nate patrząc mi tępo, bez życia w oczy. Ukazywał mi swój ból.

Za sobą usłyszałam głośne prychnięcie Harry'ego. Gwałtownie odwróciłam głowę w jego kierunku.

-Dlaczego go związałeś?-zapytałam go zauważając, że jego złość wzrasta, a  oddech przyśpiesza.

-Ponieważ przyszedł tutaj, nie złapałem go. Chcesz wiedzieć z czym tutaj przyszedł?-uniósł brew.

-NIE!!-głośny wrzask Nate'a sprawił, że podskoczyłam. Nie chciałam tego. Zmarszczyłam brwi zauważając, że Harry wyciągnął broń.

-To specjalny pistolet, aby cię uspać Payton. On jest z Paul'em, teraz mi wierzysz?-warknął Harry, piorunując mnie wzrokiem.

-Nigdy ci nie powiedziałam, że ci nie wierzę Harry, chciałam z nim tylko porozmawiać.-szepnęłam wlepiając wzrok w palce u stóp, którymi się bawiłam.

-Okej rozmawiaj.-wypalił rozzłoszczony. Westchnęłam odwracając się i spostrzegając, że Nate  uśmiechał się do mnie znacząco.

-Harry proszę wyjdź.-wyszeptałam wiedząc, że jest tuż za mną. Jego ciepło promieniowało od niego i przechodziło na mnie.

-Nie ma kurwa mowy.-wysyczał. Westchnęłam, odwracając się teraz do niego.

-Proszę Harry.-odezwałam się łagodnie. Warknął odsuwając się, po czym wyszedł za drzwi. Mały uśmiech pojawił się na mojej twarzy jednak znikł, kiedy odwróciłam się do Nate'a.

-Dlaczego pracujesz dla Paul'a? Sądziłam, że jesteś moim bratem. Kim do cholery była ta osoba, która się mną opiekowała, kiedy byliśmy zespołem Nate?-wyszeptałam, a każde słowo wydobywające się z moich ust bolało mnie. A poprzez wyraz jego twarzy widziałam, że jego to nawet nie dotknęło.

-Oh kochanie, to był taki mały, naiwny chłopiec. Jestem facetem, który przejmie biznes ojca w chwili, gdy mu cię oddam.-syknął Nate, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Z moich ust wydobył się drobny szloch, który za chwilę miał zamienić się w łzy jednak nie pozwoliłam im popłynąć.

-Nie rozumiem.-szepnęłam i usłyszałam jak mlasnął językiem.

-Od początku powinnaś wiedzieć, że pracuję dla Paul'a, Payton. Nie pamiętasz? Te noce, kiedy Paul siłą wpychał mnie do twojego pokoju kiedy spałaś...-szybko mu przerwałam, a z moich oczu teraz lały się łzy.

-Przestań.-wyszeptałam. Jednak on kontynuował.

-Kiedy musieliśmy się pieprzyć, Payton pamiętasz to? Pamiętasz jak sprawiałem, że krzyczałaś? Jestem pewny, że tak. Paul był chorym, pieprzonym draniem, ale wiesz co? Ja również nim jestem. Upewniłem się, że pojedziesz do Las Vegas, by Paul mógł cię bardzo łatwo znaleźć. On to wszystko zaplanował, ale wtedy wkroczył ten chuj Styles i wszystko spierdolił.-warknął ostro.

Z mojego gardło wydobywało się ciche łaknie i czkanie.

-Przestań zmyślać. TO NIE BYŁAM JA!!-krzyknęłam, a moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa i opadłam na chłodną, wykafelkowaną podłogę.

-Ty pieprzony, chory skurwysynie, przysięgam...-usłyszałam nad sobą ryki Harry'ego jednak nie dopuszczałam do siebie żadnych słów, nie chcąc słuchać ataku na mojego straconego brata.

Te wspomnienia na nowo napłynęły do mojej głowy sprawiając, że mały okrzyk wyleciał z moich ust, podczas gdy sama kołysałam się w przód i w tył. Te wspomnienia zostały wymazane z mojej pamięci przez traumę, przez którą przeszłam.

Byłam zła na siebie, że pozwoliłam sobie o nich zapomnieć.

-Wstań kochanie, już w porządku.-uspokajający głos Harry'ego przedarł się przez moje wypierające dźwięki uszy. Po chwili mój słuch powrócił i spojrzałam nieznacznie w górę. Moje dłonie jak i szczęka były zaciśnięte i nie chciały się rozluźnić. Harry chwycił moje policzki w swoje dłonie, pocierając je delikatnie.

-Zajmijcie się nim chłopaki. I tym drugim.-warknął, patrząc ponad moją głową na drugiego. Następnie zostałam podniesiona i przyciśnięta do klatki piersiowej Harry'ego i zabrana z tego miejsca. Dłonie owinęłam wokół jego szyi. Słyszałam głośne jęki oraz stękanie, podczas gdy kierowaliśmy się na górę, w stronę naszej sypialni.

-Shhhh...-uspokajał mnie, siadając na łóżku ze mną na kolanach. Ostrożnie zabrał moje ręce i chwycił moje zaciśnięte dłonie w swoje. Próbował jednak poległ próbując je otworzyć. Delikatne łkanie opuszczało moje drżące usta, gdy przyglądałam się temu co robi.

-Jest dobrze skarbie, on cię nie tknie.-powiedział spokojnym, łagodnym głosem, w końcu otwierając moją dłoń, z której wnętrza pojawiła się krew. Moje paznokcie zbyt mocno się w nią wbijały.

-Kocham cię, wiesz o tym, prawda Payton?-zapytał, przesuwając się w głąb łóżka. Moje nogi owinięte były wokół jego talii, natomiast jego dłonie wokół mojej szyi. Kciukami delikatnie pocierał mój podbródek.

Powoli skinęłam głową, obserwując go.

-Kocham cię.-szepnęłam, a mój głos się załamał, podczas gdy czołem oparłam się o jego klatkę piersiową. Przyciągnął mnie jeszcze bardziej do siebie, owijając ramiona wokół mnie.

-Nigdy nie pozwolę, aby ponownie stało ci się coś takiego. Obiecuję ci skarbie.-szepnął, delikatnie całując mnie w czubek głowy.

                                                         ~*~

Co sądzicie o tym rozdziale? Spodziewaliście się czegoś takiego?

Do końca opowiadania zostały jeszcze tylko 3 rozdziały :(

Jeśli chcecie, mogę się postarać i szybko je przetłumaczyć, tak więc w ten weekend dojdziemy do końca POSSESSIVE.
Tak więc prosiłabym o jakieś komentarze. Chciałabym wiedzieć co sądzicie o rozdziałach i czy Wam się podobają.

Do następnego :D

A-;)

czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 76

Obudziłam się przez to, że ktoś delikatnie potrząsał mnie w ramię. Uśmiechnęłam się, całkowicie się budząc, po czym otworzyłam oczy, by spostrzec Perrie. Uśmiechnęła się do mnie, podczas gdy mój wzrok powędrował do małej Marlee znajdującej się obok mnie, a jej małe rączki pociągały za moją koszulkę.

Uśmiechnęłam się przecierając oczy, po chwili siadając na łóżku.

-Myślę, że powinnaś porozmawiać z Nate'm, Payton.-powiedziała stanowczo. Zmarszczyłam brwi nie bardzo rozumiejąc.

-Harry przez cały czas jest w kontakcie z ludźmi, wszyscy są przeciwko Paul'owi oraz Nate'owi. On chce ich martwych.-przyznała. Zmarszczyłam brwi patrząc na nią. Z doświadczenia wiedziałam, że nie mogę go powstrzymać.

-Miałaś mi o tym powiedzieć?-zapytałam po cichu, unikając swojego wściekłego głosu.  To nigdzie by mnie nie zaprowadziło. Byłam zła, ale najbardziej smutna i przerażona. Smutna, ponieważ Harry naprawdę, w ogóle się ze mną nie liczył ani z moimi uczuciami, a przerażona, bo bałam się o życie mojego brata.

-Nie, po prostu musiałam ci o tym powiedzieć.-przyznała. Podała mi swój telefon, po czym uśmiechając się zabrała Marlee z łóżka i wyszła z pokoju.

Chwyciłam telefon wpychając go do kieszeni, a następnie wstałam i ostrożnie zeszłam na dół. Spojrzałam przed siebie i próbowałam dotrzeć do kuchni, co skutecznie mi się udało. W pomieszczeniu znajdowali się wszyscy chłopcy. Albo jedli albo cicho rozmawiali, co i tak przestali robić w chwili, gdy wkroczyłam do pomieszczenia. Harry uśmiechnął się do mnie, gdy mnie zobaczył.

-Dlaczego chcesz zabić Nate'a, jeśli nie wiesz czy jest częścią tego wszystkiego?-szepnęłam stając naprzeciw niego. Natychmiast zmarszczył brwi.

-Ponieważ nie chcę ryzykować. To ryzykowanie ciebie Payton. Nie pozwolę na to, by puścić go wolno, by później cię zabił lub zabrał.-odpowiedział łagodnie, co mnie zaskoczyło.

-Przynajmniej pozwól mi z nim jeszcze raz porozmawiać.-przerwałam kontakt wzrokowy spoglądając w dół tylko po to, by po chwili moja głowa za pomocą dłoni Harry'ego została uniesiona do góry za podbródek.

-Okej.-szepnął cmokając mnie w usta zanim wyszedł. Mały uśmiech pojawił się na moich ustach, gdy podeszłam do Perrie, po czym oddałam jej komórkę, a przez wyraz jej twarzy widziałam, że była zaskoczona.

                                                                ...

Przebrałam się i wykąpałam, gdyż prawdopodobnie skończyłabym śmierdząc odkąd sprośne wspomnienia z ubiegłej nocy na nowo pojawiły się w mojej głowie. Zdziwiło mnie to, że byłam taka pewna siebie.

-Podobało ci się.-szepnął za mną Harry sprawiając, że odskoczyłam od niego. W tamtym momencie musiałam wyglądać jak idiotka. Z moich ust wydobył się delikatny śmiech, podczas gdy moje policzki zapłonęły. Szybko opuściłam pomieszczenie słysząc za sobą stłumiony śmiech Harry'ego.

Zeszłam na dół do salonu, gdzie pogrążeni w rozmowie byli Niall z Louis'em. Dołączyłam do nich starając się zrozumieć o czym rozmawiali.

Zmarszczyłam brwi przyglądając im się, kiedy Louis uronił łzę.

-Co jest?-pośpiesznie zajęłam miejsce obok niego. Z jego ust wylatywało drobne łkanie. Spojrzał na mnie, a cała jego twarz ukazywała ból.

-Ona odeszła Payton.-załkał cały czas patrząc na mnie. Zmarszczyłam brwi, a moje wargi wydęły się wiedząc już o czym rozmawiali.

-Jak?-wyszeptałam, a moje gardło coraz to bardziej się zaciskało, ograniczając dopływ powietrza. Moja marzenia miały w sobie Arię i Louis'a. Moje marzenia były moją nadzieją na przyszłość. Będąc w mojej przyszłości sprawili by, że moje życie byłoby kompletne.

-Znalazłem ją...-szybko mu przerwałam, owijając ramiona wokół niego. Czkał w moje ramię, podczas gdy moje łzy moczyły jego już wilgotną koszulkę.

-Ja n... nie chciałem te... tego. Przysięgam.-powiedział płaczliwie. Spojrzałam zdezorientowana na Niall'a.

-Zabiła się.-wypowiedział bezgłośnie. Moja szczęka natychmiast opadła, a z moich ust zaczęły wydobywać się małe sapnięcia. Louis mocniej mnie objął, najwidoczniej potrzebował, by ktoś go przytulił. Jak ona mogła to zrobić? Jak to się stało, że nie mogłam jej pomóc, gdy tego potrzebowała? Mogłam uratować jej życie. Mogłam uratować moje marzenia.

-Co tu się do cholery dzieje?!-głos Harry'ego zabrzmiał w pokoju u był przesiąknięty odrobiną irytacji. Oderwałam się od Louis'a, jednak moja dłoń w dalszym ciągu kreśliła kółka na jego plecach.

Posłałam Harry'emu srogie spojrzenie. Moje łzy tak naprawdę nie pokazywały, że staram się być załamana. Pewnie wyglądałam na zawiedzioną.

-Aria odeszła Harry.-odezwałam się, rozluźniając się. Uniósł brwi spoglądając w stronę Louis'a, który spojrzenie utkwił na swoich kolanach.

-Wszystko w porządku bracie?-zapytał Harry pochylając się do poziomu jego kolan. Louis przytaknął ocierając kilka zaschniętych już łez.

-Jest mi po prostu przykro.-szepnął, po czym wstał i wyszedł, pozostawiając Harry'ego, Niall'a i mnie zdezorientowanych.

Kolejna, nieumyślnie zabita osoba przez gang. Gang, który należał do Harry'ego, który wkrótce na swoim koncie będzie miał kolejną śmierć. Śmierć mojego ojca oraz brata.

