wtorek, 10 maja 2016

Rozdział 68

Payton

Obudziłam się, jednak nie chciałam tego nikomu pokazać. Chciałam się schować w swojej własnej skórze i po prostu na nikogo nie patrzeć ani z nikim nie rozmawiać. Wiedziałam, że jestem w szpitalu, słyszałam ciche kroki oraz głośne pikanie monitora. Moje ciało było okryte szpitalną pościelą a po pokoju rozchodziło się ciche mamrotanie.

Ból pulsował po całym moim ciele, był prawie nieznośny jednak wszystko w sobie trzymałam. Mój powolny oddech stawał się coraz szybszy. Musiałam otworzyć oczy prędzej czy później. Muszę stanąć twarzą w twarz ze wszystkimi, nie było ucieczki.

Otworzyłam oczy mrużąc je przez jasność jaka panowała w pomieszczeniu, światło prawie mnie oślepiało. Usłyszałam szuranie, a następnie czyjąś dłoń na ramieniu. Szybko się wzdrygnęłam, odsuwając rękę.

Spojrzałam, by znaleźć Perrie, która marszczyła na mnie brwi. Jej oczy były czerwone i opuchnięte. Nie powinna płakać z mojego powodu. Nie jestem tego warta.

-Oh Boże Payton.-wychlipała owijając ramiona wokół mnie, przyciągając moje obolałe i wyczerpane ciało do swojego ciepłego i kojącego.

W dalszym ciągu nie chciałam się odezwać, po prostu z całej siły owinęłam ramię wokół niej. Gdy tylko się odsunęła, rozejrzałam się znajdując jedynie Louis'a po przeciwnej stronie pokoju. Wyglądał jakby spał, ale nie byłam pewna.

-Payton nie masz pojęcia jak długo czekałam, by ponownie ujrzeć te oczy. Myślałam, że to zajmie o wiele dłużej.-ponownie wychlipała, ocierając oczy. Zmarszczyłam brwi spoglądając na nią, jak długo byłam nieprzytomna?

Szybko spojrzałam pod pościel. Sapnięcie, które miało wylecieć z moich ust, nie wyleciało. Nie byłam zaskoczona lecz bardzo zawiedziona. To dziecko mogło zostać zaadoptowane przez kochającą rodzinę. Wychowywać się w kochającym domu na tym świecie.

-Jak długo byłam nieprzytomna Perrie?-zapytałam, nadal zaglądając pod kołdrę. Moje ciało pokrywały siniaki i wyglądało jakby połowa z nich była wygojona.

-Dwa tygodnie Payton.-chwyciła mnie za dłoń.

-Przepraszam. Wplątałam się w to całe gówno i pociągnęłam wszystkich za sobą. I tym razem to zabrało jedno życie.-westchnęłam, nie pozwalając wypłynąć ani jednej łzie, on zabrał mi ich już zbyt wiele.

-Nie przepraszaj Payton, nic z tego nie było twoją winą.-powiedziała przez zaciśnięte zęby.

-Jak długo mam tutaj zostać?-zapytałam, a mój głos od czasu do czasu się załamywał. Zignorowałam to co powiedziała z pewnego powodu. Nie wierzyłam jej.

-Kolejny tydzień od momentu kiedy się obudzisz.-westchnęła.

-Okej.-wymamrotałam, z powrotem kładąc głowę na poduszkę i odwracając wzrok w inną stronę. Chciałabym, aby ktoś mnie przed tym uchronił, zabrał mnie ze sobą, tak bym ponownie mogła zobaczyć Victorię.

                                         ...6 dni później...

Minął prawie tydzień odkąd się wybudziłam i jutro miałam wyjść, co nie było tym czego chciałam. Ten dom czy hotelowy pokój nie jest moim domem. Mój dom jest z Nate'm w Nowym Jorku.

Perrie została tutaj ze mną, a od czasu do czasu wychodziła sprawdzić jak się ma Marlee. Zayn nie pozwolił jej przyprowadzić tutaj dziecka. Nie rozumiem dlaczego, jednak była to po prostu jego zaborczość. Nie widziałam jeszcze żadnego z chłopaków, z wyjątkiem Louis'a, ale wiedziałam, że jedynym powodem, dla którego tutaj był jest to, że jest jedynym, który nie jest poszukiwany.

Po chwili zostałam odciągnięta od swoich myśli, słysząc jakieś wrzaski dochodzące z korytarza. Jedynie zgadywałam, że to któryś z chłopaków, a oni nie mają pozwolenia tutaj przychodzić.

Perrie, która siedziała obok mnie, zmarszczyła brwi spoglądając na drzwi. Następnie zdezorientowana spojrzała na mnie, po czym ruszyła w stronę drzwi. Powoli je otworzyła i zerknęła na zewnątrz zanim nie zamknęły się przed jej twarzą. Odskoczyła do tyłu zauważając stojącego w progu Harry'ego. Jego oczy były skupione na mnie.

Wypuściłam powietrze, powoli odwracając od niego wzrok. Usiadłam, spoglądając w dół na swoje skrzyżowane nogi.

-Nie powinno cię tutaj być Harry, właśnie miałyśmy ją przebrać i iść do domu.-szepnęła głośno Perrie, co wyszło prawie jak krzyk.

-Wyjdź Perrie.-syknął do niej. W dalszym ciągu nie unosiłam wzroku, nie słysząc nic oprócz ponownie zamykających się drzwi i już wiedziałam, że jestem w pokoju sama z nim.

-Payton, proszę spójrz na mnie.-załkał, znajdując się obok mnie. Wciąż nie widziałam potrzeby, aby na niego spojrzeć. To nie sprawi, że go znowu polubię. I zdecydowanie nie będę słychać tego co mówi mi, bym zrobiła.

-Proszę.-mruknął, głos mu się nieznacznie załamywał. Westchnęłam unosząc głowę by zauważyć, że znajduję się obok mnie przy łóżku.

-Oh Boże, kochanie tak bardzo przepraszam.-załkał. Łzy pojawiły się w jego oczach, ale żadna z nich nie wypłynęła. Cały czas się w niego wpatrywałam, nie czując żadnych emocji skierowanych w jego stronę. Westchnął, po czym wyciągnął do mnie dłoń, bym ją chwyciła. Spojrzałam na nią i ponownie zmarszczyłam brwi.

-No dalej.-zachęcił, jednak w dalszym ciągu się nie poruszyłam. Jęknął podchodząc do mnie bliżej. Szybko go odepchnęłam zanim mnie dotknął.

-Nie dotykaj mnie.-zacisnęłam zęby, gwałtownie odsuwając się do tyłu, gdy spróbował ponownie. Jego usta uformowały się w cienką linię i wpatrywał się we mnie mrocznym spojrzeniem.

-Nadal jesteś moja skarbie, dotykam tego co jest moje.-warknął nisko.

Odsunęłam się na drugą stronę łóżka, zrywając z nim kontakt wzrokowy. Pozwoliłam nogom zwisać przez chwilę, po czym powoli zsunęłam się z łóżka. Sapnęłam, z trudem łapiąc powietrze na nagłe zetknięcie z podłogą oraz na to, jaki to miało wpływ na moje biodra. Jęknęłam delikatnie, pochylając się i łapiąc za brzuch.

Poczułam łagodne pociągnięcie za ramię co sprawiło, że szybko je z siebie strąciłam. Odwróciłam się, by znaleźć stojącego teraz naprzeciwko mnie Harry'ego. Jego dominujący wzrost wciąż był taki sam jak zawsze.

Cofnęłam się kilka kroków w tył, cały czas go obserwując, gdy wzięłam ubrania, które przyniosła mi Perrie.

-Pozwól mi sobie pomóc Payton.-wyglądał na niemalże zranionego moim widokiem. Cały jego wygląd był niechlujny, jego oczy były opuchnięte i czerwone tak samo jak i nos. Włosy zmierzwione i odstające w każdą stronę. Jego knykcie poranione, na skórze widoczne były świeże rany.

-Proszę.-powiedział zranionym głosem, tak jakbym miała od niego odejść, gdybym ponownie powiedziała idź sobie. Bolał mnie jego smutek. Jednak ja byłam pełna żalu i rozpaczy.

Skinęłam w stronę łazienki, która była połączona z moim szpitalnym pokojem. Powoli się odwrócił i zerknął na to, na co wskazywałam. Z powrotem odwrócił się do mnie, ponownie wystawiając dłoń, której nie przyjęłam.

Zrobiłam kilka pierwszych kroków, a z moich ust wylatywały drobne sapnięcia kiedy to robiłam. Poczułam obok siebie jego obecność co sprawiło, że potykając się, cofnęłam się bardziej do tyłu.

-Przestań Harry, jeśli będziesz mnie dotykać będzie jeszcze gorzej. Przysięgam.-przyznałam. Znowu westchnął i skinął głową otwierając dla mnie drzwi łazienki. Weszłam do środka i zaczekałam, aż do mnie dołączy. Jego wargi zadrgały. Był zadowolony, że nie sprzeciwiałam się temu, aby wszedł tam ze mną.

-Nie zamierzam ci powiedzieć, że się zmienię Payton. Jednak wiem, że nie pozwolę, aby stała ci się żadna krzywda, ani z mojej strony ani żadna inna. Daję ci moje słowo.-powiedział, a jego głos brzmiał bardziej przekonująco.

-Nic mnie już nie może zranić Harry, jestem dla ciebie obojętna. Nie sądzę, byś to zrozumiał gdyż na to nie pozwolisz, ale już nie jestem twoja.-odezwałam się cicho.

~*~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K