sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 67

Perrie

Uśmiechnęłam się do Marlee, która obecnie cichutko spała w moich ramionach. Z łatwością trzymałam jej drobne ciałko. Zayn znajdował się po drugiej stronie pokoju uśmiechając się do naszej dwójki. Mogłam się do tego przyzwyczaić.

Już wcześniej słyszałam krzyki jednak nagle stały się głośniejsze do momentu kiedy nastąpił głośny huk po drugiej stronie ściany. Właśnie wtedy do pokoju wparował zdyszany Niall.

Szybko wstałam na nogi z Marlee nadal w moich ramionach.

-Harry.-sapnął. Wtedy szybko podałam Marlee Liam'owi, podczas gdy Zayn opuścił pokój wraz z Louis'em oraz Niall'em. Szybko wyszłam na korytarz biegnąc do otwartego pokoju, który znajdował się obok naszego.

Stłumiłam okrzyk zakrywając usta dłonią na widok przede mną. Weszłam do pokoju. Payton leżała na podłodze na wpół przytomna, natomiast Harry w dalszym ciągu krzyczał będąc podtrzymywany przez Zayn'a i Louis'a, podczas gdy Niall podszedł do Payton.

-Payton zostań ze mną.-załkałam podchodząc do niej. Po chwili już obserwowałam ja się poddaje, opadając nieprzytomnie na podłogę.

-Kurwa Harry, tu jest zbyt dużo krwi.-wrzasnął Niall wstając na równe nogi. Zostałam przy Payton pozwalając, by jej głowa spoczywała na moich nogach.

Przyglądałam się temu jak Harry z frustracją dłońmi przeczesuje włosy głośno krzycząc i opadając na kolana.

-ARIA!-wrzasnął Louis. Z pokoju obok usłyszałam bieg, a po chwili w drzwiach pojawiła się dziewczyna spoglądając na Payton po czym na Louis'a. Jej oczy były szeroko otwarte. To nie było nic czego bym wcześniej nie widziała jednak dla Arii to wszystko nadal było nowe. To ją obnażało.

-Zabierz Payton do szpitala. Perrie pomóż jej, proszę.-powiedział w połowie do Arii i w połowie do mnie. Dlaczego jest dla mnie taki miły?

Skinęłam głową wzdychając i ponownie na nią spojrzałam. Teraz już krew pokrywała podłogę.

Podskoczyłam nieznacznie spoglądając w górę, by napotkać wpatrującego się w Payton Harry'ego. Westchnął ciężko, po czym uklęknął, chwycił w swoje ramiona i podniósł.
Również podniosłam się na nogi i podążyłam za nim.

-Posunąłeś się za daleko Harry.-szepnęłam przyglądając się Payton. Wyglądała na taką zrelaksowaną. Coś, co rzadko u niej widziałam.

-Myślisz, że tego nie wiem?-ostro do mnie splunął. Przewróciłam oczami i w tej samej chwili podbiegła do nas Aria.

Dotarliśmy do mojego samochodu. Odblokowałam go i otworzyłam tylne drzwi oczekując, że Harry ułoży ją na tylnym siedzeniu jednak byłam zaskoczona kiedy wsiadł umieszczając ją na swoich kolanach. Zmarszczyłam brwi zamykając drzwi.

Nie będę kwestionować jego zachowania dopóki jest spokojny. Aria wskoczyła na miejsce pasażera, a ja zajęłam miejsce kierowcy, po czym odpaliłam samochód i szybko odjechałam w kierunku, gdzie sądziłam, że może znajdować się szpital.

                                                               ...

Zaparkowałam przed szpitalem, którego zaledwie wczoraj opuściłam. Spojrzałam do tyłu na Payton i Harry'ego, jego szczęka była zaciśnięta, gdy przyglądał jej się z góry.

-Co jeśli zostaniesz złapany Harry?-zapytałam po cichu, nie chcąc go ponownie rozzłościć. Jęknął głośno otwierając drzwi i nadal z Payton w swoich ramionach zaczął iść do głównego wejścia. Szybko wyszłam z samochodu biegnąc za nimi, a Aria tuż za mną.

Gdy tylko weszłam do środka, znalazłam rozmawiającego już Harry'ego z kobietą przy biurku. Podeszłam z Arią przy boku do miejsca gdzie stał Harry z nieprzytomną Payton.

-Proszę pana, proszę się uspokoić, pomożemy jej jednak musi się pan uspokoić i pozwolić nam ją stąd zabrać.-teraz kobieta już stała wraz z dwoma dużymi facetami z noszami czekając, aż Harry ją puści. Jednak tego nie zrobił.

-Harry musisz to zrobić inaczej możesz ją stracić.-chwyciłam go za ramię. Przewrócił oczami sycząc przez zęby, po czym położył Payton na nosze. Gdy tylko mężczyźni zabrali Payton, szybko złapałam Harry'ego za rękę czując łzy spływające po moich policzkach z powodu Payton.

I zaskakująco Harry się nie odsunął, po prostu ścisnął mnie mocniej za dłoń ukazując w ten sposób odrobinę swojego bólu.

-Proszę tutaj usiąść albo mamy przytulny pokój jeśli byście chcieli?-zapytała. Przytaknęłam, a kobieta posłała nam mały uśmiech, po czym razem z Harry'm oraz Arią podążyliśmy za nią długim korytarzem.

Kobieta zaprowadziła nas do pomieszczenia, które znajdowało się w połowie korytarza. Pozwoliła nam wejść pierwszym zanim sama weszła do środka. Harry ani przez chwilę nie pozwolił mi odejść.

-Ktoś przyjdzie was poinformować tak szybko jak się czegoś dowiemy.-uśmiechnęła się, po czym pozostawiła naszą trójkę w cichym, odizolowanym miejscu.

-To moja wina.-załkał Harry.

-Musisz się kontrolować, nie wiem co zrobiłeś i czy zamierzałeś ją zranić. Jednak jestem tu dla ciebie. Dla waszej dwójki.-uśmiechnęłam się przebiegając kciukiem po jego dłoni.

                                                              ...

Kolejna godzina minęła i miałam złe przeczucie, że stało się coś strasznego. Z Harry'm prawdę mówiąc nie było wcale lepiej. Głowę schował w dłoniach i kołysał się w przód i w tył.

Starałam się uspokoić go jak i siebie, ale to wcale nie pomagało. Przez tak długi czas pozostawili nas w męczarniach, oczekujących na wiadomość czy Payton przeżyła czy nie.

Nie mogłam sobie wyobrazić co myślał i czuł Harry w tym momencie. I prawdopodobnie nie chciałam wiedzieć.

Nie mogłam mu nic powiedzieć, ponieważ nie widziałam co się stało jednak chciałabym to wiedzieć. Nie wiedziałam czy powinnam być na niego zła czy go wspierać.

                                                          ...

Kolejne trzy godziny były jeszcze bardziej męczące i otępiające. Harry cały czas czekał w napięciu, w każdej chwili był gotów tam wejść, nokautując każdego, kto wszedłby mu w drogę.

Oczy mi się rozjaśniły, gdy usłyszałam otwierające i zamykające się drzwi. Do pokoju wszedł lekarz, a jego kitel pokrywała krew. Jednak żadne z nas nie zwracało na to uwagi. Chcieliśmy tylko dostać jakieś informacje.

Oboje z Harry'm gwałtownie podnieśliśmy się z miejsca, praktycznie do niego biegnąc, jedynie chcąc, by to z siebie wydusił.

-Okej, jesteś Harry, prawda?-zapytał mężczyzna spoglądając na Harry'ego, który powoli i niepewnie przytaknął. Następnie odwrócił głowę w moim kierunku uśmiechając się.

-Perrie i Aria.-powoli odwrócił wzrok ode mnie na Arię.

-Mam dobre i złe wiadomości.-westchnął zdejmując okulary.

-Dobra wiadomość jest taka, że Payton ma się dobrze jednak nadal jest nieprzytomna z powodu swojego napadu lękowego.-powiedział utrzymując swój wzrok szczególnie na mnie. Skinęłam głową ze zrozumieniem chcąc, by przeszedł już do złych wiadomości.

-Zła wiadomość jest taka, że jej miednica poniosła zbyt duże obrażenia i dziecko nie przeżyło tych obrażeń, przykro mi.-odwrócił się do Harry'ego, co również zrobiłam. Kilka łez spłynęło mi po policzkach obserwując go. On to zrobił.

Przygryzł wargę kręcąc głową, po czym jęknął głośno i szybko wybiegł za drzwi. Westchnęłam nie zadręczając się pobiegnięciem za nim.

-Aria, możesz pójść zobaczyć czy wszystko z nim okej?-zapytałam dziewczyny. Niepewnie skinęła głową, po czym wstała i również wybiegła za drzwi.

-Panienko Edwards, mogę panią o coś zapytać? To może być osobiste.-zapytał lekarz. Podskoczyłam nieznacznie nie zdając sobie sprawy, że wciąż był w pomieszczeniu. Przytaknęłam nie znajdując niczego osobistego w swoim życiu.

-Te siniaki. Nie zdarzyły się przez przypadek. Możesz mi powiedzieć kto mógł je spowodować?-zapytał powoli i nisko.

-Przepraszam, ale to nie jest pańska sprawa.-prychnęłam uważając jego pytanie na zbyt otwarte jak na lekarza.

-Panienko przepraszam, ale możemy wam pomóc. Jeśli ktoś każe ci być cicho. Zauważyłem kilka siniaków na panience. Możemy pomóc, nie jesteśmy jedynie lekarzami.-ponownie się odezwał. Fuknęłam głośno.

-Nikt nic z tych rzeczy nie zrobił celowo. Nic nie wiesz.-splunęłam. Westchnął ciężko, po czym odwrócił się i wyszedł.

Z powrotem usiadłam tam, gdzie siedziałam i westchnęłam. Nie wiem jak Payton przez to przejdzie. Ledwo przeszła przez poprzednią stratę.

~*~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K