~*~

środa, 8 czerwca 2016

Rozdział 75

Budząc się, jęknęłam z bólu. Bezustannie czułam pulsujący ból brzucha oraz głowy. Co się do cholery stało? Oh, oczywiście, on się wydarzył podając mi jakieś narkotyki.

Otworzyłam oczy siadając w miejscu i wycierając odrobinę śliny z brody. Harry leżał kompletnie nagi na brzuchu ukazując mi w pełni swoje pośladki.

Westchnęłam zauważając, że również byłam całkowicie rozebrana. Wstałam i potykając się, zaczęłam zbierać i ubierać na siebie wszystkie ubrania. Usłyszałam jęki za sobą i już wiedziałam, że Harry się obudził.

-Skąd do cholery wziąłeś narkotyki? I co w nich było Harry?-zapytałam. Mój głos nie był pełen wściekłości, jednak nie brzmiał wcale wesoło.

Usiadł przykrywając się pościelą, po czym przetarł oczy i na mnie spojrzał, a na jego twarzy pojawił się figlarny uśmieszek. Zmrużyłam oczy robiąc się coraz to bardziej zirytowana.

-Dobrze się bawiłaś, prawda?-zapytał przesuwając się na kraniec łóżka i po zdobyciu swoich bokserek, włożył je na siebie, po czym wstał. Zaczął podchodzić do mnie, uśmiechając się.

-Nie chcę być uzależniona od narkotyków Harry. Nie dawaj mi ich.-splunęłam, teraz już zła na niego.

-Wcale nie odmówiłaś. Poza tym nie jesteś w ciąży, więc zabaw się trochę. A teraz spakuj swoje rzeczy, wyjeżdżamy do Londynu.-powiedział znikając w łazience.

                                                      ...


-Nie użyłem prezerwatywy.-przyznał Harry, kiedy prawie już spałam w jego samochodzie w drodze do miejsca gdzie byli pozostali chłopacy wraz z Perrie i Arią. Nie wiedziałam gdzie do cholery i jak daleko to było.

-Po prostu wezmę tabletkę dzień po, zanim będziesz mógł je zabić.-wymamrotałam nie otwierając oczu jednak podskoczyłam otwierając je, kiedy uderzył o kierownicę. Marszczył brwi patrząc na drogę.

-Przepraszam.-westchnęłam obracając się w miejscu i ponownie zamykając oczy.

-Nie przepraszaj Payton, zrobiłem coś okropnego i nigdy ci tego nie zrekompensuję, ale obiecuję, że się zmienię. Obiecuję dla naszego dziecka. Tylko mi uwierz.-westchnął ciężko, a w jego głosie słyszałam różne emocje. Skinęłam głową prawie zasypiając.

-Nie mów o tym.-westchnęłam zapadając w sen.

                                                        ...

-Kochanie jesteśmy.-usłyszałam jego szept, a po chwili poczułam jak moje ciało zostaje zabrane z niewygodnego siedzenia. Otworzyłam nieznacznie oczy znajdując patrzącego na mnie z góry Harry'ego. Jego ciało również się poruszało, podczas gdy szedł razem ze mną w ramionach.

Wymamrotałam coś niezrozumiałego, gdy postawił mnie na ziemi. Zaśmiał się wracając do samochodu, z którego wyciągnął torby. Przetarłam oczy, pukając drugą dłonią delikatnie w drzwi.

Po krótkiej chwili otworzyły się ukazując wyglądającego na zmęczonego Zayn'a. Uśmiechnęłam się widząc jego twarz, a mój humor natychmiast się polepszył.

-Jak ma się Marlee?-zapytałam od razu. Mój poranny głos brzmiał strasznie. Jęknął głośno odchodząc ode mnie. Zachichotałam, wiedząc dlaczego tak wyglądał.

Weszłam do środka rozglądając się po prawie pustym domu. Spostrzegłam jedynie siedzącego na kanapie Louis'a, który patrzył na mnie zdezorientowanie. Spojrzałam na niego równie zdezorientowana.

-Wszystko okej?-zapytałam podchodząc odrobinę bliżej. Po chwili dołączył do mnie Harry z dłońmi pełnymi toreb. Louis skinął głową i odwrócił wzrok na okno. Zmarszczyłam brwi podążając za Harry'm w górę wielkich schodów, gdzie potem zniknął w pokoju rzucając torby na podłogę.

-Londyn będzie idealny.-uśmiechnął się do mnie, co z przyjemnością odwzajemniłam. Przytaknęłam owijając ramiona wokół jego talii.

-Idź spać zanim wylądujesz na podłodze.-zaśmiał się prowadząc mnie do wielkiego, miękkiego i cudownie wyglądającego łóżka. Natychmiast zanurkowałam pod puszyste prześcieradła okrywając się miękką kołdrą.

Harry uśmiechnął się do mnie, po czym wyszedł z pokoju, a gdy zamykał drzwi, przy jego uchu znajdował się telefon. To nie było nic, czym powinnam się martwić. Przynajmniej tak myślałam, w każdym razie byłam zbyt zmęczona by chociażby wyjść z tego miejsca przepełnionego miękkością.

                                                          ~*~

poniedziałek, 30 maja 2016

Rozdział 74

Harry poprowadził mnie do tyłu, dopóki moje ciało nie opadło na materac znajdujący się za mną, a po chwili wylądował na mnie Harry. Nasze wargi ani na moment się nie rozłączyły. Nogi rozłożył po obu stronach mojej talii, po czym odsunął się, przyciskając moje ciało do materaca. Muszę powiedzieć, że to nie zapowiadało się dobrze.

Obserwowałam, jak powoli grzebie w kieszeni, podczas gdy jego wzrok utkwiony był we mnie. Po chwili wyciągnął małą paczuszkę małych, różowych tabletek. Zmarszczyłam brwi przyglądając się, jak wyciąga z opakowania dwie i miał je właśnie położyć na swoim języku.

-Co to jest Harry?-zapytałam chwytając go za nadgarstek, tak więc nie mógł kontynuować tego, co chciał zrobić.

-Szczęśliwe tabletki skarbie, jest okej.-szepnął i umieścił je na języku, po czym pochylił głowę w moją stronę i złączył ze sobą nasze wargi, a językiem wtargnął do mojej buzi dzieląc się tabletkami, które miały dziwny smak.

Po dłuższej chwili odsunął się uśmiechając się do mnie, a nasze twarze nadal znajdowały się wystarczająco blisko siebie, by czuć nawzajem swoje oddechy.

-Dobra dziewczynka.-szepnął i ponownie mnie pocałował, tym razem wolniej. Dłonie ułożył po obu stronach mojej głowy. Westchnął ciężko odsuwając się, po czym opadł na łóżko obok mnie. Całe moje ciało zaczęło robić się coraz lżejsze.

Uśmiechnęłam się odwracając do Harry'ego, który patrzył się w sufit, a dłonie ułożone miał na swoim brzuchu. Zaśmiałam się poruszając się tak, że teraz siedziałam na nim okrakiem, po czym chwyciłam go za dłonie kładąc je za jego głowę.

Gdy to zrobiłam, na jego twarzy pojawił się mały uśmiech.

...Dalsza część zawiera sceny erotyczne...

-Bardzo cię kocham.-szepnęłam, pochylając się do jego warg. Poruszył nieco biodrami pozwalając mi poczuć nieznaczne wybrzuszenie. Westchnął ciężko przerywając pocałunek, a jego dłonie z łatwością wyrwały się z mojego uścisku.

Na jego twarzy pojawił się zawadiacki uśmieszek kiedy zdjął bluzę z mojego ciała rzucając ją niedbale na podłogę. Posłuchałam się go i to samo zrobiłam z jego bluzką. Jęknął, ponownie unosząc biodra, by zacząć się o mnie ocierać.

-Oh Boże!-jęknął, w tym samym czasie marszcząc brwi i zamykając oczy.-Przejmij kontrolę Payton.-wyszeptał otwierając z powrotem oczy, by napotkać moje spojrzenie. Tym razem to na mojej twarzy zagościł zadziorny uśmieszek, kiedy zaczęłam zsuwać się z jego ciała dopóki nie dotarłam do jego spodni, szybko je z niego zdzierając i wyrzucając na drugi koniec pokoju.

Zachichotałam, gdy potykając się wstałam z łóżka. Spojrzałam na Harry'ego, który podpierając się na łokciach nie spuszczał swojego wzroku ani na chwilę ze mnie ani mojego ciała. Dłońmi z łatwością przebiegłam po klatce piersiowej do swojego brzucha aż w końcu dotarłam do spodni, w których rozpięłam guzik i powoli rozsunęłam zamek a po chwili zsuwałam je już ze swoich nóg, na koniec celowo się pochylając, by całkowicie się ich pozbyć.

Wyprostowałam się, dłonie wyginając do tyłu, gdzie znajdowało się zapięcie stanika obserwując, jak jego klatka piersiowa coraz to szybciej opada i unosi się.

-Payton.-szepnął odrzucając głowę do tyłu i ponownie zamykając oczy.

-Zdejmij bokserki kochanie.-wyszeptałam w odpowiedzi, zsuwając swoje majtki następnie rzucając je na podłogę, gdzie leżały pozostałe ubrania.

Spojrzałam przed siebie kierując się do niego. Moja głowa była w tym momencie jak piórko, moje oczy wędrowały po jego opalonej, wytatuowanej skórze, a zatrzymały się na jego rosnącej długości. Westchnęłam siadając na nim okrakiem, pozwalając mu, by poczuł moją mokrość. Jęknął, chwytając moje dłonie w swoje i splatając je ze sobą.

Poruszył się. Klatka piersiowa przy klatce, wargi na wargach, jego własne stawały się coraz bardziej zachłanne, jego język walczył o dominację, którą mu dałam. Syknął odsuwając się, jego dłonie nawiązały kontakt z moimi biodrami unosząc mnie na tyle, że znalazł się tuż przy moim wejściu.

Razem przyglądaliśmy się temu, jak powoli we mnie znika. Stłumiłam okrzyk wczepiając się w jego ramiona, a moja głowa opadła na jego klatkę.

Poruszyłam nieznacznie biodrami, czując się bardziej komfortowo sprawiając, że Harry jęknął. Jego pierś zawibrowała przy mojej. Ponownie się uniosłam, po czym znowu opadłam znajdując rytm. Jego dłonie zacisnęły się na moich biodrach, kiedy zatopiłam w sobie całą jego długość.

 
Zamknęłam oczy, dłońmi wbijając się w jego bicepsy, podczas gdy one same się napięły.

Mój oddech zamienił się w delikatne jęki wydobywające się z mojego gardła, podczas gdy usta miałam rozchylone. Otworzyłam oczy obserwując go, w tym samym czasie unosząc się i opadając na jego całej długości. Jęknął głośno odsuwając się ode mnie, aby się położyć, jednak jego dłonie nadal były złączone z moimi.

 
-Szybciej skarbie.-wyszeptał, wzrok skupiając na mnie. Skinęłam głową, po czym pomagając sobie dłońmi znajdującymi się na jego klatce piersiowej, zaczęłam nadawać szybsze tempo. Teraz za każdym pchnięciem czułam jego biodra. Jęknął, odchylając głowę i zamykając oczy, napinając się we mnie.

-Kurwa. Nie rób tak.-syknął, a jego palce jeszcze bardziej wbiły się we mnie. Wzdrygnęłam się nieznacznie, kiedy chwycił moje biodra, całkowicie nas przewracając.

Stłumiłam okrzyk. Jego pchnięcia były o wiele bardziej mocniejsze i szybsze od moich, starając się w ten sposób osiągnąć moje i swoje spełnienie. Obserwował mnie ze zmarszczonymi brwiami.

Po chwili zaczął uderzać moimi biodrami o swoje, w dalszym ciągu poruszając się w szybkim tempie, podczas gdy jego wargi dotknęły moich w utęsknionym pocałunku, który tak właściwie nie był pocałunkiem, nasze wargi jedynie stykały się ze sobą walcząc o każdy oddech.

-Kurwa.-jęknął zwalniając. Westchnęłam, głośno jęcząc, gdy dosięgnęłam szczytu, a po jeszcze kilku pchnięciach dołączył do mnie Harry, który nie przestawał się poruszać do momentu, gdy jego pchnięcia stawały się coraz bardziej niechlujne i słabe aż w końcu opadł na mnie. Nasze oddechy były gwałtowne i szybkie.

-Tak bardzo cię kocham skarbie.-szepnął powoli mnie całując, po czym wyszedł ze mnie i położył się obok. Mój oddech zamienił się w delikatny chichot, a pochwili chwyciłam się za brzuch obserwując, jak Harry odwraca głowę. Jego oddech również zmienił się w delikatny chichot.

-Jesteśmy tacy głupi.-zachichotałam kładąc się na boku, mając w ten sposób pełny widok na nagość Harry'ego.

-Wiem.-stłumił śmiech, a na jego twarzy pojawiły się małe dołeczki, które sprawiły, że mój uśmiech stał się jeszcze większy.

~*~
Szablon by S1K