Po wielu krzykach i bólu zwłaszcza ze strony Perrie, urodziła się piękna dziewczynka. O imieniu Marlee Maree Malik.
Był to naprawdę
niezapomniany moment. Sposób, w jaki zaświeciły się oczy Perrie i Zayn'a
na widok małego niemowlaka, którego oboje stworzyli. To było piękne,
ich mała, własna rodzina. I chyba najważniejsze było to, że ojciec
faktycznie tego dokonał, był przy nich.
Harry wciąż trzymał mnie
w ciasnym uścisku. Byłam dosłownie przyklejona do niego przez ostatnią
godzinę. Muszę jeszcze z nim porozmawiać, na co nie czekałam z
niecierpliwością. W ogóle.
-Chcesz ją potrzymać
Payton?-zapytała delikatnie Perrie, wyraźnie wykończona. Uśmiech pojawił
się na moich ustach, gdy przytaknęłam wyciągając dłonie. Wtedy Perrie
podała mi dziewczynkę, która cicho spała w moich ramionach.
Samo oglądanie jej było
wspaniałe. Spojrzałam w górę na Harry'ego zauważając, że również
uśmiechał się do małej Marlee w moich ramionach.
-Idealnie. Jest cudowna Perrie.-szepnęłam wciąż nią urzeczona.
Poruszyłam się
delikatnie starając się oderwać od ramion Harry'ego jednak poległam.
Zmarszczyłam brwi oraz spiorunowałam go wzrokiem i usłyszałam cichy
śmiech obok siebie. Spojrzałam w tamto miejsce dostrzegając
uśmiechającego się Zayn'a, który zabrał Marlee z moich ramion.
-Będziemy szli, będzie z wami okej?-w końcu powiedział Harry. Otworzyłam usta zaskoczona tym, że się odezwał i co powiedział.
-Ja nie wychodzę
Harry.-odezwałam się starając się wyrwać z jego ramion, na co ponownie
poległam. Zignorował mnie czekając na odpowiedź Perrie i Zayn'a.
-Harry zrobię to co
powiedziałam.-splunęłam znowu wiercąc się w jego uścisku. Fuknęłam w
końcu się poddając. Na mojej talii na pewno jutro pojawią się siniaki.
-Tak, wyjdziemy tak
szybko jak tylko będziemy mogli. Spotkamy was tam z Liam'em i
Niall'em.-odpowiedział Zayn, w dalszym ciągu trzymając Marlee w
ramionach. Harry skinął głową odwracając się do mnie na chwilę, po czym
przewrócił oczami chwytając mnie za nadgarstek.
-Gdzie my do cholery idziemy?!-zapytałam zdezorientowana będąc ciągnięta przez szpitalne korytarze.
-Jak widać wychodzimy,
myślisz, że mieliśmy wyjść z więzienia tak wcześnie?-odpowiedział coraz
bardziej się irytując. Westchnęłam ciężko, w końcu przyśpieszając, idąc
tym samym tempem co Harry.
Zmarszczka na moim czole
jeszcze bardziej się pogłębiła. Oni nie mieli wyjść z więzienia.
Zwiali. Po chwili pociągnął mnie gwałtownie za talię mówiąc, bym szła
szybciej.
Wreszcie dotarliśmy na
zewnątrz, po czym Harry podszedł do samochodu Perrie wskakując do środka
i oczekując aż zrobię to samo, co zrobiłam. Żadne z nas nie odezwało
się do siebie ani słowem. Odpalił samochód i odjechał.
-Jesteś zły?-szepnęłam
kładąc dłonie na kolana. Jeśli mam być szczera, to byłam przerażona.
Wszystko co robi to bicie. On chce bym cierpiała i chce przyglądać się
temu jak cierpię przez swoje własne konsekwencje.
-Dlaczego miałabyś tak
pomyśleć?-syknął nadal na mnie nie patrząc natomiast ja przyglądałam się
jego twarzy. Jego szczęka była zaciśnięta, gdy czekał na moją
odpowiedź. Był on sarkastyczny czy to była pułapka?
-Ponieważ się do mnie
nie odzywasz.-odpowiedziałam, ponownie szepcząc. Prychnął i na chwilę na
mnie spojrzał, po czym z powrotem skupił się na drodze.
-Gdybym był wkurzony,
pokazałbym ci to w szpitalu. Czy obchodzi mnie to czy ktoś mnie zobaczy?
Już jestem poszukiwanym facetem Payton.-ponownie syknął. Jego szczęka
coraz bardziej się napinała.
-Byłaś zła, rozumiem to.
Ale jeśli odważysz się znowu zaczynać ze mną to gówno, stracę kontrolę i
nie wiem jaki będzie tego wynik.-ostrzegł, ściskając kierownicę.
-Zrobię to. Nie chcesz
wiedzieć co zamierzałem ci zrobić w tym pomieszczeniu w więzieniu. To
było okropne.-splunął przeczesując dłonią włosy, drugą dłoń cały czas
trzymając na kierownicy.
Bardziej zsunęłam się z siedzenia. Nie chciałam wiedzieć co myślał. Jednak z pewnością wiedziałam, że to było złe.
