czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 76

Obudziłam się przez to, że ktoś delikatnie potrząsał mnie w ramię. Uśmiechnęłam się, całkowicie się budząc, po czym otworzyłam oczy, by spostrzec Perrie. Uśmiechnęła się do mnie, podczas gdy mój wzrok powędrował do małej Marlee znajdującej się obok mnie, a jej małe rączki pociągały za moją koszulkę.

Uśmiechnęłam się przecierając oczy, po chwili siadając na łóżku.

-Myślę, że powinnaś porozmawiać z Nate'm, Payton.-powiedziała stanowczo. Zmarszczyłam brwi nie bardzo rozumiejąc.

-Harry przez cały czas jest w kontakcie z ludźmi, wszyscy są przeciwko Paul'owi oraz Nate'owi. On chce ich martwych.-przyznała. Zmarszczyłam brwi patrząc na nią. Z doświadczenia wiedziałam, że nie mogę go powstrzymać.

-Miałaś mi o tym powiedzieć?-zapytałam po cichu, unikając swojego wściekłego głosu.  To nigdzie by mnie nie zaprowadziło. Byłam zła, ale najbardziej smutna i przerażona. Smutna, ponieważ Harry naprawdę, w ogóle się ze mną nie liczył ani z moimi uczuciami, a przerażona, bo bałam się o życie mojego brata.

-Nie, po prostu musiałam ci o tym powiedzieć.-przyznała. Podała mi swój telefon, po czym uśmiechając się zabrała Marlee z łóżka i wyszła z pokoju.

Chwyciłam telefon wpychając go do kieszeni, a następnie wstałam i ostrożnie zeszłam na dół. Spojrzałam przed siebie i próbowałam dotrzeć do kuchni, co skutecznie mi się udało. W pomieszczeniu znajdowali się wszyscy chłopcy. Albo jedli albo cicho rozmawiali, co i tak przestali robić w chwili, gdy wkroczyłam do pomieszczenia. Harry uśmiechnął się do mnie, gdy mnie zobaczył.

-Dlaczego chcesz zabić Nate'a, jeśli nie wiesz czy jest częścią tego wszystkiego?-szepnęłam stając naprzeciw niego. Natychmiast zmarszczył brwi.

-Ponieważ nie chcę ryzykować. To ryzykowanie ciebie Payton. Nie pozwolę na to, by puścić go wolno, by później cię zabił lub zabrał.-odpowiedział łagodnie, co mnie zaskoczyło.

-Przynajmniej pozwól mi z nim jeszcze raz porozmawiać.-przerwałam kontakt wzrokowy spoglądając w dół tylko po to, by po chwili moja głowa za pomocą dłoni Harry'ego została uniesiona do góry za podbródek.

-Okej.-szepnął cmokając mnie w usta zanim wyszedł. Mały uśmiech pojawił się na moich ustach, gdy podeszłam do Perrie, po czym oddałam jej komórkę, a przez wyraz jej twarzy widziałam, że była zaskoczona.

                                                                ...

Przebrałam się i wykąpałam, gdyż prawdopodobnie skończyłabym śmierdząc odkąd sprośne wspomnienia z ubiegłej nocy na nowo pojawiły się w mojej głowie. Zdziwiło mnie to, że byłam taka pewna siebie.

-Podobało ci się.-szepnął za mną Harry sprawiając, że odskoczyłam od niego. W tamtym momencie musiałam wyglądać jak idiotka. Z moich ust wydobył się delikatny śmiech, podczas gdy moje policzki zapłonęły. Szybko opuściłam pomieszczenie słysząc za sobą stłumiony śmiech Harry'ego.

Zeszłam na dół do salonu, gdzie pogrążeni w rozmowie byli Niall z Louis'em. Dołączyłam do nich starając się zrozumieć o czym rozmawiali.

Zmarszczyłam brwi przyglądając im się, kiedy Louis uronił łzę.

-Co jest?-pośpiesznie zajęłam miejsce obok niego. Z jego ust wylatywało drobne łkanie. Spojrzał na mnie, a cała jego twarz ukazywała ból.

-Ona odeszła Payton.-załkał cały czas patrząc na mnie. Zmarszczyłam brwi, a moje wargi wydęły się wiedząc już o czym rozmawiali.

-Jak?-wyszeptałam, a moje gardło coraz to bardziej się zaciskało, ograniczając dopływ powietrza. Moja marzenia miały w sobie Arię i Louis'a. Moje marzenia były moją nadzieją na przyszłość. Będąc w mojej przyszłości sprawili by, że moje życie byłoby kompletne.

-Znalazłem ją...-szybko mu przerwałam, owijając ramiona wokół niego. Czkał w moje ramię, podczas gdy moje łzy moczyły jego już wilgotną koszulkę.

-Ja n... nie chciałem te... tego. Przysięgam.-powiedział płaczliwie. Spojrzałam zdezorientowana na Niall'a.

-Zabiła się.-wypowiedział bezgłośnie. Moja szczęka natychmiast opadła, a z moich ust zaczęły wydobywać się małe sapnięcia. Louis mocniej mnie objął, najwidoczniej potrzebował, by ktoś go przytulił. Jak ona mogła to zrobić? Jak to się stało, że nie mogłam jej pomóc, gdy tego potrzebowała? Mogłam uratować jej życie. Mogłam uratować moje marzenia.

-Co tu się do cholery dzieje?!-głos Harry'ego zabrzmiał w pokoju u był przesiąknięty odrobiną irytacji. Oderwałam się od Louis'a, jednak moja dłoń w dalszym ciągu kreśliła kółka na jego plecach.

Posłałam Harry'emu srogie spojrzenie. Moje łzy tak naprawdę nie pokazywały, że staram się być załamana. Pewnie wyglądałam na zawiedzioną.

-Aria odeszła Harry.-odezwałam się, rozluźniając się. Uniósł brwi spoglądając w stronę Louis'a, który spojrzenie utkwił na swoich kolanach.

-Wszystko w porządku bracie?-zapytał Harry pochylając się do poziomu jego kolan. Louis przytaknął ocierając kilka zaschniętych już łez.

-Jest mi po prostu przykro.-szepnął, po czym wstał i wyszedł, pozostawiając Harry'ego, Niall'a i mnie zdezorientowanych.

Kolejna, nieumyślnie zabita osoba przez gang. Gang, który należał do Harry'ego, który wkrótce na swoim koncie będzie miał kolejną śmierć. Śmierć mojego ojca oraz brata.

~*~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K