Zajęło mi przynajmniej
kolejną godzinę, by w końcu uświadomić sobie, że przeciwstawiłam się
Harry'emu po raz pierwszy, istotny raz. Byłam pod ogromnym wrażeniem,
ale i również zawiedziona tym, co zrobiłam.
Nigdy nikogo ani nic nie
uderzyłam w swoim życiu a mimo to sprawił, że się zezłościłam i nie
potrafiłam się kontrolować. Złość na niego pozostawiła mnie samą na tym
świecie a ja naprawdę najbardziej go potrzebowałam.
Doprowadził mnie do
wściekłości i mimo tego byłam całkowicie, szczerze i szaleńczo
zakochana. Mamy taki kochania-nienawiści związek, czego nienawidziłam.
Tak bardzo.
Byłam właśnie zamknięta w
łazience i siedziałam w wannie. To również coś, czego nie mogłabym
robić, gdyby Harry tutaj był. Ale jego nie było.
Jeszcze nie rozmawiałam z
Perrie. Wciąż byłam odrobinę zła, że wydała mnie w ten sposób.
Wiedziałam, że musiała to powiedzieć, by dokończyć swoje zdanie jednak
mogła pominąć kilka faktów.
Wyszłam z wanny, po czym
się wysuszyłam zanim przebrałam się w spodnie od piżamy i jedną z bluz
Harry'ego. Swoim mokrym włosom pozwoliłam swobodnie opadać na plecy.
-PAYTON!!!!-usłyszałam
krzyki Perrie dochodzące z dołu. Gwałtownie odwróciłam głowę w kierunku
drzwi, po czym potykając się wyszłam z łazienki i szybko zbiegłam na
dół. Znalazłam ją w kuchni ze spuszczoną głową wpatrującą się w podłogę.
Również spojrzałam w dół dostrzegając małą kałużę wokół niej. Stłumiłam okrzyk szybko zdając sobie sprawę co się stało.
-Cholera jasna.-wymamrotałam pod nosem szybko podchodząc do Perrie. Chwyciłam ją za talię, prędko wyprowadzając ją na zewnątrz.
-Moje torby są w środku Payton.-ponagliła Perrie. Przytaknęłam zamykając za nią drzwi od samochodu i biegiem ruszyłam do domu.
Wróciłam do samochodu,
szybko kierując się do szpitala. Perrie szybko i ciężko oddychała,
odchylając głowę w tył na siedzenie. Starałam się skupić na drodze.
Po chwili zdjęła moja dłoń z kierownicy i mocno ją ścisnęła.
-Przepraszam Payton.-jęknęła płaczliwie. Jej głos był napięty.
W końcu dojechałyśmy do szpitala. Przeszłam przez drzwi z Perrie przy moim boku, prowadząc ją do recepcji.
-Wody jej
odeszły.-powiedziałam przejęta. Pielęgniarka skinęła głową uśmiechając
się, po czym przyniosła wózek, sadzając ją na nim. Szłam za nimi
korytarzem do pokoju na jego końcu.
Kobieta podała jej koszulę szpitalną, po czym wyszła mówiąc, że wróci, gdy będziemy gotowe.
-Posłałam Perrie
uspokajający uśmiech. Pomogłam jej zdjąć ubrania i ubrać koszulę bez
pleców. Następnie położyła się na łóżku, a jej twarz wykrzywiała się z
bólu.
-P...proszę zadzwoń do
Zayn'a.-szepnęła chwytając się za brzuch. Skinęłam głową i nic nie
mówiąc wyjęłam jej telefon i wyszłam z pokoju. Wybrałam numer do
więzienia pytając, czy mogłabym rozmawiać z Zayn'em i że to nagły
przypadek.
-Halo?-po chwili przez telefon usłyszałam jego głos. Uśmiechnęłam się spuszczając głowę. Nie miał pojęcia.
-Perrie rodzi
Zayn.-odezwałam się łagodnie. Przez chwilę była cisza zanim na linii
zupełnie nic nie było słychać. Zmarszczyłam brwi spoglądają na ekran
telefonu Perrie, który pokazywał, że połączenie zostało przerwane.
Dlaczego miałby się rozłączyć?
Uśmiechnęłam się
wchodząc z powrotem do sali zauważając, że pielęgniarka wróciła i
starała się trochę uspokoić dziewczynę. Położyłam telefon obok niej na
stoliku.
-Co powiedział?-zapytała leżąc w jednym miejscu, robiąc wszystko co może, by się nie ruszać.
-Powiedział, że cię
kocha i że jest w drodze.-uśmiechnęłam się do niej. Nie chciałam dawać
jej fałszywej nadziei jednak to była jedyna rzecz, która nie mogłaby jej
w tym momencie złamać. Mały uśmiech pojawił się na jej twarzy, po czym
ponownie na mnie spojrzała.
-Boję się
Payton.-westchnęła. Skinęłam głową siadając na krześle obok niej a
następnie złapałam za jej prawą dłoń, robiąc co w mojej mocy, aby ją
uspokoić.
...
Po trzech godzinach
krzyków i zaskakującego znoszenia bólu przez Perrie, nadszedł czas na
znieczulenie zewnątrzoponowe. Dziewczyna sapnęła, mocno ściskając moją
dłoń, kiedy igła przeszyła jej plecy.
Zamknęłam oczy, gdyż nie
byłam pewna czy dam radę patrzeć na wielką igłę. Usłyszałam huk
dochodzący gdzieś za sobą jednak szybko go zignorowałam.
-Dobrze, już czas być
zaczęła przeć Perrie, jesteś gotowa?-zapytała pielęgniarka, podczas gdy z
korytarza zabrzmiał kolejny huk. Zmarszczyłam brwi odwracając się i
spoglądając na drzwi, gdy nadeszło kolejne uderzenie i drzwi gwałtownie
się otworzyły.
Zayn szybko wbiegł do
środka zauważając mnie i Perrie. Uśmiechnął się biegnąc do dziewczyny,
po czym cmoknął ją w usta i złapał za jej drugą dłoń, stojąc po
przeciwnej stronie mnie.
-Proszę pana,
przepraszam, ale wasza dwójka nie jest upoważniona do przebywania
tutaj.-powiedziała stanowczo pielęgniarka. Dwójka?
Zmarszczyłam brwi
oglądając się za siebie. Moje oczy się powiększyły a w ustach mi
zaschło, gdy dostrzegłam go opierającego się o framugę drzwi. Nie
spuszczał ze mnie wzroku.
-Nie wychodzę.-splunął
ostro Zayn zwracając się do pielęgniarki, podczas gdy ja utrzymywałam
swoje spojrzenie na Harry'm. Jego wzrok mówił mi, bym natychmiast
uciekała. Jednak ja nie chciałam. Tym razem nie planowałam uciekać.
Stawiając długie kroki,
zajęło mu mniej niż sekundę kiedy znalazł się obok mnie. Wzdrygnęłam się
nieznacznie, gdy uścisk na moim biodrze się zacieśnił.
Głośne krzyki Perrie
odwróciły moją uwagę od Harry'ego i zauważyłam jak pielęgniarka wraz z
Zayn'em krzyczą na siebie nawzajem. Zayn był gotów wybuchnąć i zrobić
coś, czego by nie chciał.
-Jest dobrze
Perrie.-odezwałam się do niej delikatnie. Jej dłoń nadal spoczywała w
mojej, a gdy chciałam podejść do niej jeszcze bliżej, zostałam
pociągnięta przez Harry'ego. Czekał. Czekał, aż będziemy sami. Coś, na
co nie czekałam z niecierpliwością.
Jedna rzecz jaka zaprzątała mi głowę to jak do cholery oni wyszli z więzienia?!
~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz