-Payton?-głos Perrie
zabrzmiał w pokoju. Usłyszałam jej ciężki oddech i już wiedziałam, że
mnie znalazła jednak nie chciałam na nią spojrzeć.
-Co się stało? Payton.-zapytała kładąc dłonie na moich ramionach. Mój oddech przyspieszył a serce zaczęło szybciej bić.
Spojrzałam w górę na nią
potrząsając głową. Na jej twarzy widziałam samą troskę. Zawsze się o
mnie troszczyła i nawet jeśli przeze mnie jej się oberwało, to nigdy nie
była na mnie zła. Nigdy nie była wkurwiona a teraz przechodzi przez to
samo co ja. I wciąż była silna.
-Przepraszam.-westchnęłam odchylając głowę.
-Za co?-zapytała z troską.
-Za wszystko.-odpowiedziałam patrząc na nią. Uśmiechnęła się do mnie rozglądając się po całym pokoju.
-Nie musisz przepraszać
Payton. Bądź podekscytowana.-ponownie na mnie spojrzała uśmiechając się.
Skinęłam głową spoglądając w dół na swój mały brzuszek.
-Bądź podekscytowana tym, że zostaniesz i ciocią i mamą Payton.-owinęła ramiona wokół mnie.
-W każdym razie dzwonił
Zayn i powiedział, że możemy ich odwiedzić w przyszły
piątek.-powiedziała szczęśliwym tonem odsuwając się ode mnie.
Wiedziałam, że starała się mnie uszczęśliwić jednak tylko jedna osoba
mogła to zrobić. A był on zamknięty.
-Wiesz co się stało z
Nate'm? Nie słyszałam o nim ani z nim nie rozmawiałam już od jakiegoś
czasu.-zapytałam starając się odsunąć myślami od Harry'ego.
-Myślałam, że ci powiedział. Pojechał z powrotem do Kalifornii.-odpowiedziała czekając na moją odpowiedź czego nie zrobiłam.
Wiedziałam, że pewnego
dnia będzie musiał wyjechać, ale dlaczego mi nie powiedział? Dlaczego
nie życzył mi szczęścia lub czegokolwiek, nawet się ze mną nie pożegnał.
Zmarszczyłam brwi spoglądając w dół na swoje nogi. Zawsze mącił mi w
głowie. Przypuszczam, że po prostu ma jakąś kolejną rzecz do
załatwienia.
Skinęłam głową posyłając
Perrie mały uśmiech, a po chwili wstała wyciągając do mnie dłoń, którą
chętnie przyjęłam wstając z jej pomocą.
...TYDZIEŃ PÓŹNIEJ-PIĄTEK...
Przygotowałam się na
dzisiejszy dzień i zeszłam po schodach. Perrie obecnie była u Louis'a i
Arii, pomagając im w jakichś rzeczach.
Perrie powiedziała, że
nie mogę z nią jechać, co było zarządzeniem Harry'ego. Wciąż nie
rozumiałam, dlaczego go posłuchała, mam na myśli to, że wcześniej wiele
razy była mu nieposłuszna.
Moje oczy skupione były
na wielkim oknie, z którego rozpościerał się widok na podwórko. Na
zewnątrz było pięknie jednak nie miałam pozwolenia, by chociaż wystawić
stopę poza próg domu. Nawet jeśli Harry był przymknięty, to nadal miał
nade mną całkowitą kontrolę a ja tego nienawidziłam.
Wolałabym być tutaj z
nim niż być trzymana pod kluczem. Nie wiedział, że wychodziłam z domu
dopóki Perrie mu o tym nie powiedziała co sądzę, że nie powinna tego
robić.
Wstałam z kanapy i
skierowałam się do ogrodu, w którym jeszcze nie byłam. Widziałam go z
okna z sypialni jednak nigdy w nim nie byłam. Otworzyłam drzwi i
pierwsze kroki skierowałam na schody, które prowadziły w dół na wielką,
zieloną trawę.
Uśmiechnęłam się chodząc
na boso po trawie. Dziwnie się czułam będąc na zewnątrz. Wystawiając na
promienie słoneczne swoją bladą skórę, która z pewnością trochę się
opali.
Ponownie się
uśmiechnęłam, gdy położyłam się na trawie spoglądając w górę na
niebieskie niebo, na którym gdzieniegdzie znajdowały się białe chmury.
Zamknęłam oczy napawając się tym wszystkim.
Usłyszałam jak tylne
drzwi się zamykają jednak nie fatygowałam się otworzeniem oczu i
zerknięciem w tamtym kierunku wiedząc, że to Perrie. Jej kroki zbliżały
się coraz bliżej i bliżej do momentu, gdy nad sobą mogłam poczuć jej
obecność.
-Co robisz na zewnątrz
Payton? Wiesz, że Harry nie chce, żebyś to robiła.-odezwała się Perrie
strasznie dramatyzując. Westchnęłam otwierając oczy zauważając, że
znajduje się tuż nade mną, panicznie rozglądając się po ogrodzie.