Celowo skrzywdziłby nasze dziecko?
Celowo skrzywdziłby nasze dziecko?
-Okej.-odpowiedziałam odwracając się do okna. W tej chwili nie chciałam z nim rozmawiać.
Gdy skręciliśmy w złą
ulicę, zmarszczyłam brwi ponownie spoglądając na Harry'ego, czekając na
jego wyjaśnienie. Czego nie zrobił.
-Gdzie jedziemy?-w końcu
przypomniałam sobie jego rozmowę z Zayn'em, kiedy nie odpowiedział na
stwierdzenie przyjaciela. Czekałam, jednak nadal nie odpowiadał.
-Jestem poszukiwanym
facetem. Opuszczamy Las Vegas. Przestań zadawać pytania.-odpowiedział
ostro. Jęknęłam, wczepiając się w fotel. Zerknęłam na niego, po czym
ponownie utkwiłam wzrok za okno.
-Dlaczego jesteś taki
opryskliwy? Pytam gdzie jedziemy, co jest dobrym pytaniem, gdyż nie mam
pojęcia.-odpyskowałam. Miałam dość jego zachowania.
-Przestań Payton. Nie
chcę byś w to wszystko była wplątana z cholernego powodu.-warknął, przez
cały czas patrząc na przód. Prychnęłam przewracając oczami gotowa, by
mu wygarnąć.
-Zostałam w to wszystko
wplątana od samego początku, wplątałeś mnie kiedy zmusiłeś mnie do ślubu
z tobą Harry. Jestem wplątana, a jeśli jesteś zbyt ślepy, by to
zobaczyć...-przerwałam nie chcąc kończyć zdania. Wiem, że to prawda.
Nigdy by mnie nie pokochał, nie wie jak.
-PRZESTAŃ KIEROWAĆ TO DO
MNIE. POWIEDZIAŁEM CI KIEDY KURWA WYJEŻDŻALIŚMY PAYTON. NIE CHCĘ TEGO Z
TOBĄ ZACZYNAĆ!!!-teraz krzyczał zatrzymując samochód na poboczu. Jego
oddech był nierówny. Oparł głowę na kierownicy starając się uspokoić.
-Nic nie mów.-powiedział
unosząc dłoń. Znowu fuknęłam, w dalszym ciągu przerażona tym, że mógłby
tak na mnie nawrzeszczeć. Odwróciłam się w miejscu odpinając pas i
chcąc otworzyć drzwi jednak zanim mogłam je otworzyć i wrócić z powrotem
do szpitala, drzwi automatycznie się zamknęły.
Zmarszczyłam brwi odwracając się do Harry'ego spostrzegając, że teraz się na mnie gapił.
-Ostrzegałem cię. A
teraz jesteś tą, która ucieka? To jest to co zrobisz Payton? Ponieważ
ukarzę cię za każdym kolejnym razem jak to zrobisz. Nie obchodzi mnie
kurwa czy jesteś w ciąży, w dalszym ciągu musisz wiedzieć, gdzie jest
twoje cholerne miejsce.-warknął nisko, przez cały ten czas patrząc na
mnie ze zmrużonymi oczami.
Nie odpowiedziałam i odwróciłam głowę, kuląc się w siedzeniu.
-Odpowiedz mi Payton zanim zrobię coś czego będę żałować.-powiedział przez zaciśnięte zęby, wzrok nadal utrzymując na mnie.
-Nie dociera do ciebie
to co mówię Harry, jesteś zbyt dominujący i zaborczy. To nie jest nasz
związek ani rodzina, którą wkrótce zostaniemy. Jesteś tylko ty. I każesz
żonę, która jest w ciąży z twoim dzieckiem. Dlaczego nie możesz
zrozumieć mojego punktu widzenia, postawić się w mojej sytuacji. Nie mam
nic do powiedzenia we wszystkim co robię. Nie mam nic oprócz ciebie,
nawet miłości, ponieważ musze cię kochać.-na końcu mój głos się załamał,
a po moich policzkach spływały łzy jednak w dalszym ciągu nie chciałam
na niego spojrzeć.
-Wychodź.-splunął.
Spojrzałam na niego zszokowana. Jego usta były zaciśnięte w wąską linię.
Wahałam się nie będąc pewna czego on ode mnie oczekuje.
-NIE SŁYSZAŁAŚ MNIE?!
WYŁAŹ DO CHOLERY!!-teraz wrzasnął otwierając moje drzwi i praktycznie
wypchnął mnie za drzwi. Sapnęłam uderzając o ziemię. Fuknął, po czym
zamknął drzwi i odjechał.
Głośno westchnęłam wstając. Otrzepałam tyłek, rozglądając się w lewo i w prawo. Jęknęłam zaczynając iść z powrotem do szpitala. Miałam nadzieje, że Perrie i Zayn jeszcze nie wyszli.
~*~
Głośno westchnęłam wstając. Otrzepałam tyłek, rozglądając się w lewo i w prawo. Jęknęłam zaczynając iść z powrotem do szpitala. Miałam nadzieje, że Perrie i Zayn jeszcze nie wyszli.
~*~
Na zdjęciu Marlee Maree Malik z Zayn'em :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz