piątek, 31 października 2014

Rozdział 40

To co zrobiłam nie było najlepszym pomysłem, ale wydawało się dobrym kiedy wychodziłam. Mogłam coś powiedzieć zanim wyszłam, ale wiedziałam, że to mogło spowodować więcej problemów. Jestem niemalże pewna, że Harry jest najbardziej wkurwiony za to, że odrzuciłam go w tak  najbardziej bolesny sposób. Teraz chodzę po ulicach Los Angeles tylko w mokrej sukience. Moje całe ciało jest odrętwiałe i trzęsę się w niekontrolowany sposób. Złożyłam ręce na klatce piersiowej, by zatrzymać ja najwięcej ciepła w moim ciele. Dlaczego do cholery weszłam do tego basenu kiedy jest tak zimno ? Moje usta zaczynaj robić się niebieskie. Nigdy nie mogłabym poślubić kogoś kogo nie kocham.Byłam w ciąży z dzieckiem jego lub Louis'a, ale to nie oznacza, że go kocham. Wstrzymałam oddech zatrzymując się w miejscu kiedy rozpoznałam ulicę na w której mieściło się moje mieszkanie. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, biegnąc w stronę jego stronę.
Pamiętałam te kilka nocny, które tu byłam. Zapukałam szybko do drzwi i czekałam, gdy nagle drzwi otworzyła Victoria. Patrzyła się na mnie przez kilka chwil i rzuciła się na mnie piszczała  i skacząc, powodując, że ja skakałam razem z nią.
- Do cholery. Boże, Payton myślałam, że nie żyjesz!!! - pisnęła ciągle trzymając mnie w swoich ramionach. Wypuściła mnie z uścisku i wepchnęła do środka zamykając za sobą drzwi. Łzy leciały po jej policzkach kiedy na mnie patrzyła.
- Nie mogę uwierzy, że tu jesteś. Twój chłopak powiedział mi, że miałaś okropny wypadek samochodowy i musieli zabrać cię ze stanu - chlipnęła, wycierając łzy. Zmarszczyłam się kręcąc głową.
- Nie ! On jest kłamliwym draniem, i nie moim chłopakiem - wyrzuciłam z siebie.
- Co się do cholery stało ?! Nie słyszałam cie przez jakieś trzy miesiące - powiedziała, trochę się złoszcząc.
- Ten dupek mnie zabrał Pay. On jest kompletnie nienormalny, Nate. Każdy. Odeszłam i zakończyłam wszystko tutaj. Bardzo przepraszam. Gdybym mogła przyjść i cię zobaczyć zrobiłabym to. Zaufaj mi, zrobiłabym to - westchnęłam. Uśmiechnęła się patrząc w co jestem ubrana.
- Dlaczego jesteś mokra ? - zaśmiała się łapiąc mnie za rękę i prowadząc przez korytarz do jej pokoju. Weszła do garderoby przeglądając sterty ubrań które miała.
- To dość długa historia - uśmiechnęłam się do niej.
- Nie jestem pewna czy coś będzie na ciebie pasowało, ale możesz spróbować - powiedziała nakładając na mnie jakieś rajstopy i sweter. Uśmiechnęłam się schodząc do łazienki i szybko zmieniając ubranie.
- Gdzie jest Aria?- zapytałam, zauważając, że nie widziałam jej jeszcze.
- To koniec semestru, Payton. Mam spakowane torby - zachichotała. Podniosłam brwi, zauważając wszystkie spakowane torby w jej pokoju. Kiwnęłam spoglądając z powrotem na nią.
- Wszystko z nią okay ? - zapytałam wiedząc o jej historii z Louis'em. Kto wie co on jej mógł zrobić?
- Uhh Tak ? - Victoria zachichotała znowu. Odwróciłam głowę słysząc głośne pukanie dochodzące z drzwi frontowych. Pukanie było tak głośno, że rozniosło się po całym, pustym mieszkaniu.
- Nie otwieraj - odwróciłam się otwierając szeroko oczy. Victoria podniosła brwi.
- To on. Nie mogę tam wrócić Vic. Oni mnie zranią, oni wszyscy - jęknęłam, a moje ciało znów drżało. Teraz nikt mnie nie obroni. Nie mam już dziecka, które we mnie rośnie.
- Schowaj się. Otworzę - powiedziała idąc w kierunku drzwi, gdy pukanie nie ustępowało. Kiwnęłam rozglądając się po pokoju. Przeszłam potykając się w kierunku wielkiej szafki, weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Słyszałam kroki Victorii przez całą drogę z pokoju, aż do holu. Zamknęłam oczy, próbując uspokoić oddech. Wszystko co chodziło po mojej głowie to te trzy słowa. Oni mnie zranią. Była długa pauza ciszy przed wymiennymi krzykami. Ugryzłam się w usta słysząc głośne krzyki i nieznaczne chlipanie. Moje oczy rozszerzyły się, wiedziałam, że robią jej krzywdę.
- PAYTON ! WYCHODŹ !! TERAZ ! - wkurzony głos Harry'ego rozbrzmiał po całym mieszkaniu. Powoli otworzyłam drzwi, niezdarnie wychodząc i pomału skierowałam się w stronę łazienki.

* BANG *

Łapałam z trudnością oddech spoglądając w dół na korytarz. Martwe ciało Vitorii leżało na ziemii, krew sączyła się z jej głowy. Zayn stał nad nią z bronią w ręku, a Harry podszedł do mnie, łapiąc moje przedramię i ciągnąc w kierunku Victorii. Moje kolana ugięły się kiedy do niej podeszłam, moje ciało zwijało się, zaczęłam szlochać. Dotknęłam ręka jej klatki cała się trzęsąc, nie poczułam tętna. Jej oczy nic nie pokazywały.
- JA PIERDOLE ! WSTAWAJ ! - Harry wrzasnął nade mną. Potrząsnęłam głową kładąc moje czoło na jej brzuchu. Mój oddech stał się krótki i cięższy.
- ZRÓB TO CO POWIEDZIAŁ, PAYTON ! - splunął Zayn łapiąc mnie za nadgarstek i  przyciskając do mojej stopy. Oczy nie odrywały wzorku od Vicky,wyrwałam się z jego uścisku. Jego dotyk mnie obrzydzał.
- Nie rób scen kochanie -  wyszeptał Harry, a Zayn owinął swoje ramię dookoła mojej talii trzymając moje ramiona przy bokach. Ugryzłam się w język kiedy Harry przycisnął szmatkę do mojej twarzy, ale przestałam oddychać.
- Wdychaj to suko ! - Harry warknął, a ramiona Zayn'a naprężyły się sprawiając, że dyszałam, wdychając chemikalia. Chloroform wypełnił moje płuca. Moje nogi się poddały i Zayn puścił mnie upadającą obok Victorii. Moje oczy powoli się zamykały, a ręka dotykała krwi, która należała do mojej najlepszej przyjaciółki.
____________________________________________________
O mój Boże! To jest okropne! :(  Wiem, że to dość smutny rozdział, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. :(
Next bd za 15 komentarzy!
Ania xx
__________________________________
Jejku serio okropny ten rozdział nie spodziewałabym się czegoś takiego po Harry'm.
BTW mam jutro urodziny ! i rozdział prawdopodobnie pojawi się w niedziele xx
Jesli chcecie być informowani napiszcie do nas na Twitterze /Jula  xx

wtorek, 28 października 2014

Rozdział 39

-Po prostu chce się upewnić, że zostaniesz ze mną na zawsze - powiedział delikatnie, ściągając ze mnie ostatnią warstwę ciuchów i pozwalając im dryfować po wodzie. Zmarszczyłam brwi nie do końca wiedząc o co mu chodzi, ale proszę nie. Odsunął się lekko wciąż stając naprzeciw mnie, a rękoma powędrował do mojego ciała. Moje oczy powiększyły swoje rozmiary, a w ustach poczułam suchość. Nie mogłam  poradzić na uśmiech wkradający się na moje usta. To było niewiarygodnie piękne.
-Będę cie zawsze kochał i mam nadzieje, że ty czujesz to samo skarbie - powiedział. Widziałam, że był zdenerwowany przez sposób w jaki się wypowiadał. Mój oddech przyspieszył.
-Mógłbym upaść na kolano, ale jestem nagi i poniekąd jesteśmy w wodzie - zaśmiał się rozglądając dookoła, spojrzał na mnie wyczekująco i zmarszczył brew. Nie mogę. Nie mogę tego zrobić. To nie ja. Musze uciec. Teraz. Łzy pojawiły się w moich oczach patrząc na pierścionek, a później ponownie na niego. Pokręciłam głową, szybko wstałam i wyszłam z basenu przeciągając mokrą sukienkę przez głowę nie martwiąc się o bieliznę. Wiem, że to co robię go rani i może spowodować, że mnie znienawidzi, ale nie mogę za niego wyjść. On nie jest mój. Oczywiście ja jestem jego, ale to na siłę. Nie jestem gotowa by spędzić z nim całe moje życie. Jestem młoda, mam jeszcze całe życie przed sobą. I czy naprawdę go kocham ? Jeśli nie spotkałabym go w tamtym miejscu, nie byłoby mnie tu, nie byłabym w ciąży i nie straciłabym dziecka. Jason byłby ciągle żywy. A Paul, cóż kto wie co by się z nim stało. Perrie nie byłaby tak bardzo raniona  jak jest teraz, Nate nie wszedłby w to całe gówno. Ciągle byłabym z Victorią i Ari'ą, miałabym swoje własne doświadczenia z collage'u i spędzałabym czas z przyjaciółmi. Moje życie byłoby dużo lepsze. Weszłam do środka, a usta drżały mi z zimna i z tego co usłyszałam. Nate spojrzał na mnie, a rozczarowanie pojawiło się w jego oczach. Dlaczego do cholery miałby być rozczarowany ? Podszedł do mnie obejmując mnie ramieniem, przez co pomoczył swoje ubrania. Co kurwa.
-Payton - westchnął. Wiem co zamierza powiedzieć. Wiem, że myśli że powinnam być z Harrym. Powinien zrozumieć moje pole widzenia. Jestem jego młodsza siostrą.....
Pokręciłam głową wykręcając się z uścisku Nate'a, na co on potknął się nieznacznie lecz szybko odzyskał równowagę. Popatrzył na mnie z wyraźnym zmartwieniem, jeśli mi nie powie nie mogę się odezwać. Nie powinnam robić tego co teraz robię.
-Nie - syknęłam patrząc na niego i odchodząc o kilka kroków.
-Miesiąc temu chciałeś go zabić. Dlaczego teraz nie chcesz ? - prychnęłam. Widziałam jak Perrie i reszta powoli wchodzi do pomieszczenia, przyglądając się temu wydarzeniu. Znam swojego brata, szybko się wkurza.
-On się o ciebie troszczy Payton. Tu nie chodzi o niego, ale o ciebie i twoje bezpieczeństwo - splunął, jego głos jest straszny kiedy przejdziesz na jego złą stronę. Co starałam się kiedykolwiek zrobić.
-Przestań mnie tak traktować, nie jestem kimś kto się łatwo łamie Nate. Myślałam, że o tym wiesz. Dobrze wiedzieć, że ufasz komuś kto cię kurwa zmusza do zostania tutaj - krzyknęłam całkowicie wkurzona, teraz nie będę sympatyczna dla nikogo.
-Pay nie zaczynaj. Wiesz, że łatwo cię złamać - westchnął mój brat przejeżdżając rękoma po jego krótkich włosach. Wywrócił oczami rozglądając się dookoła, prychnęłam i odeszłam. Słyszałam jak mnie wołał, ale nie odwróciłam się.
-PAYTON NIE WAŻ SIĘ WYCHODZIĆ !! - usłyszałam wrzask Harry'ego, ponownie nie zamierzałam się za siebie oglądać. Trzasnęłam frontowymi drzwiami, starałam się biec szybko i jak najdalej od tego całego zamieszania. Z dala od tych, których kochałam. Pokazałam im cześć mnie której nigdy nie widzieli i szczerze nie obchodzi mnie to, że wszyłam bez pozwolenia. Potrafię o siebie zadbać, mogą patrzeć jak wychodzę. 
_____________________________
Dziękujemy za cudowne komentarze i chciałabym podziękować Anii za pomoc <3
Co myslicie o tym rozdziale ? xx
20 kom next xx 

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 38

-Dlaczego do cholery tu jesteście? - zapytałam patrząc na Nate'a i resztę chłopaków, upewniając się, że nie złapię kontaktu wzrokowego z Louis'em.
-Dla ciebie. Nie jesteś szczęśliwa, że mnie widzisz? - powiedział uśmiechnięty Nate łapiąc mnie w talii. Uśmiech pozostał na mojej twarzy. To, że wszyscy tu byli zrobiło się podejrzane. Nie podobało mi się to. Wiedziałam, że ukrywają coś przede mną. Słyszałam to w głosie Nate'a. Czułam również, dzięki sposobie w jaki mnie trzymał. Jak mogłabym tego nie zauważyć ?
-Czego nie chcesz mi powiedzieć Nate? - zapytałam wysuwając się z jego ramion. On spojrzał na chłopaków marszcząc się, dostrzegłam Harry'ego za Liam'em który mnie obserwował.
-Powiedz mi - powtórzyłam ciszej. Nate odwrócił się i wyszedł z pokoju bez słowa. Inni chłopcy podążyli za nim, oprócz Harry'ego, on jednak został. Patrzył  na mnie trochę mnie tym strasząc.
-Dlaczego nic nie mówisz ? Co się do cholery dzieje? - splunęłam zła, wszystkie rzeczy, które skrywałam wyszły na zewnątrz.
-Uspokój się Payton - ostrzegł mnie Harry, stawiając kilka kroków, by stać przede mną.
-Więc, powiedz mi - prychnęłam nieprzestraszona jego postury, wiedziałam, że nie chciał mnie zranić. Przynajmniej miałam taką nadzieję. Po tym jak traktował mnie przez te kilka dni.
-Paul. Buduje swój gang i nie mogę ich powstrzymać - wyszeptał przeczesując włosy ręką. Spojrzał na mnie czekając na reakcje. Wiedziałam, że to nadejdzie, wiedziałam, że Paul tak łatwo się nie podda. Znałam go całe życie, nieraz był autorytetem wzorowego tatusia, ale wszystko czym się interesował to pieniądze. Jak dużo posiadaliśmy i jak wiele ukradł. Powinnam zauważyć to na początku, zawsze handlował narkotykami. Sprzedawał to tym okropnym dziewczynom, które wracały z nim do domu. On był nieprzyzwoitym facetem, a nie autorytetem.
-Co ode mnie chciał ? - wyszeptałam spoglądając w dół.
-Chciał cię sprzedać. Tak mi przykro kochanie. Nigdy nie chciałem, żeby to się stało. Obiecuję ci, że jeśli cię znajdzie i zabierze, nie przestanę dopóki mnie nie zabije, jesteś tą, którą chcę poślubić. Skarbie jesteś moja - jego głos był delikatny, a ustami dotykał mojej szyi.
-Nie chcę, żeby mnie znalazł Harry - zaszlochałam, na co on objął mnie swoim ramieniem, trzymając mnie mocno.
-Nie zrobi tego skarbie - wyszeptał. Odszedł o krok, ciągle trzymając mnie w swoich ramionach, by spojrzeć na mnie.
-Wychodzimy dziś wieczorem. - uśmiechnął się, a jego wzrok mówił mi, że mogę mu zaufać. Gdzieś głęboko, głęboko w sercu wiedziałam, żeby mu nie ufać. Ale to bez znaczenia.

...

Ubrałam się w letnią sukienkę na ramiączka, ubierałam ją, kiedy byłam we wczesnej ciąży. Włosy spięłam w wysoki kucyk i dodałam do niego małą kokardkę. Ubrałam do tego parę starych trampek, które Nate mi dał, gdy byłam młodsza. Byłam zaskoczona, że są nadal dobre, trochę czasu zajęło mi zejście długimi schodami, aż do parteru. Wszyscy mi się przyglądali, a szerokie uśmiechy pojawiły się na ich twarzach. Nawet u Louis'a. Zmarszczyłam brwi idąc w kierunku Harry'ego, podał mi swoją dłoń, którą z przyjemnością złapałam.
-Dzisiejszy wieczór to twoja bajka - ten głos krążył w mojej głowie. Nie wiem co Harry planował, ale byłam tym podekscytowana.

Dzisiejszy wieczór to twoja bajka.

...

Wyszłam do ogrodu, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Harry zaczął mnie rozbierać i sprawdził czy się zaangażuję. Parsknęłam śmiechem. Nagle ściągnął bokserki i wskoczył do basenu. Rozdziawiłam buzię, nie spodziewając się tego.
-Co ty robisz ?- zaśmiałam się podchodząc do krawędzi basenu, spoglądając na niego.
-Wskakuj ! - powiedział, znów nurkując do wody. Potrząsnęłam głową, siedząc na brzegu basenu. Harry podpłyną do mnie kładąc obie ręce na moich udach. Teraz jego wzrost był taki sam jak mój. Pocałował mnie, pozwalając naszym językom zatańczyć. Z trudem oddychałam, przesuwając się od niego spostrzegłam, że nagle przeniósł mnie z krawędzi basenu na sam środek. Objęłam ramionami szyję Harry'ego. Jego ręce przesunęły moje nogi tak, że po chwili trzymałam je na jego biodrach.
-Bardzo cię kocham. - wymamrotał, złączając nasze usta. Zabrał ręce, by sięgnąć o moją sukienkę, ale zaplątał ją pod wodą.
-Ściągnij je ! - krzyknął, łapiąc mnie za tyłek. Zachichotałam i odpłynęłam od niego na środek basenu, zanurkowałam pod wodę, próbując ściągnąć sukienkę przez głowę z wielką trudnością. Harry podpłynął do mnie, a na jego twarzy pojawił się mały uśmieszek. Cmoknęłam jego usta, zanim kontynuowałam ściąganie mojego biustonosza, który pozostawiłam pływający na wodzie. Oczy Harry'ego powędrowały trochę niżej, przybliżył mnie do siebie rękoma ciągnąc za moje biodra, jeszcze przed tym zanim ściągnęłam swoją bieliznę.
-Kocham cię.
_________________________________________________________

Uuuuuuuuuuuuu coś tu się pod koniec rozwija. Co o tym myślicie? Napiszcie w komentarzu! :)
Mam nadzieję, że wam się spodoba! Enjoy!! xx
NEXT POJAWI SIĘ GDY BD 15 KOMENTARZY!! :)
Ania <3
______________
O kurwa *.* / Julka

sobota, 25 października 2014

Rozdział 37

Payton's p.o.v
...
Byłam  w stanie usłyszeć każdego, ale nie mogłam znaleźć siły, aby otworzyć oczy. Mamrotanie stało się coraz bardziej słyszalne i głośne. 
-Dlaczego ona się nie budzi Harry ?- słyszałam płacz Perrie.  Harry? On tu jest ? 
-Jason dał jej jakieś leki. Całe szczęście. Potrzebuję trochę czasu, by jej powiedzieć - wyczułam ból w jego głosie. Co się stało ? Poczułam ciepły uścisk czyjejś dłoni na mojej.
-Perrie. Musimy iść, potrzebujesz prysznicu i dużo snu - usłyszałam głos Zayn'a dochodzący z daleka.
-Kocham cię Payton - wyszeptała Perrie całując mnie w czoło i wychodząc. Słyszałam jak drzwi cicho się zamknęły. To oznacza, że jestem sama. Tak myślę. Łóżko poruszyło się kiedy poczułam kogoś obok siebie. Ten ktoś przytulał mnie, a jego oddech uderzał delikatnie o moje ramię. Słychać było łagodne szlochanie.
-Bardzo cie kocham skarbie - jego głos był pełen napięcia, gorące łzy spływały po mojej szyi.
Kiedy poczułam uczucie gorąca w brzuchu aż do gardła odetchnęłam głośno natychmiast siadając. Moje oczy łzawiły od mocnego światła. Spojrzałam za siebie i na pobrudzone policzki Harry'ego. Płakał. Przesunął się szybko, biorąc mnie w ramiona. Nie mogłam mówić. Nawet jeśli się starałam. Byłam oniemiała. Nie czułam dużego ciążowego brzucha. Łzy pociekły po moich policzkach, wiedziałam co się stało.
-Spóźniłem się kochanie. Tak bardzo przepraszam - szlochał wtulając głowę w moją klatkę piersiową. Pociągnął mnie na siebie, ale jego głowa została między moimi piersiami. Trzymałam go przy sobie niepewnie, tak by poczuł się dobrze. Kiedy ja byłam bardziej zaniepokojona niż on. Powoli odsunęłam go od siebie, aby usiadł sam. Patrzył na mnie kiedy podniosłam koszulkę w którą mnie przebrał. Byłam pewna, że teraz mam wielką bliznę od jednego biodra do drugiego. Przejechałam palcami po moich szwach, skrzywiłam się kiedy mnie zabolało. Jak ktoś może cos takiego zrobić? Jak oni mogli zabrać coś co było żywe? Żyjące stworzenie.
Spojrzałam w dół zauważając rękę Harry'ego splataną z moją. Jego dłonie były dużo, dużo większe niż moje. Spojrzałam w jego smutne oczy.
-Gdzie jest J-Jason i Paul ? - zapytałam jąkając się, mój głos załamywał się od czasu do czasu.
-Jason zniknął. Paul zrobi to wkrótce - burknął, wypowiadając ich imiona. Spojrzałam znów w dół. Otarłam łzy zabierając rękę z uścisku Harry'ego.
-Co z Perrie ? - spojrzałam w górę. Słyszałam ją kiedy byłam w połowie przytomna, ale kto wie co Jason i Paul albo ktokolwiek zrobił jej, kiedy byłam nieświadoma.
-Wszystko z nią w porządku. Odpoczywa - westchnął kładąc się. Pociągnął mnie w dół do siebie, wprost na pościel.
- Ty też powinnaś - powiedział, przykładając mnie do swojej klatki. Delikatnie tarł moje plecy kiedy ja zamknęłam oczy pozwalając ciemności na pochłonięcie mnie.

...

1 month later...

Siedziałam w wannie oglądając jak bąbelki znikają, moja blizna się pokazała. Blizna, która stworzyła moje życie nie zasługiwała na to. Harry nie jest taki sam odkąd odebrał mnie i Perrie z powrotem, nie opuszcza mnie na więcej niż pięć minut. Nie mam możliwości by zamykać drzwi, albo nawet budzić się i wstawać bez niego. Jeśli zrobię coś z tych rzeczy, on wybucha. Przyrzekam,że może wybuchnąć w każdym momencie. Smutną rzeczą jest to, że jestem jedną osobą, która może go uspokoić. Perrie jest okay, ale również stała się bardzo nadopiekuńcza, tak jak Harry. Wydaje mi się, że jest to ich sposób na trapienie się z przegraną. Jak dla mnie to straszne. Mieć tylu ludzi, którzy obserwują każdy twój ruch, nie jest dla mnie przyjemny. To sprawia, że czuję się coraz bardziej załamana. Kiedy coś się dzieje w danym momencie, oni czekają, aż to się stanie.
Usłyszałam jak drzwi od łazienki się otwierają, a Harry wszedł do pokoju z ubraniami i ręcznikiem. Uśmiechnął się do mnie, zakręcając korek. Podniósł mnie do góry. Tak jakbym sama nie mogła tego zrobić. Traktował mnie jakbym miała pięć lat i nie wiedziała jak o siebie zadbać. Wytarł mnie ręcznikiem i ubrał w stare, rozciągnięte ubrania. Złapał moją rękę i wyprowadził mnie z łazienki.
Podskoczyłam gdy usłyszałam głośny krzyk tak jak za tamtym razem. Harry szybko się do mnie odwrócił.
-Jest dobrze skarbie. Nic się nie dzieje - pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju. Nadal słyszałam jak ktoś wchodzi na górę. Drzwi się otworzyły,a moje oczy podwoiły swoje rozmiary.... nie spodziewałam się ich tutaj.
Uśmiech pojawił się na mojej twarzy z powodu Nate i reszty chłopaków. Niall'a, Liam'a i Louis'a?
...
______________________________________________________
Hej!
Jestem Ania i jestem nową tłumaczką. Moja najlepsza przyjaciółka Julia xx , która zaczęła tłumaczenie tego bloga, poprosiła mnie o pomoc. To, więc jestem. Mam nadzieję, że spodoba wam się rozdział. :)

czwartek, 23 października 2014

Rozdział 36


Payton, proszę obudź się - załkała Perrie starając się mnie obudzić. Otworzyłam oczy jęcząc przez ból przelatujący wzdłuż mojego ciała. Perrie uklęknęła naprzeciwko mnie, przecież nie tylko ja zostałam pobita, dziewczyna odetchnęła z ulgą na wieść, że się obudziłam.
-Zjedz to proszę - szarpie się żeby podać mi owoc, biorę od niej jabłko i wgryzam się w nie. Moja szczeka jest ciągle obolała odkąd Louis mnie uderzył łamiąc mi ją. Myślę, że wolę znieść ten ból niż chodzić głodna.
-Jak długo spałam ? - zapytałam, mój głos wydał się ochrypły.
-Chwilkę po tym jak ja się obudziłam - westchnęła opierając się.
-Jestem wszędzie zraniona. I boję się, że nie będę zdolna żeby ciebie bronić - wyszeptała, kładąc się na podłogę.
-Nie musisz Perrie i tak po nas przyjdą. Nie martw się - starałam się ją uspokoić tak samo jak i siebie, ale wiedziałam, że to nie zadziała na nas obie.
...
-Ostatni dzień był namacalny, zastanawiałam się jak rozpoznawałam dni ? Cóż Jason dosłownie wpadał do pokoju co godzinę i mówił mi co się stanie. Dzisiaj jest piątek, a Perrie leży obok mnie z głową na moich kolanach. Wiem, że to ją uspokaja, ale obie musimy być silne. Moje myśli o Harry'm, Zaynie albo o kimkolwiek o uratowaniu nas stają się coraz bardziej nierealne i jestem prawie pewna, że nikt nas nie ocali, muszę pomóc Perrie zostać silną, ponieważ bez niej już by mnie tu nie było.
-Tak bardzo cię przepraszam. Nie powinnam była cię zabierać od Harry'ego - powiedziała ciągle mając zamknięte oczy.
-Nie mów tak. Ciesze się, że wróciłam i spotkałam wszystkich - wyszeptałam, mój głos nie był już silny.
-Szczerze jesteś najlepszą i najbardziej piękną osobą jaką kiedykolwiek spotkałam. I nie chce się żegnać, ale nie sądzę abyśmy z tego wyszły. Będę szczęśliwa z Zayn'em - dodała Perrie
-Zayn ciągle żyje. Nie możesz tak mówić, on cie uratuje - powiedziałam z większa siła w głosie. Słyszałam głośne mamrotanie dochodzące zza drzwi. Był tam. Po mnie.
-Proszę nie możesz odejść - podniosła się, a w jej oczach widniał lęk. Drzwi pomału się otworzyły ukazując Jasona i dwóch innych mężczyzn. Chłopak podszedł do mnie z uśmiechem na twarzy i ukucną pomiędzy mną, a Perrie.
-Już czas kochanie - powiedział uspokajająco kładąc rękę na moim ramieniu. Perrie krzyczała gdy dwóch mężczyzn zabrali ją z dala ode mnie, zauważyłam jak Jason trzyma igłę i butelkę z niebieską cieczą.
-Proszę. Nie - wyszeptałam, krzyki mojej przyjaciółki odbijały się echem po pokoju.
-Możemy być razem skarbie. Kocham cię - pocałował moje czoło i złapał mnie w tali. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, zaczęłam krzyczeć, a łzy wypływały z moich oczu. Poczułam ukłucie i zimny płyn wlał się w moje kości, oczy same mi się zamknęły, a ręce i nogi stały się odrętwiałe. Wrzaski Perrie ciągle były słyszalne.
-Okej. Czas na pokaz - zaśmiał się Jason biorąc moje odrętwiałe ciało w jego ramiona. Oczy miałam zamknięte, a oddech stawał się spokojny i unormowany.
-Nie żyjesz kurwa. Zobaczysz - krzyczała dziewczyna. Słyszałam jego śmiech w odpowiedzi. Odrętwienie uderzyło do mojej głowy blokując dźwięk i czucie...
....
Perries pov  
...
Krzyczałam i szarpałam się z dwoma mężczyznami, widziałam jak Jason wbija igłę w ramię Payton, a jej bezradne ciało próbuje walczyć.
-Nie, nie możesz - wyszeptałam, poddając się. Jason wziął Pay w ramiona, a martwe łzy wyleciały z jej śpiącej twarzy.
-Nie żyjesz kurwa. Zobaczysz - krzyknęłam kiedy mężczyzna wyniósł Payton przez drzwi. Obrzydliwa dwójka pupili Jasona wepchnęła mnie do małego pokoju ze szpitalnym wyposażeniem. Moje oczy się rozszerzyły, gdy zauważyłam ciało mojej przyjaciółki leżące na stole. Pan w niebieskiej masce ją operował.
-PROSZĘ NIE !! - wrzasnęłam patrząc jak wbija nóż w jej brzuch. Krew wyprysnęła, a ja zaszlochałam walcząc z silnym uściskiem.
-PRZESTAŃCIE !! - Krzyknęłam upadając na kolana, kiedy mężczyzna trzymał w rękach nienarodzone dziecko, które było wielkości jego dłoni. Przyłożyłam dłonie do ust głośno płacząc.
Spojrzałam w górę zauważając, że jestem jedyną osobą w tym pokoju nie licząc Payton. Jej blade ciało leżało w kącie, a jej brzuch był płaski i ściągnięty. Wzięłam jej zimną dłoń w moją i lekko ścisnęłam kiedy łzy popłynęły wzdłuż moich policzków. Przykryłam jej brzuch jej sukienką i zamknęłam oczy modląc się o to, żeby było dobrze. Otworzyłam oczy słysząc dużo uderzeń i krzyków, spojrzałam na drzwi wystraszona tym co może się stać. Jason powiedział mi, że krótko po tym jak operacja się skończy. Umrę. Zgaduję, że robi to tylko dlatego abym była z dala od Payton, a on mógł mieć ją tylko dla siebie. Niestety nie znał Harry'ego zbyt dobrze. Paul to planował, zapłacił Jasonowi za jego własną córkę i za zabicie dziecka. I jak idiotycznie to brzmi, tak się stało. 
Dostrzegłam osobę która mogłaby ocalić Payton. Mogłaby zatrzymać nienarodzone dziecko. Łzy wypłynęły mi z oczu patrząc na jego osobą w tej całej sytuacji całkiem samemu. Krew jest na moich rękach. Niestety.
Harry się spóźnił...
__________________________________
Przepraszam za tak długie niedodawanie :C ale myślę, że opłacało się czekać :D
Aha i pomoże mi w tłumaczeniu moja najlepsza przyjaciółka Ania <3 lecz to nie znaczy, że nie szukam dalszej pomocy xD
Rozerwało mnie na kawałki płakałam jak głupie jeśli chcecie to dobrze jest włączyć sb Ed'a Sheeran'a Give Me Love 
Next pojawi się jak bd 15 komentarzy <3 
Kocham Was !

niedziela, 5 października 2014

Rozdział 35

Przestałam oddychać, moje oczy wciąż były zamknięte, starałam się je otworzyć, ale widziałam ciemność. Ręce miałam związane za plecami, byłam na tyłach jakiegoś vana i czułam się badziewnie. Poczułam jak ktoś zdejmuje z moich oczu czarną opaskę, rozejrzałam się dookoła, siedziałam z jakimś mężczyzną.
-Jest ładną rzeczą - zaśmiał się mężczyzna mówiąc tak cicho żebym nie mogła go usłyszeć. Przymknęłam na niego powieki to było wielką obrazą , że nazwał mnie ładną. Przybliżył się kładąc rękę na moim kolanie i uśmiechając się głupio. Brutalnie poruszyłam nogą zabierając ją z jego dotyku.
-Nie dotykaj mnie - syknęłam, jego uśmieszek zamienił się w nachmurzoną minę , sztywny wyraz twarzy pojawił się kiedy poruszył ręką. Pokręciłam głową odwracając się, włosy okrywały całą moja twarz.
-Nie rozmawiaj ze mną kurwa - splunął. Trzymałam głowę w dole nie patrząc na niego. Kiedy samochód zatrzymał się z większą siła, prawie z niego wypadłam. Mężczyzna obok mnie wyskoczył z auta otwierając drzwi. Małe tchnienie wyleciało z moich ust, kiedy złapał mnie za kostkę przysuwając mnie w jego stronę, następnie szorstko łapiąc mnie na ręce. Moje ręce wciąż były związana za moimi plecami. W domu zostałam wrzucona do jakiegoś pokoju i zamknięta na klucz po to by za kilka minut wszedł do mnie Jason. Silny wyraz twarzy wciąż był widoczny, zamknął za sobą drzwi i podszedł do mnie.
 -Teraz, jeśli się zachowujesz, jest mi przykro żeby to powiedzieć, ale zostanie ci odebrane to co jest twoje. I ta rzeczą jest - powiedział patrząc na mój brzuch. Moje usta otworzyły się w wyraźnym szoku. Kto mógłby być  tak okropny żeby odebrać komuś życie ? Komuś kto jeszcze się nie urodził ?
-Nie możesz - wyszeptałam, mój polik poczuł znajomy ból z bycia uderzoną.
-Mów kiedy kurwa jesteś pytana - wysyczał.
-Mówię ci to teraz niż przed tym kiedy to się stanie kochanie - powiedział i wziął oddech przed kontynuowaniem.
-Paul zapłaci za aborcje. W ten piątek - powiedział przed uśmiechnięciem się.
-Więc. Da mi ciebie - zaśmiał się dotykając mojego policzka, łzy zaczęły pokrywać jego dłoń. Mogłabym być kuta, krzyczeć, być bita, albo wrzeszczeć mogę zrobię wszystko żeby zatrzymać dziecko, ale wiem, że to tylko mnie pogrąży. Jason podniósł się stając obok mnie i zaczął rozwiązywać sznur uwalniając moje dłonie.
-Wiesz, że jesteś moja skarbie - powiedział przed otworzeniem drzwi i zatrzaśnięciem ich za nim. Pomocy.
...
Łóżko które było w pokoju, było bardzo niewygodne dla mnie i poziomu mojej ciąży, jak noże wbijające się w twoje plecy. Nie wiedziałam która godzina czy to noc, lub dzień. Minął tydzień odkąd tu jestem. Szczerze myślałam, ze minął miesiąc, ale to nie możliwe, bo piątek jest tym dniem. Dniem w którym będę próbowała uratować dwa życia, moje i mojego nienarodzonego dzidziusia. Usłyszałam krzyki dochodzące coraz bliżej. Bliżej. Wkrótce drzwi się otworzyły, wrzucając blondynkę i zatrzaskując za nią drzwi. Szybko wstałam z łózka, pochylając się w dół aby pomóc dziewczynie. Podniosła się na rękach, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary i pojawiły się w nich łzy, lecące wzdłuż moich policzków. Rany były gorsze od tych które Zayn kiedykolwiek jej zrobił, jej poliki były ubrudzone krwią, potem i łzami razem z siniakami pokrywającymi jej blada twarz.
-Bardzo cię przepraszam - obiecałam przytulając ją. Odwzajemniła uścisk i płakała razem ze mną,a jej czkawka ustawała. Puściłam ją i usiadłam obok niej na podłodze, jej ręce opadły,a wzrok zatrzymała na moim brzuchu.
-Rozmawiali o tobie, Payton - wyszeptała, łzy ponownie zaczęły wypływać jej z oczu.
-Dlaczego? - zapytałam wycierając jej policzki.
-Będą ciebie operowali - szepnęła patrząc na mnie. Ból pojawił się na jej twarzy, pokręciłam głową kiedy zaszkliły mi się oczy.
-Później mnie zabiją - powiedziała przed wzięciem głębokiego oddechu i kontynuowała.
-Po tym jak będę oglądała twoje cierpienie - westchnęła, a jej głos stawał się coraz słabszy.
-Nikt cię nie dotknie. Obiecuję ci Perrie - odpowiedziałam szczerze.
-Zayn po ciebie wróci. On cię kocha - kontynuowałam starając się ją pocieszyć nawet jeśli płakałyśmy we dwie.
-Zayn - płakała rozpamiętując jakąś historię.
-Zayn był na podłodze. Krwawiąc. Zabrali  mnie przed tym kiedy mogłam sprawdzić czy żyje - wyszeptała, a jej czkawka powróciła. Drzwi zadrgały co oznaczało, że ktoś wszedł. Perrie przysunęła się bliżej mnie, przytulając się do mojego boku. Jason wszedł do pokoju uśmiechając się do mnie, a następnie patrząc na Perrie. Zamknął drzwi i podszedł do mnie bliżej.
-Wiesz jaki jest dzisiaj dzień, kochanie ? - zapytał miękko. Nie chciałam znać daty.
-Nie - splunęłam. Westchnął zirytowany przed kontynuowaniem.
-Jest środa. Wiesz co to znaczy ? - zaśmiał się patrząc na mnie i na dziewczynę. Obie nie odpowiedziałyśmy.
-Ty - powiedział pokazując na Perrie, a następnie na mój brzuch.
-I ty. Jesteście martwe - zaśmiał się patrząc w moje oczy.
-A później możemy zacząć nasze rodzinne dziecko - wyszeptał. Wzdrygnęłam się, czując chęć roztrzaskania jego głowy.
-Nie jestem twoja - syknęłam patrząc na moje uda.
-Powiedz to głośniej kochanie - prychnął. Wyraźnie rozbawiony.
-Nie jestem twoja. Nie jestem. Jestem Harry'ego - krzyknęłam czując pełną uczciwość przed tym kiedy została mi ona odebrana. Dygoczący ból przebiegł przez moje ciało, Perrie tchnęła zaczynając krzyczeć na Jasona kiedy coraz bardziej mnie bił, ale żaden cios nie był zadany w mój brzuch. Zostawił tę częśc na piątek.
Piątek będzie moją śmiercią.
...

niedziela, 28 września 2014

Rozdzał 34

Coraz więcej krzyków dochodziło z dołu co sprawiało, że podskakiwałam wystraszona z mojej kryjówki. Jestem pewna, że te krzyki należą do Perrie w każdym razie chłopcy muszą sprawdzić przez kogo ona krzyczy. Mój oddech przyspieszył kiedy usłyszałam otwierające się drzwi w sypialni z głośnymi krokami na czele. Przyłożyłam rękę do ust aby upewnić się, że żaden oddech ani jęk nie wyleci z moich ust.
-Gdzie ona kurwa jest Harry ? - burknął jakiś mężczyzna, moje serce zaczęło bić szybciej, kiedy nie rozpoznawałam głosu mężczyzny. 
-Wysłałem ją do domu - mruknął Harry wyraźnie zraniony. Łzy napłynęły do moich oczu gdy kroki zaczęły zbliżać się do miejsca w którym byłam. 
-Co do cholery od niej chcesz ? - jęknął. Usłyszałam więcej jego jęków, co oznaczało, że ktoś do uderzył.
-Wiem, że tu jest -  syknął mężczyzna idąc na prawą stronę do miejsca gdzie siedziałam. Głośno odetchnęłam kiedy szafka się otworzyła. Zaśmiał się na to co znalazł. Mnie. Patrzył na mnie pociemniałym wzrokiem. Nie znałam go. I patrząc na jego wygląd wcale nie chciałabym go poznać. Był młody może nawet młodszy od Harry'ego, wyglądał na mężczyznę z którym lepiej nie zadzierać. Schylił się łapiąc mnie za ramię i podniósł do góry ciągle mnie trzymając i zwiększając uścisk za każdym razem, kiedy próbowałam się wyrwać. Harry leżał na podłodze trzymając się za brzuch, inny mężczyzna stał obok niego tak samo straszny co ten koło mnie. Moje usta zaczęły drżeć gdy zauważyłam więcej mężczyzn stojących przy drzwiach sypialni. Nigdy nie chciałabym tylu strasznych osób w jednym pomieszczeniu. Ciekawe ilu ich jest razem z Perrie na dole.
-Nienawidzę kłamców Styles. Myślałem, że wiesz to najlepiej - mężczyzna zaśmiał się głęboko, na co całe moje ciało zaczęło się trząść. Harry spojrzał na mnie z ziemi, chaos i strach pokazał się na jego twarz, co sprawiło, że nie poczułam się lepiej. On bojący się jest czymś bardzo rzadkim i czymś czego nigdy nie widziałam. Czy on boi się o mnie ? Mój oddech przyspieszył kiedy pomyślałam o rzeczach które mogą mi zrobić, a ja nie będę mogła się obronić. Ja naprzeciw tym młodym chłopcom* i jednym starszym mężczyźnie ?
-Teraz jesteś małą rzeczą, jak ci na imię kochanie ? - zapytał chłopak patrząc na mnie. Wiem, że zna moje imię, on tylko chce żeby Harry cierpiał moim kosztem. Nie chce wiedzieć jaki się zachowuje kiedy jest zły lub wkurzony.
-P..Payton - za jąkałam, zaśmiał się patrząc na mój brzuch zauważając, że faktycznie jestem w ciąży.
-Nareszcie Styles kogoś wydymał, muszę powiedzieć, że nie jestem zaskoczony. Pieprzyłeś się z wieloma dziewczynami, musisz mieć dużo dzieci - prychnął patrząc na Harry'ego, który walczył o oddech.
-Odpierdol się - burknął Harry powoli wstając. Mężczyzna obok niego trzymał dystans, w razie gdyby Harry zrobił krok w stronę Jason'a. Patrząc na Harry'ego ma się wrażenie jakby chciał mu urwać głowę.
-Nie Styles. Wiesz co się dzieje jeśli Paul nie dostaje tego, czego chce- powiedział Jason patrząc raz na mnie, raz na Harry'ego. Podniosłam rękę wycierając łzy z moich policzków. Co Paul chce od Harry'ego ?
-Oddam mu pieniądze - prychną, jego cierpliwość coraz bardziej malała, więc to było to czego chciał Paul. Dlaczego do cholery Harry wisi mu kasę, zmrużyłam oczy skonsternowana i ogromnie wkurzona na Harry'ego, że miał do czynienia z moim tatą i nic mi nie powiedział.
-Oh, nie. Nie Harry. Widzisz on chce drogą Payton. Myślałem, że to jasne odkąd cie wczoraj odwiedził - wyjaśnił Jason. Jego głos musiał zawsze tak brzmieć, chciałam wyrwać rękę, ale jego uścisk jeszcze bardziej się umocnił.
-Nie możesz jej mieć - powiedział na wydechu mierząc chłopaka wzrokiem. Patrzyłam jak Jason skina głową w moim kierunku patrząc na mężczyznę obok Harry'ego, spojrzałam na jego ręce zauważając ściereczkę, chłopak uśmiechnął się. Moje oczy się powiększyły, spojrzałam na Harry'ego prosząc o pomoc. Szybko pokręciłam głową, starając się cofnąć, ale zostałam popchnięta przez Jasona.
-Payton. Skarbie wrócę po ciebie. Nie przejmuj się - słyszałam krzyk Harry'ego w tle, broniąc się przed mężczyzną który wszedł do pokoju. Wrzeszczałam kiedy ścierka zatknęła się z moim nosem i ustami. Oddychając chemią. Moje oczy zamknęły się bardzo szybko kiedy wpadłam w kogoś ramiona. Harry krzyczał i jęczał. Mój umysł stał się czarny. Zero snów. Nic. Tylko czerń.

_________________________________________
*Oni wszyscy są tam młodzi, wiec nie wiedziałam czy to chlocy czy mezczyzni ale plec meska xD
Jejku bardzo przepraszam, ze tyle nie dodawalam,ale nie mialam czasu :C 
Nekt pojawi się jak bd 10.000 wyswietlen i 15 komentarzy :D
Szablon by S1K