-O co chodzi? Przecież
nie pójdę pieszo do Kalifornii.-zaśmiałam się siadając. Wstałam na równe
nogi, po czym Perrie szybko chwyciła mnie za rękę ciągnąc mnie do
środka w stronę drzwi frontowych, a następnie popchnęła mnie do
samochodu i sama również szybko do niego wsiadła blokując za nami drzwi.
Prędko odpaliła auto wycofując i szybko wyjeżdżając z podjazdu.
-Co się dzieje?-zapytałam marszcząc brwi. Przyjaciółka odwróciła się do mnie.
-Zadzwonił do mnie Paul,
gdy byłam u Louis'a w domu. Powiedział mi, że cię obserwuje Payton.
Mógł cię zabrać.-westchnęła głęboko zanim kontynuowała. -Przepraszam,
ale muszę powiedzieć Harry'emu, że byłaś na zewnątrz.-dokończyła, a ja
otworzyłam usta przyglądając się jej.
-Co? Nie, nie możesz. Wiesz, co on mi zrobi Perrie. Proszę.-błagałam kręcąc głową.
-Przepraszam Payton.-znowu westchnęła, teraz już w ogóle na mnie nie patrząc. Jęknęłam odwracając się i wlepiłam wzrok za okno.
Gdy dojechaliśmy do więzienia, skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej i zaczęłam kierować się w stronę drzwi bez Perrie.
Dotarłam do biura, gdzie
siedziało wkurzone babsko. Spojrzała do góry, gdy obok mnie stanęła
Perrie i powiedziała to samo co ostatnim razem.
Dwóch mężczyzn ponownie
nas przeszukało, po czym zaprowadzili nas do tego samego pomieszczenia.
Zajrzałam do środka i spostrzegłam, że dwóch chłopaków już czekało przy
metolowym stole.
Obydwoje spojrzeli w górę na mnie i Perrie, po czym uśmiechnęli się kiedy do nich podeszłyśmy.
-O co chodzi?-zapytał Zayn zauważając mój i Perrie wyraz twarzy. Ja byłam oczywiście wkurwiona.
Zajęłam miejsce
naprzeciwko Harry'ego, a jego oczy wylądowały na mnie. Od razu wiedział,
że coś jest nie tak. Chwycił moje dłonie w swoje, rozplątując je z
mojej klatki piersiowej.
-O Paul'a.-odpowiedziała
Perrie wystarczająco głośno, gdy zajęła miejsce obok mnie naprzeciwko
Zayn'a. Harry wzdrygnął dłonią na dźwięk jego imienia, a jego głowa
odwróciła się w moim kierunku.
-Mów dalej.-warknął Harry zacieśniając swoje dłonie na moich jednak jej nie puściłam.
-Zadzwonił do mnie, gdy
sprawdzałam jak się ma Louis i Aria. Powiedział mi, że był w domu, gdzie
była Payton. Przyjechałam do domu najszybciej jak umiałam jednak z
Payton było wszystko w porządku. Była nawet na zewnątrz.-wyszeptała
ostatnie zdania, ale Harry i tak doskonale usłyszał. Jego dłoń jeszcze
bardziej zacieśniła się na moich jeśli to w ogóle było możliwe. Swój
wzrok cały czas miałam utkwiony na naszych dłoniach.
-Dlaczego kurwa była na zewnątrz?-warknął do Perie wiedząc już, że mu nie odpowiem.
-Nie pytaj mnie. Harry,
trzymasz ją w tym domu zamkniętą pod kluczem. To był pierwszy i ostatni
raz, obiecuję.-Perrie starała się go uspokoić jednak to nie zadziałało.
To nigdy się nie udaje.
-Powiedz mi Payton,
dlaczego wystawiłaś nogę poza ten dom, czy ty wiesz jakie to było
głupie? Mogłaś doprowadzić do swojej śmierci.-splunął. Czułam na sobie
jego zimne spojrzenie lecz w dalszym ciągu nie chciałam unieść wzroku.
-Przesadzasz.-szepnęłam w odpowiedzi.
-JA PRZESADZAM!?-wtedy
wrzasnął uderzając pięściami w stół. Wzdrygnęłam się, szybko
przyciągając dłonie do swojego ciała. –ZNASZ JEBANE ZASADY!!-ponownie
wrzasnął a wtedy wstałam na nogi czując ciepłe łzy spływające po moich
policzkach. Nie spojrzałam na niego, gdy wyszłam z pokoju,
przyspieszając kroku kiedy usłyszałam jego wrzaski za mną, bym wróciła.
Nogi zaprowadziły mnie
na zewnątrz więzienia. Obraz miałam teraz całkowicie zamazany przez łzy.
To było to. Puściły mi nerwy i straciłam nad sobą panowanie.
~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz