niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział 63

Zajęło mi przynajmniej kolejną godzinę, by w końcu uświadomić sobie, że przeciwstawiłam się Harry'emu po raz pierwszy, istotny raz. Byłam pod ogromnym wrażeniem, ale i również zawiedziona tym, co zrobiłam.

Nigdy nikogo ani nic nie uderzyłam w swoim życiu a mimo to sprawił, że się zezłościłam i nie potrafiłam się kontrolować. Złość na niego pozostawiła mnie samą na tym świecie a ja naprawdę najbardziej go potrzebowałam.

Doprowadził mnie do wściekłości i mimo tego byłam całkowicie, szczerze i szaleńczo zakochana. Mamy taki kochania-nienawiści związek, czego nienawidziłam. Tak bardzo.

Byłam właśnie zamknięta w łazience i siedziałam w wannie. To również coś, czego nie mogłabym robić, gdyby Harry tutaj był. Ale jego nie było.

Jeszcze nie rozmawiałam z Perrie. Wciąż byłam odrobinę zła, że wydała mnie w ten sposób. Wiedziałam, że musiała to powiedzieć, by dokończyć swoje zdanie jednak mogła pominąć kilka faktów.

Wyszłam z wanny, po czym się wysuszyłam zanim przebrałam się w spodnie od piżamy i jedną z bluz Harry'ego. Swoim mokrym włosom pozwoliłam swobodnie opadać na plecy.

-PAYTON!!!!-usłyszałam krzyki Perrie dochodzące z dołu. Gwałtownie odwróciłam głowę w kierunku drzwi, po czym potykając się wyszłam z łazienki i szybko zbiegłam na dół. Znalazłam ją w kuchni ze spuszczoną głową wpatrującą się w podłogę.

Również spojrzałam w dół dostrzegając małą kałużę wokół niej. Stłumiłam okrzyk szybko zdając sobie sprawę co się stało.

-Cholera jasna.-wymamrotałam pod nosem szybko podchodząc do Perrie. Chwyciłam ją za talię, prędko wyprowadzając ją na zewnątrz.

-Moje torby są w środku Payton.-ponagliła Perrie. Przytaknęłam zamykając za nią drzwi od samochodu i biegiem ruszyłam do domu.

Wróciłam do samochodu, szybko kierując się do szpitala. Perrie szybko i ciężko oddychała, odchylając głowę w tył na siedzenie. Starałam się skupić na drodze.

Po chwili zdjęła moja dłoń z kierownicy i mocno ją ścisnęła.

-Przepraszam Payton.-jęknęła płaczliwie. Jej głos był napięty.

W końcu dojechałyśmy do szpitala. Przeszłam przez drzwi z Perrie przy moim boku, prowadząc ją do recepcji.

-Wody jej odeszły.-powiedziałam przejęta. Pielęgniarka skinęła głową uśmiechając się, po czym przyniosła wózek, sadzając ją na nim. Szłam za nimi korytarzem do pokoju na jego końcu.

Kobieta podała jej koszulę szpitalną, po czym wyszła mówiąc, że wróci, gdy będziemy gotowe.

-Posłałam Perrie uspokajający uśmiech. Pomogłam jej zdjąć ubrania i ubrać koszulę bez pleców. Następnie położyła się na łóżku, a jej twarz wykrzywiała się z bólu.

-P...proszę zadzwoń do Zayn'a.-szepnęła chwytając się za brzuch. Skinęłam głową i nic nie mówiąc wyjęłam jej telefon i wyszłam z pokoju. Wybrałam numer do więzienia pytając, czy mogłabym rozmawiać z Zayn'em i że to nagły przypadek.

-Halo?-po chwili przez telefon usłyszałam jego głos. Uśmiechnęłam się spuszczając głowę. Nie miał pojęcia.

-Perrie rodzi Zayn.-odezwałam się łagodnie. Przez chwilę była cisza zanim na linii zupełnie nic nie było słychać. Zmarszczyłam brwi spoglądają na ekran telefonu Perrie, który pokazywał, że połączenie zostało przerwane. Dlaczego miałby się rozłączyć?

Uśmiechnęłam się wchodząc z powrotem do sali zauważając, że pielęgniarka wróciła i starała się trochę uspokoić dziewczynę. Położyłam telefon obok niej na stoliku.

-Co powiedział?-zapytała leżąc w jednym miejscu, robiąc wszystko co może, by się nie ruszać.

-Powiedział, że cię kocha i że jest w drodze.-uśmiechnęłam się do niej. Nie chciałam dawać jej fałszywej nadziei jednak to była jedyna rzecz, która nie mogłaby jej w tym momencie złamać. Mały uśmiech pojawił się na jej twarzy, po czym ponownie na mnie spojrzała.

-Boję się Payton.-westchnęła. Skinęłam głową siadając na krześle obok niej a następnie złapałam za jej prawą dłoń, robiąc co w mojej mocy, aby ją uspokoić.

...

Po trzech godzinach krzyków i zaskakującego znoszenia bólu przez Perrie, nadszedł czas na znieczulenie zewnątrzoponowe. Dziewczyna sapnęła, mocno ściskając moją dłoń, kiedy igła przeszyła jej plecy.

Zamknęłam oczy, gdyż nie byłam pewna czy dam radę patrzeć na wielką igłę. Usłyszałam huk dochodzący gdzieś za sobą jednak szybko go zignorowałam.

-Dobrze, już czas być zaczęła przeć Perrie, jesteś gotowa?-zapytała pielęgniarka, podczas gdy z korytarza zabrzmiał kolejny huk. Zmarszczyłam brwi odwracając się i spoglądając na drzwi, gdy nadeszło kolejne uderzenie i drzwi gwałtownie się otworzyły.

Zayn szybko wbiegł do środka zauważając mnie i Perrie. Uśmiechnął się biegnąc do dziewczyny, po czym cmoknął ją w usta i złapał za jej drugą dłoń, stojąc po przeciwnej stronie mnie.

-Proszę pana, przepraszam, ale wasza dwójka nie jest upoważniona do przebywania tutaj.-powiedziała stanowczo pielęgniarka. Dwójka?

Zmarszczyłam brwi oglądając się za siebie. Moje oczy się powiększyły a w ustach mi zaschło, gdy dostrzegłam go opierającego się o framugę drzwi. Nie spuszczał ze mnie wzroku.

-Nie wychodzę.-splunął ostro Zayn zwracając się do pielęgniarki, podczas gdy ja utrzymywałam swoje spojrzenie na Harry'm. Jego wzrok mówił mi, bym natychmiast uciekała. Jednak ja nie chciałam. Tym razem nie planowałam uciekać.

Stawiając długie kroki, zajęło mu mniej niż sekundę kiedy znalazł się obok mnie. Wzdrygnęłam się nieznacznie, gdy uścisk na moim biodrze się zacieśnił.

Głośne krzyki Perrie odwróciły moją uwagę od Harry'ego i zauważyłam jak pielęgniarka wraz z Zayn'em krzyczą na siebie nawzajem. Zayn był gotów wybuchnąć i zrobić coś, czego by nie chciał.

-Jest dobrze Perrie.-odezwałam się do niej delikatnie. Jej dłoń nadal spoczywała w mojej, a gdy chciałam podejść do niej jeszcze bliżej, zostałam pociągnięta przez Harry'ego. Czekał. Czekał, aż będziemy sami. Coś, na co nie czekałam z niecierpliwością.

Jedna rzecz jaka zaprzątała mi głowę to jak do cholery oni wyszli z więzienia?!

~*~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K