Przestałam oddychać, moje oczy wciąż były zamknięte, starałam się je otworzyć, ale widziałam ciemność. Ręce miałam związane za plecami, byłam na tyłach jakiegoś vana i czułam się badziewnie. Poczułam jak ktoś zdejmuje z moich oczu czarną opaskę, rozejrzałam się dookoła, siedziałam z jakimś mężczyzną.
-Jest ładną rzeczą - zaśmiał się mężczyzna mówiąc tak cicho żebym nie mogła go usłyszeć. Przymknęłam na niego powieki to było wielką obrazą , że nazwał mnie ładną. Przybliżył się kładąc rękę na moim kolanie i uśmiechając się głupio. Brutalnie poruszyłam nogą zabierając ją z jego dotyku.
-Nie dotykaj mnie - syknęłam, jego uśmieszek zamienił się w nachmurzoną minę , sztywny wyraz twarzy pojawił się kiedy poruszył ręką. Pokręciłam głową odwracając się, włosy okrywały całą moja twarz.
-Nie rozmawiaj ze mną kurwa - splunął. Trzymałam głowę w dole nie patrząc na niego. Kiedy samochód zatrzymał się z większą siła, prawie z niego wypadłam. Mężczyzna obok mnie wyskoczył z auta otwierając drzwi. Małe tchnienie wyleciało z moich ust, kiedy złapał mnie za kostkę przysuwając mnie w jego stronę, następnie szorstko łapiąc mnie na ręce. Moje ręce wciąż były związana za moimi plecami. W domu zostałam wrzucona do jakiegoś pokoju i zamknięta na klucz po to by za kilka minut wszedł do mnie Jason. Silny wyraz twarzy wciąż był widoczny, zamknął za sobą drzwi i podszedł do mnie.
-Teraz, jeśli się zachowujesz, jest mi przykro żeby to powiedzieć, ale zostanie ci odebrane to co jest twoje. I ta rzeczą jest - powiedział patrząc na mój brzuch. Moje usta otworzyły się w wyraźnym szoku. Kto mógłby być tak okropny żeby odebrać komuś życie ? Komuś kto jeszcze się nie urodził ?
-Nie możesz - wyszeptałam, mój polik poczuł znajomy ból z bycia uderzoną.
-Mów kiedy kurwa jesteś pytana - wysyczał.
-Mówię ci to teraz niż przed tym kiedy to się stanie kochanie - powiedział i wziął oddech przed kontynuowaniem.
-Paul zapłaci za aborcje. W ten piątek - powiedział przed uśmiechnięciem się.
-Więc. Da mi ciebie - zaśmiał się dotykając mojego policzka, łzy zaczęły pokrywać jego dłoń. Mogłabym być kuta, krzyczeć, być bita, albo wrzeszczeć mogę zrobię wszystko żeby zatrzymać dziecko, ale wiem, że to tylko mnie pogrąży. Jason podniósł się stając obok mnie i zaczął rozwiązywać sznur uwalniając moje dłonie.
-Wiesz, że jesteś moja skarbie - powiedział przed otworzeniem drzwi i zatrzaśnięciem ich za nim. Pomocy.
...
Łóżko które było w pokoju, było bardzo niewygodne dla mnie i poziomu mojej ciąży, jak noże wbijające się w twoje plecy. Nie wiedziałam która godzina czy to noc, lub dzień. Minął tydzień odkąd tu jestem. Szczerze myślałam, ze minął miesiąc, ale to nie możliwe, bo piątek jest tym dniem. Dniem w którym będę próbowała uratować dwa życia, moje i mojego nienarodzonego dzidziusia. Usłyszałam krzyki dochodzące coraz bliżej. Bliżej. Wkrótce drzwi się otworzyły, wrzucając blondynkę i zatrzaskując za nią drzwi. Szybko wstałam z łózka, pochylając się w dół aby pomóc dziewczynie. Podniosła się na rękach, a moje oczy podwoiły swoje rozmiary i pojawiły się w nich łzy, lecące wzdłuż moich policzków. Rany były gorsze od tych które Zayn kiedykolwiek jej zrobił, jej poliki były ubrudzone krwią, potem i łzami razem z siniakami pokrywającymi jej blada twarz.
-Bardzo cię przepraszam - obiecałam przytulając ją. Odwzajemniła uścisk i płakała razem ze mną,a jej czkawka ustawała. Puściłam ją i usiadłam obok niej na podłodze, jej ręce opadły,a wzrok zatrzymała na moim brzuchu.
-Rozmawiali o tobie, Payton - wyszeptała, łzy ponownie zaczęły wypływać jej z oczu.
-Dlaczego? - zapytałam wycierając jej policzki.
-Będą ciebie operowali - szepnęła patrząc na mnie. Ból pojawił się na jej twarzy, pokręciłam głową kiedy zaszkliły mi się oczy.
-Później mnie zabiją - powiedziała przed wzięciem głębokiego oddechu i kontynuowała.
-Po tym jak będę oglądała twoje cierpienie - westchnęła, a jej głos stawał się coraz słabszy.
-Nikt cię nie dotknie. Obiecuję ci Perrie - odpowiedziałam szczerze.
-Zayn po ciebie wróci. On cię kocha - kontynuowałam starając się ją pocieszyć nawet jeśli płakałyśmy we dwie.
-Zayn - płakała rozpamiętując jakąś historię.
-Zayn był na podłodze. Krwawiąc. Zabrali mnie przed tym kiedy mogłam sprawdzić czy żyje - wyszeptała, a jej czkawka powróciła. Drzwi zadrgały co oznaczało, że ktoś wszedł. Perrie przysunęła się bliżej mnie, przytulając się do mojego boku. Jason wszedł do pokoju uśmiechając się do mnie, a następnie patrząc na Perrie. Zamknął drzwi i podszedł do mnie bliżej.
-Wiesz jaki jest dzisiaj dzień, kochanie ? - zapytał miękko. Nie chciałam znać daty.
-Nie - splunęłam. Westchnął zirytowany przed kontynuowaniem.
-Jest środa. Wiesz co to znaczy ? - zaśmiał się patrząc na mnie i na dziewczynę. Obie nie odpowiedziałyśmy.
-Ty - powiedział pokazując na Perrie, a następnie na mój brzuch.
-I ty. Jesteście martwe - zaśmiał się patrząc w moje oczy.
-A później możemy zacząć nasze rodzinne dziecko - wyszeptał. Wzdrygnęłam się, czując chęć roztrzaskania jego głowy.
-Nie jestem twoja - syknęłam patrząc na moje uda.
-Powiedz to głośniej kochanie - prychnął. Wyraźnie rozbawiony.
-Nie jestem twoja. Nie jestem. Jestem Harry'ego - krzyknęłam czując pełną uczciwość przed tym kiedy została mi ona odebrana. Dygoczący ból przebiegł przez moje ciało, Perrie tchnęła zaczynając krzyczeć na Jasona kiedy coraz bardziej mnie bił, ale żaden cios nie był zadany w mój brzuch. Zostawił tę częśc na piątek.
Piątek będzie moją śmiercią.
...
Super rodział świetny !!!
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, że szybko pojawi się kolejna część <3 xxx
Jeju
OdpowiedzUsuńniecierpliwie sie coraz bardziej
kurde mam nadzieje ze pay i dziecku nic nie bedzie no i perrie i jeju zayn kurde zabilabym tych skurwysynow
Placze te rozdziarly sa straszne jak oni mogą? ?
OdpowiedzUsuńjej ojciec??
Hujj nie ojciec
*-*
OdpowiedzUsuńMasakra oby nic sie nie stalo
OdpowiedzUsuńHarry cholera mysle ze ja uratujesz
OdpowiedzUsuńOby sie dobrze skonczylo
OdpowiedzUsuńChore jak oni tak moga ??
OdpowiedzUsuńWlasny ojciec ??
Matko coraz straszniejsze te rozdzilaly
OdpowiedzUsuńJa nie moge jak słodko Jestem Harry'ego ;* Ale mam nadzieje ze Harry to słyszał i ją uratuje :D Taki cudowny rozdział <3
OdpowiedzUsuńooo matko, aż mi coś w brzuchu ;o ja pierdziele co za chuje -.- jak jej "ojciec" może pozwolić na coś takiego?! Harry, błagam... musisz uratować Pay i Perrie!
OdpowiedzUsuńHarry ratuj ją!!!
OdpowiedzUsuń