Zanim Zayn wyszedł i
pożegnał się z Perrie, dziewczyna była we łzach błagając go, by nie
odchodził lecz oczywiście na siłę został zabrany przez dwóch ogromnych
facetów.
Spojrzałam w górę i się
uśmiechnęłam wstając, gdy zauważyłam wchodzącego przez drzwi Harry'ego.
Wyciągnął swoje ręce uśmiechając się do mnie. Szybko zareagowałam
wbiegając w jego ramiona. Mocno go objęłam, a on zrobił to samo.
Byłam przestraszona, ponieważ wiedziałam, że wkrótce ponownie mnie zostawi.
Po chwili poluźnił swój uścisk, odstawiając mnie z powrotem na swoje miejsce naprzeciw niego.
-Strasznie za tobą
tęskniłem.-wzrok cały czas miał utkwiony we mnie i trzymał mnie za
dłonie. Spojrzał za mnie. Zgaduję, że patrzył na Perrie. Posłał jej mały
uśmiech.
-Mam nadzieję, że się nią opiekujesz.-ostrzegł ją. Zachichotałam odwracając się akurat w momencie, gdy przewróciła oczami.
Ponownie odwróciłam się
do Harry'ego zauważając, że wzrokiem powędrował w dół. Zmarszczyłam brwi
krzyżując ręce na klatce piersiowej. Czułam się totalnie zażenowana, co
ja mówię? Jak do cholery mam to przed nim ukryć?
-Dlaczego masz to na sobie?-zapytał pociągając za swoją starą bluzę.
-Ponieważ jest
ciepła.-wzruszyłam ramionami odwracając się od niego, a wtedy jego dłoń
ścisnęła mnie za przedramię, odwracają mnie przodem do siebie. Dwóch
mężczyzn wstało gotów, by go powstrzymać jeśli czegoś spróbuje.
-Jest lato.-zmarszczył
brwi zdezorientowany. Ponownie wzruszyłam ramionami nie będąc w stanie
wymyślić kolejnych kłamstw. Po chwili jego uścisk się poluźnił, a jego
dłoń powędrowała niżej i przytaknął. Szybko starałam się wyrwać z jego
uścisku jednak tylko poległam powodując, że zacieśnił swój uchwyt.
-HARRY PUŚĆ JĄ!-krzyknęła Perrie odpychając go nieznacznie, co sprawiło, że się zachwiał. A to mu się nie spodobało.
Z jego gardła wydobyło się niskie warknięcie piorunując ją wzrokiem. Jej oczy się powiększyły patrząc ode mnie na niego.
W momencie, gdy był o krok od ataku, dwóch strażników go odciągnęło wkładając mu kajdanki, całkowicie go od nas oddzielając.
Strażnicy puścili go
uważając, że z kajdankami nie jest bardzo szkodliwy. Czy oni są głupi?
Mógłby mnie zranić na setki innych sposobów nawet jeśli nie miałby rąk.
Szybkim krokiem podszedł do mnie i Perrie. Piorunował nas obie wzrokiem gapiąc się na nas.
-Co wy dwie przede mną
ukrywacie?-wysyczał przez zęby, a jego spojrzenie teraz wylądowało na
mnie. Czekał aż któraś z nas odpowie jednak swój wzrok utrzymywał na
mnie. Spuściłam głowę czując ogromne zdenerwowanie.
Dlaczego do cholery byłam zdenerwowana? Chciał dziecka. Nie zobaczy go również aż do ukończenia piątego roku życia.
-Nic o co masz się
martwić, na ten moment Harry.-Perrie się wzdrygnęła, gdy gwałtownie
odwrócił głowę w jej stronę piorunując ją wzrokiem.
-Powiedz mi.-warknął, a
jego wzrok ponownie skupiony był na mnie.-Kurwa powiedz mi Payton. Nie
odejdę dopóki mi nie powiesz.-kontynuował i czekał na moją odpowiedź.
Westchnęłam ciężko spoglądając na Perrie jednocześnie przeczesując
dłonią włosy. Zerknęłam na strażników.
-Możecie proszę je
zdjąć?-zapytałam uprzejmie wskazując na kajdanki. Harry zmarszczył brwi
patrząc na mnie zdezorientowany jednak cała jego złość wciąż była
widoczna na jego twarzy.
-Przepraszam panienko,
ale jest pani pewna?-zapytał z obawą strażnik. Skinęłam głową i
zaczekałam aż ochroniarz wróci na swoje miejsce.
Harry odwrócił się do mnie czekając, aż wykonam pierwszy ruch. Dłonie swobodnie spoczywały przy jego bokach.
-Przepraszam, że
chciałam to przed tobą zataić.-szepnęłam ciągle spoglądając w dół na
jego dłonie. Chwyciłam je zanim mógł się odezwać i położyłam je pod
bluzę, jego chłodne dłonie spoczywały na moim brzuchu.
Spojrzałam na niego. Jego usta uformowały się w mały uśmiech.
-Będziemy mieli dziecko.-wyszeptałam kładąc swoje dłonie na jego. Czekałam aż się odezwie, jednak tego nie zrobił.
Dłońmi powędrował do mojej talii przyciągając mnie do siebie, a swoje owinęłam wokół jego szyi pozwalając, by mnie mocno objął.
-Dlaczego do cholery
miałabyś mi nie powiedzieć?-starał się brzmieć na wściekłego, ale w jego
głosie pojawiło się szczęście. Odsunął się spoglądając na mnie i
czekając na moją odpowiedź.
-Ponieważ będziesz tutaj
przez pięć lat Harry. Przepraszam, to się wydaje trudne do przejścia
samemu.-przyznałam utrzymując kontakt wzrokowy. Zmarszczył brwi
uświadamiając sobie prawdę. To, że będzie tutaj przez następne pięć lat i
nie będzie mieć kontroli nad tym, co się wydarzy, czyli to coś do czego
nie jest przyzwyczajony.
Nie będąc w stanie nad
niczym panować może doprowadzić Harry'ego do morderstwa. I to jest to co
mnie najbardziej w tym wszystkim przeraża. Nie powstrzymałby się przed
niczym, by ponownie odzyskać swoją dominację.
~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz