Nie wiem jak ja doszłam do tego punktu i co sprawiło, że do niego doszłam. Nie powinnam była wychodzić tej nocy. Powinnam wybiec wtedy kiedy mogłam. Powinnam powiedzieć Victorii wszystko od początku. To moja wina, że ona umarła, to moja wina, że Nate jest w tym gównie. To moja wina, że ja jestem tutaj. Wszystko jest moją winą. Czułam, jakby moja głowa została uderzona przez ciężką skałę, moje ciało nadal było zdrętwiałe i słabe. Oczy były zbyt ciężkie, by je otworzyć, a moje serce rozdarte i totalnie puste.
Mogłam poczuć delikatny dywan pod opuszkami palców, które drgały znów na twardej podłodze. Uczucie zimnego powietrza sprawiło, że kaszlnęłam i się zakrztusiłam. Otworzyłam oczy, nadal były trochę ciężkie. Położyłam się na plecach, oddychając tak, by się uspokoić. To nie działało. Usiadłam powoli i rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w jakimś lochu albo piwnicy, nie było tam żadnego światła. Nie wiedziałam nawet, że oni mieli piwnice ? Słyszałam głośne kroki z góry, nagle drzwi się otworzyły. Kroki stały się cichsze, kiedy schodziły w dół. Nagle pojawiła się Perrie, spojrzała na mnie i sprawdziła czy jestem przebudzona. Podeszła do mnie nic nie mówiąc. Na jej szczęce pojawiły się świeże siniaki. Wygląda na to, że nie tylko ja dostałam nauczkę w tym pojebanym domu.
- Bardzo mi przykro z powodu Victorii - podarowała mi sympatyczny uśmiech, klękając koło mnie. Skinęłam odwracając wzrok. Victoria była moją najlepszą przyjaciółką w Nowym Jorku, była moją jedyną przyjaciółką. Ona i Nate, też byli blisko, w czasie swoich nastoletnich lat. Kiedy następnym razem zobaczę Nate'a, wytrzepię gówno z tego drania.
- Co oni planują ze mną zrobić ? - zapytałam zachrypniętym głosem od nie mówienia przez tak długo, że tylko Bóg wie ile.
- Nie jestem pewna kochanie, nie jest mi nawet dozwolone zejść tutaj nawet na moment - wyszeptała patrząc na drzwi za moimi plecami.
- Idź ! Nie chcę, żeby cię skrzywdzili z mojego powodu, to stało się więcej niż raz - powiedziałam, odpychając ją. Westchnęła odwracając się i wracając z powrotem na górę. Pozostawiając mnie z własnymi myślami.
...
Leże na środku ciemnego pokoju, słysząc coraz mniej kroków na górze, to oznacza porę nocną, ale ja nie jestem zmęczona. Moje myśli zjadały mnie od środka, Victoria była jedną z tych myśli, wchodzących i wychodzących z mojego umysłu, pomyślałam, że widziałam ją w mojej głowie. Udawałam, że rzekomo tam jest, mówiąc sobie stać w obronie swoich myśli. Ale wiem, że jeśli bym to zrobiła to skończyłabym tak jak ona. Śmiercią. Odskoczyłam słysząc kaszlnięcie nade mną. Otworzyłam oczy widząc Louis'a. Uśmiechnął się lekko i usiadł koło mnie. Zmarszczyłam się szukając go.
- Wszystko co powiesz i tak nie pomoże, wybacz - ostrzegłam, zamykając oczy.
- Oh, nie jestem tutaj, żeby dać ci poradę - zaśmiał się cicho, ciągle siedząc tam gdzie był. Otworzyłam oczy znów go szukając zdezorientowana. Przez moją głowę przeszła myśl, by uciec, może on znowu chce mnie zgwałcić.
- Nie oto chodzi - powiedział, jakby czytał mi w myślach.
- Jestem tutaj, żeby wreszcie cię przeprosić, próbowałem powiedzieć to ostatnio, ale ty jesteś po prostu cholernie uparta, a teraz jesteś tutaj. Jestem pewien, że mnie posłuchasz i może mi wybaczysz - powiedział utrzymując kontakt wzrokowy ze mną przez cały czas, kiedy mówił.
- Tak naprawdę to już mnie to nie obchodzi Louis, to tylko burzy stare wspomnienia - powiedziałam zamykając znów oczy. Nie mogę na niego patrzeć.
- Mam dla ciebie jedzenie, Harry zaplanował, że będzie cię głodził, aż sama nie poprosisz - Louis prężył się ze śmiechu.
- Dziękuję - powiedziałam. Usłyszałam jak wstaje i jego stopy zmierzają z powrotem na górę. Zamknął za sobą drzwi pozostawiając mnie znów tylko z moimi myślami.
...
Odskoczyłam budząc samą siebie, słyszałam głośne odgłosy i krzyczenie z góry. Nawet nie zwróciłam uwagi kiedy zasnęłam. Spojrzałam koło siebie znajdując banana i trochę soku, które Louis zostawił ostatniej nocy. Szybko zjadłam i wypiłam jedzenie przed tym jak ktoś otworzył ciężko drzwi schodząc na dół dość cicho. Wkrótce pojawił się Harry. Piorunował wzrokiem zmierzając w moim kierunku. Usiadłam a on stał na przeciw mnie z niebezpieczną wysokością.
- Dlaczego chciałaś uciec ? - prychnął, spoglądając w dół na mnie z kompletnym obrzydzenie. Zadrwiłam, przesuwając się, nie będąc w stanie wstać na nogi. Ciągle są zdrętwiałe. Nie odpowiedziałam mu próbując znaleźć położenie dla moich nóg z żałosnym nie powodzeniem.
- Ponieważ, tego chcę. Nie jest to oczywiste - splunęłam. Jego oczy pokazały niewielki smutek. Nagle usłyszałam głośne krzyczenie dochodzące z góry oraz odgłos kroków schodzących w dół. Zayn i Perrie dołączyli do mnie i Harry'ego. Perrie okazywała dużo paniki i strachu. Zmarszczyłam brwi zdezorientowana, aż do czasu kiedy spojrzałam z powrotem na Harry'ego. Teraz jego oczy były czarne, takie same kiedy pierwszy raz go spotkałam. Harry ruszył w moim kierunku popychając mnie do cementowej ściany.
- Nie rozumiesz. Jesteś moja. Nie Victorii. Nie Jason'a. Nie Paul's, ale moja - prychnął tracąc nad sobą panowanie i sprawiając, że drżałam przy każdym słowie które wypowiadał.
- Odpierdol się. Straciłeś mnie. Nie rozumiesz tego Styles, zabiłeś mnie kiedy zabiłeś moją najlepszą przyjaciółkę - splunęłam, a na jego twarzy ukazał się grymas, co sprawiło, że byłam jeszcze bardziej wkurwiona. Podniosłam kolano waląc go mocno w jaja. Jego uśmieszek zniknął kiedy jęczał z bólu leżąc na ziemi.
- Cholera - mruknęłam. Najprawdopodobniej jestem martwa jak tylko on się zorientuje. Patrzyłam na Zayn'a i Perrie z wytrzeszczonymi oczami, którzy byli świadkami wszystkiego. Perrie wyglądała na zaskoczoną i pod wrażeniem. Podczas, gdy Zayn wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem. Szybko zareagowałam podnosząc moje nogi i ruszając do biegu przed Zayn'em, który spoglądał na mnie gotowy, by za mną podążać. Ugryzłam się w język biegnąc po schodach , będąc staranną, by nie potknąć się o coś i nie upaść do mojej prawdopodobniej śmierci. Słyszałam krzyki Perrie za Zayn'em, który podążał za mną. Prędko zauważyłam, że jestem w ich domu. Szybko pobiegłam przed Liam'em, który wyglądał na niemal zdezorientowanego, a potem przebiegłam po kilku schodach w górę w kierunku pokoju, który należał do Harry'ego. Weszłam do łazienki zatrzaskując i zablokowując drzwi za sobą. Oddychałam ciężko zsuwając się plecami po drzwiach, słysząc głośne pukanie i krzyczenie, każące otworzyć mi drzwi. Nie ma mowy, żebym je otowrzyłą. Cicho przeklnęłam siebie. Jak mogłam być tak głupia? Tylko wpakowałam się w gorsze kłopoty.
-------------------------------------------------------------------------
O boże ile tu się dzieje!!!!! Trudno mi tu cokolwiek skomentować, matko! hahaha
Mam nadzieję, że się wam spodoba, bo dość długo zajęło mi tłumaczenie tego rozdziału. xx
Ania <3
NEXT pojawi się jak bd 20 kom. <33
Miłego czytania
ooo matkooo
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie :)http://karolina11316.blogspot.com/
Usuńtyle akcji w jednym rozdziale
OdpowiedzUsuńjak zawsze zajebisty
OdpowiedzUsuńwarto bylo czekac
OdpowiedzUsuńpozabijają się..... nooo Payton mnie zaskakuje coraz bardziej oczywiscie pozytywnie
OdpowiedzUsuńmatkoooooo hahahah no cudooo czekałam cały tydzien ale bylo warto
OdpowiedzUsuńwchodzilam tu chyba po 4 razy dziennie i patrzylam czy jest rozdział :)
OdpowiedzUsuńzgadzam sie z wami
OdpowiedzUsuńjejuuuu bajka
OdpowiedzUsuńPAYTON NAJLEPSZA!!
OdpowiedzUsuńKOCHAM CIĘ !!
Ale super !!! Czekam na next :***
OdpowiedzUsuńPay najlepsza!!
OdpowiedzUsuńW koncu szara myszka pokazala sie troche z innej strony
OdpowiedzUsuń*-*
OdpowiedzUsuńNo coz tu duzo pisac
OdpowiedzUsuńbajeczka... cudowne. . I wg naj naj naj ♥♥♥♥
fantastyczny
OdpowiedzUsuńjak zawsze dobry
OdpowiedzUsuńjeju tyle sie dzieje
OdpowiedzUsuńjak zawsze xd
Aaaaaaaaa jestem 20000000000!!!!!!
OdpowiedzUsuń42 natychmiast
o rany
OdpowiedzUsuńooo matkoo co się dzieje ;oo Harry dupku jak możesz ją tak traktować?! -.- Payton kochanie musisz być silna <3
OdpowiedzUsuń