Budząc się, jęknęłam z
bólu. Bezustannie czułam pulsujący ból brzucha oraz głowy. Co się do
cholery stało? Oh, oczywiście, on się wydarzył podając mi jakieś
narkotyki.
Otworzyłam oczy siadając
w miejscu i wycierając odrobinę śliny z brody. Harry leżał kompletnie
nagi na brzuchu ukazując mi w pełni swoje pośladki.
Westchnęłam zauważając,
że również byłam całkowicie rozebrana. Wstałam i potykając się, zaczęłam
zbierać i ubierać na siebie wszystkie ubrania. Usłyszałam jęki za sobą i
już wiedziałam, że Harry się obudził.
-Skąd do cholery wziąłeś
narkotyki? I co w nich było Harry?-zapytałam. Mój głos nie był pełen
wściekłości, jednak nie brzmiał wcale wesoło.
Usiadł przykrywając się
pościelą, po czym przetarł oczy i na mnie spojrzał, a na jego twarzy
pojawił się figlarny uśmieszek. Zmrużyłam oczy robiąc się coraz to
bardziej zirytowana.
-Dobrze się bawiłaś,
prawda?-zapytał przesuwając się na kraniec łóżka i po zdobyciu swoich
bokserek, włożył je na siebie, po czym wstał. Zaczął podchodzić do mnie,
uśmiechając się.
-Nie chcę być uzależniona od narkotyków Harry. Nie dawaj mi ich.-splunęłam, teraz już zła na niego.
-Wcale nie odmówiłaś.
Poza tym nie jesteś w ciąży, więc zabaw się trochę. A teraz spakuj swoje
rzeczy, wyjeżdżamy do Londynu.-powiedział znikając w łazience.
...
-Nie użyłem
prezerwatywy.-przyznał Harry, kiedy prawie już spałam w jego samochodzie
w drodze do miejsca gdzie byli pozostali chłopacy wraz z Perrie i Arią.
Nie wiedziałam gdzie do cholery i jak daleko to było.
-Po prostu wezmę
tabletkę dzień po, zanim będziesz mógł je zabić.-wymamrotałam nie
otwierając oczu jednak podskoczyłam otwierając je, kiedy uderzył o
kierownicę. Marszczył brwi patrząc na drogę.
-Przepraszam.-westchnęłam obracając się w miejscu i ponownie zamykając oczy.
-Nie przepraszaj Payton,
zrobiłem coś okropnego i nigdy ci tego nie zrekompensuję, ale obiecuję,
że się zmienię. Obiecuję dla naszego dziecka. Tylko mi
uwierz.-westchnął ciężko, a w jego głosie słyszałam różne emocje.
Skinęłam głową prawie zasypiając.
-Nie mów o tym.-westchnęłam zapadając w sen.
...
-Kochanie
jesteśmy.-usłyszałam jego szept, a po chwili poczułam jak moje ciało
zostaje zabrane z niewygodnego siedzenia. Otworzyłam nieznacznie oczy
znajdując patrzącego na mnie z góry Harry'ego. Jego ciało również się
poruszało, podczas gdy szedł razem ze mną w ramionach.
Wymamrotałam coś
niezrozumiałego, gdy postawił mnie na ziemi. Zaśmiał się wracając do
samochodu, z którego wyciągnął torby. Przetarłam oczy, pukając drugą
dłonią delikatnie w drzwi.
Po krótkiej chwili
otworzyły się ukazując wyglądającego na zmęczonego Zayn'a. Uśmiechnęłam
się widząc jego twarz, a mój humor natychmiast się polepszył.
-Jak ma się
Marlee?-zapytałam od razu. Mój poranny głos brzmiał strasznie. Jęknął
głośno odchodząc ode mnie. Zachichotałam, wiedząc dlaczego tak wyglądał.
Weszłam do środka
rozglądając się po prawie pustym domu. Spostrzegłam jedynie siedzącego
na kanapie Louis'a, który patrzył na mnie zdezorientowanie. Spojrzałam
na niego równie zdezorientowana.
-Wszystko
okej?-zapytałam podchodząc odrobinę bliżej. Po chwili dołączył do mnie
Harry z dłońmi pełnymi toreb. Louis skinął głową i odwrócił wzrok na
okno. Zmarszczyłam brwi podążając za Harry'm w górę wielkich schodów,
gdzie potem zniknął w pokoju rzucając torby na podłogę.
-Londyn będzie
idealny.-uśmiechnął się do mnie, co z przyjemnością odwzajemniłam.
Przytaknęłam owijając ramiona wokół jego talii.
-Idź spać zanim
wylądujesz na podłodze.-zaśmiał się prowadząc mnie do wielkiego,
miękkiego i cudownie wyglądającego łóżka. Natychmiast zanurkowałam pod
puszyste prześcieradła okrywając się miękką kołdrą.
Harry uśmiechnął się do
mnie, po czym wyszedł z pokoju, a gdy zamykał drzwi, przy jego uchu
znajdował się telefon. To nie było nic, czym powinnam się martwić.
Przynajmniej tak myślałam, w każdym razie byłam zbyt zmęczona by
chociażby wyjść z tego miejsca przepełnionego miękkością.
~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz