Obudziłam się przez to,
że ktoś delikatnie potrząsał mnie w ramię. Uśmiechnęłam się, całkowicie
się budząc, po czym otworzyłam oczy, by spostrzec Perrie. Uśmiechnęła
się do mnie, podczas gdy mój wzrok powędrował do małej Marlee
znajdującej się obok mnie, a jej małe rączki pociągały za moją koszulkę.
Uśmiechnęłam się przecierając oczy, po chwili siadając na łóżku.
-Myślę, że powinnaś porozmawiać z Nate'm, Payton.-powiedziała stanowczo. Zmarszczyłam brwi nie bardzo rozumiejąc.
-Harry przez cały czas
jest w kontakcie z ludźmi, wszyscy są przeciwko Paul'owi oraz Nate'owi.
On chce ich martwych.-przyznała. Zmarszczyłam brwi patrząc na nią. Z
doświadczenia wiedziałam, że nie mogę go powstrzymać.
-Miałaś mi o tym
powiedzieć?-zapytałam po cichu, unikając swojego wściekłego głosu. To
nigdzie by mnie nie zaprowadziło. Byłam zła, ale najbardziej smutna i
przerażona. Smutna, ponieważ Harry naprawdę, w ogóle się ze mną nie
liczył ani z moimi uczuciami, a przerażona, bo bałam się o życie mojego
brata.
-Nie, po prostu musiałam
ci o tym powiedzieć.-przyznała. Podała mi swój telefon, po czym
uśmiechając się zabrała Marlee z łóżka i wyszła z pokoju.
Chwyciłam telefon
wpychając go do kieszeni, a następnie wstałam i ostrożnie zeszłam na
dół. Spojrzałam przed siebie i próbowałam dotrzeć do kuchni, co
skutecznie mi się udało. W pomieszczeniu znajdowali się wszyscy chłopcy.
Albo jedli albo cicho rozmawiali, co i tak przestali robić w chwili,
gdy wkroczyłam do pomieszczenia. Harry uśmiechnął się do mnie, gdy mnie
zobaczył.
-Dlaczego chcesz zabić
Nate'a, jeśli nie wiesz czy jest częścią tego wszystkiego?-szepnęłam
stając naprzeciw niego. Natychmiast zmarszczył brwi.
-Ponieważ nie chcę
ryzykować. To ryzykowanie ciebie Payton. Nie pozwolę na to, by puścić go
wolno, by później cię zabił lub zabrał.-odpowiedział łagodnie, co mnie
zaskoczyło.
-Przynajmniej pozwól mi z
nim jeszcze raz porozmawiać.-przerwałam kontakt wzrokowy spoglądając w
dół tylko po to, by po chwili moja głowa za pomocą dłoni Harry'ego
została uniesiona do góry za podbródek.
-Okej.-szepnął cmokając
mnie w usta zanim wyszedł. Mały uśmiech pojawił się na moich ustach, gdy
podeszłam do Perrie, po czym oddałam jej komórkę, a przez wyraz jej
twarzy widziałam, że była zaskoczona.
...
Przebrałam się i
wykąpałam, gdyż prawdopodobnie skończyłabym śmierdząc odkąd sprośne
wspomnienia z ubiegłej nocy na nowo pojawiły się w mojej głowie.
Zdziwiło mnie to, że byłam taka pewna siebie.
-Podobało ci
się.-szepnął za mną Harry sprawiając, że odskoczyłam od niego. W tamtym
momencie musiałam wyglądać jak idiotka. Z moich ust wydobył się
delikatny śmiech, podczas gdy moje policzki zapłonęły. Szybko opuściłam
pomieszczenie słysząc za sobą stłumiony śmiech Harry'ego.
Zeszłam na dół do
salonu, gdzie pogrążeni w rozmowie byli Niall z Louis'em. Dołączyłam do
nich starając się zrozumieć o czym rozmawiali.
Zmarszczyłam brwi przyglądając im się, kiedy Louis uronił łzę.
-Co jest?-pośpiesznie
zajęłam miejsce obok niego. Z jego ust wylatywało drobne łkanie.
Spojrzał na mnie, a cała jego twarz ukazywała ból.
-Ona odeszła Payton.-załkał cały czas patrząc na mnie. Zmarszczyłam brwi, a moje wargi wydęły się wiedząc już o czym rozmawiali.
-Jak?-wyszeptałam, a
moje gardło coraz to bardziej się zaciskało, ograniczając dopływ
powietrza. Moja marzenia miały w sobie Arię i Louis'a. Moje marzenia
były moją nadzieją na przyszłość. Będąc w mojej przyszłości sprawili by,
że moje życie byłoby kompletne.
-Znalazłem ją...-szybko
mu przerwałam, owijając ramiona wokół niego. Czkał w moje ramię, podczas
gdy moje łzy moczyły jego już wilgotną koszulkę.
-Ja n... nie chciałem te... tego. Przysięgam.-powiedział płaczliwie. Spojrzałam zdezorientowana na Niall'a.
-Zabiła
się.-wypowiedział bezgłośnie. Moja szczęka natychmiast opadła, a z moich
ust zaczęły wydobywać się małe sapnięcia. Louis mocniej mnie objął,
najwidoczniej potrzebował, by ktoś go przytulił. Jak ona mogła to
zrobić? Jak to się stało, że nie mogłam jej pomóc, gdy tego
potrzebowała? Mogłam uratować jej życie. Mogłam uratować moje marzenia.
-Co tu się do cholery
dzieje?!-głos Harry'ego zabrzmiał w pokoju u był przesiąknięty odrobiną
irytacji. Oderwałam się od Louis'a, jednak moja dłoń w dalszym ciągu
kreśliła kółka na jego plecach.
Posłałam Harry'emu
srogie spojrzenie. Moje łzy tak naprawdę nie pokazywały, że staram się
być załamana. Pewnie wyglądałam na zawiedzioną.
-Aria odeszła
Harry.-odezwałam się, rozluźniając się. Uniósł brwi spoglądając w stronę
Louis'a, który spojrzenie utkwił na swoich kolanach.
-Wszystko w porządku
bracie?-zapytał Harry pochylając się do poziomu jego kolan. Louis
przytaknął ocierając kilka zaschniętych już łez.
-Jest mi po prostu przykro.-szepnął, po czym wstał i wyszedł, pozostawiając Harry'ego, Niall'a i mnie zdezorientowanych.
Kolejna, nieumyślnie
zabita osoba przez gang. Gang, który należał do Harry'ego, który wkrótce
na swoim koncie będzie miał kolejną śmierć. Śmierć mojego ojca oraz
brata.
~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz