-Pomogę ci z tym Payton.
Rozumiem, dlaczego nie chcesz mu powiedzieć.-dodała Perrie prowadząc.
Jazda zajęła ponad godzinę, a wszystko co robiłam to stresowanie się tym
czy Harry zorientuje się, że pod tym całym materiałem mam delikatnie
wystający brzuszek.
Perrie starała się mnie
uspokoić i poprawić mi humor, mam na myśli to, że przynajmniej go
zobaczę a kto wie jak długo będę musiała czekać aż ponownie będę mogła
go zobaczyć.
Perrie znalazła parking i
wyłączyła samochód, po czym z niego wyskoczyła razem ze mną. Zaczekała
na mnie i uśmiechnęła się uspokajająco, po czym chwyciła moją dłoń i
razem skierowałyśmy się do ogromnego budynku.
Dotarłyśmy do głównego
biura, gdzie siedziała starsza pani z surowym wyrazem twarzy. Spojrzała w
górę, a jej wzrok był chłodny. Wyglądała na dosyć marudną.
Perrie uśmiechnęła się do niej, czego starsza pani nie odwzajemniła.
-Uhh jesteśmy tutaj w
odwiedzinach do Harry'ego i Zayn'a.-odezwała się nerwowo Perrie. Kobieta
skinęła głową i z powrotem powróciła wzrokiem na swoje biurko, po czym
znowu spojrzała w górę podając nam dwa pliki papieru.
-Będziecie musiały to
wypełnić, a później przejdziecie przez te drzwi.-wskazała na duże drzwi
po drugiej stronie pokoju. Jest wredniejsza niż myślałam.
Perrie skinęła głową i pociągnęła mnie za sobą do pomarańczowo wyglądających krzeseł. Zmarszczyłam nos dosyć zdegustowana.
Nie sądzę, by te krzesła miały być pomarańczowe.
Usiadłam obok Perrie i wypełniłam wszystkie papiery. Gdy obie skończyłyśmy upłynęła nam już godzina.
Przyjaciółka wzięła ode mnie kartki i podała je nadętej kobiecie, która po chwili zawołała kogoś o imieniu Craig.
Zmarszczyłam brwi
dostrzegając dwóch wielkich facetów, pojawiających się w drzwiach, przez
które miałyśmy przejść. Oboje czekali obserwując nas.
Zadrżałam chwytając za
rękę Perrie, gdy do nich podeszłyśmy. Zaprowadzili nas do odosobnionego
pomieszczenia, gdzie nie było mebli ani niczego. Jedynie drzwi, przez
które przeszliśmy.
Wzdrygnęłam się, gdy
jeden z facetów położył dłonie na moich ramionach, ścisnął je, po czym
skierował się w dół moich ramion, dokładnie je ściskając.
Następnie powędrował do
mojej klatki piersiowej. Przygryzłam wargę, gdy ścisnął to miejsce. To
było obrzydliwe. Zaczął mnie niżej obmacywać i zmarszczył brwi, gdy
dotarł do brzucha.
-Jestem w ciąży.-szepnęłam. Zmarszczył brwi i przytaknął i kontynuował czynności kierując się do moich nóg.
Gdy skończył, poczekałam
na Perrie, która po chwili złapała mnie za dłoń. Dwóch mężczyzn
zaprowadziło nas do pokoju, gdzie były dwa krzesła po dwóch stronach
metalowego stołu, a wszystko było obwiązane łańcuchami i przymocowane do
podłogi.
Usiadłam obok Perrie po jednej stronie stołu.
Usłyszałam głośne
wrzaski. Gwałtownie odwróciłam głowę orientując się kto krzyczy.
Zerknęłam na Perrie, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
-Zjeżdżaj mi kurwa z
drogi!-usłyszałam wrzaski Zayn'a, gdy wtargnął przez drzwi, a dwóch
facetów z długimi kijkami byli gotowi, by go uderzyć. Spojrzał na Perrie
i podbiegł do niej unosząc ją i przytulając.
Dalej patrzyłam na drzwi zauważając, że nie ma Harry'ego.
-Umm, gdzie jest
Harry?-zapytałam, coraz bardziej się denerwując. Perrie z Zayn'em
odseparowali się od siebie, a wzrok Zayn'a teraz spoczął na mnie.
-Przyjdzie, ci debile
nie pozwoliliby nam w dwójkę być w tym samym pokoju z minimalną
ochroną.-zaśmiał się, pokazując środkowy palec do dwóch mężczyzn całych
ubranych na czarno.
-Jak się ma mój skarb?-zapytał Zayn, głaszcząc wielki brzuch Perrie. Uśmiechnęłam się na ich zachowanie.
-Dobrze, trochę
niespokojne. Myślę, że jest gotowe do wyjścia.-zachichotała spoglądając w
dół. Podeszłam bliżej, by móc usłyszeć ich rozmowę.
-Tak bardzo przepraszam.
Wiem, że znaczyło by wszystko, gdybym był z tobą.-szepnął Zayn, całą
swoją uwagę poświęcając Perrie. Jednak ona nie spojrzała w górę, jedynie
przytaknęła.
-Kocham cię.-odpowiedziała teraz unosząc wzrok. Oboje się do siebie uśmiechnęli.
-Mam Payton.-chwyciła mnie za ramię, przyciągając mnie do nich.
Zayn spojrzał na mnie uśmiechając się.
-Mam nadzieję, że mi
wybaczyłaś, gdyż będziesz matką chrzestną mojego dziecka.-powiedział
stanowczo sprawiając, że zachichotałam.
-Musisz na to zapracować
Malik.-droczyłam się uśmiechając się do tej dwójki, po czym cofnęłam
się do tyłu o kilka kroków, z powrotem siadając na krześle pozostawiając
ich samych w swojej przestrzeni.
Po kolejnych dziecięciu
minutach powiedziano Zayn'owi, by się pożegnał a Perrie natychmiast
zalała się łzami, ciasno trzymając się Zayn'a.
-Następnym razem jak cię
zobaczę, będziesz ojcem.-wyszeptała w jego klatkę piersiową.
Przygryzłam wargę powstrzymując delikatne łkanie.
-Przepraszam kochanie,
cholernie mocno cię kocham.-odpowiedział jej szeptem. Dłoń zacisnęła na
jego kombinezonie nie zamierzając go puścić.
Przykrą rzeczą jest, że
to jest identyczny scenariusz, przez który wkrótce ja sama będę musiała
przejść. Jednak Harry nie wie i się nie dowie.
~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz