czwartek, 26 maja 2016

Rozdział 73

Siedziałam w aucie czekając już co najmniej godzinę i byłam więcej niż zirytowana. Czy on pamięta o tym, że czekam? Westchnęłam ciężko, bardziej wgłębiając się w siedzenie. Swoją uwagę skupiłam już prawie we wszystkim w tym samochodzie, nie znajdując niczego użytecznego, by zająć czymś swój czas.

Po chwili usłyszałam głośny huk strzału co sprawiło, że podskoczyłam w miejscu do tyłu, a moje oczy drastycznie się powiększyły. Czy wszystko było z nim okej, czy to on był tym, który wystrzelił?

Wyraźnie nie myślałam, kiedy wyszłam z samochodu, biegnąc do frontowych drzwi przerażająco wyglądającego domu. Otworzyłam drzwi, wyściubiając głowę do środka. Sapnęłam głośno, kiedy ktoś chwycił mnie za ramię ciągnąc mnie z powrotem na zewnątrz w kierunku samochodu.

Spojrzałam w górę spostrzegając ostre spojrzenie Harry'ego. Nie zawracał sobie głowy spojrzeniem na mnie. Otworzył drzwi od strony pasażera, wpychając mnie do środka, po czym sam zajął miejsce kierowcy, zamykając wszystkie drzwi. Kiedy gwałtownie odwrócił głowę patrząc na mnie, szybko odwróciłam wzrok nie chcąc, by tak na mnie patrzył, co szczerze mówiąc przerażało mnie na śmierć.

-Dlaczego do cholery wyszłaś z auta, kiedy wyraźnie ci powiedziałem, być tego nie robiła?!-wysapał przez zaciśnięte zęby, a ja w dalszym ciągu na niego nie spojrzałam. Warknął odpalając samochód i szybko odjechał z tego domu.

-Myślałam, że to możesz być ty.-szepnęłam spoglądając w dół na swoje kolana, nerwowo bawiąc się dłońmi. Zachichotał, a moje oczy na krótką sekundę napotkały jego.

-Nie kochanie, to nie byłem ja.-zaśmiał się. Zmarszczyłam brwi, w dalszym ciągu utrzymując na nim wzrok dopóki tego nie zauważył.

-O co chodzi?-zapytał, a w jego głosie nie było już ani grama złości.

-Jesteś bipolarny?-zapytałam ze zmęczeniem co spowodowało, że ponownie się zaśmiał.

-Nie wiem.-westchnął, jedną dłoń trzymając na kierownicy a drugą na moim kolanie.

Siedziałam cicho, dłonie trzymając na kolanach blisko dłoni Harry'ego, na której znajdowały się drobne rany. O nic go nie pytałam, gdyby chciał mi powiedzieć, zrobiłby to. Tak myślę.

                                             Harry

Wzrok utkwiony miałem na drodze, a dłoń trzymałem na kolanie Payton upewniając się, że całą uwagę skupioną mam na drodze, podczas gdy moje myśli błądziły.

Moja złość nie wzrosła i znowu byłem spokojny. Może jestem bipolarny. Pamiętam będąc z mamą w Londynie, kiedy była na mnie zła sprawiała, że byłem wkurwiony i musiałem wyjść zanim bym ją skrzywdził.

Jestem poza kontrolą i nikt mnie nie może powstrzymać, z wyjątkiem Payton.

Ten skurwiel zasłużył na wszystko co dostał w tej ruderze, którą nazywa domem. Powinienem był dostać je za darmo. Za to wszystko co mu za darmo załatwiłem, winny jest mi ponad tysiak. Gdyby tylko Payton wiedziała co znajduje się w mojej kieszeni. Wiem, że skończy się na tym, że odmówi, ale naprawdę mnie to nie obchodziło. Chciałem fajnie spędzić czas, chociaż raz.

                                               Payton

Westchnęłam ciężko uświadamiając sobie, że nie kierowaliśmy się na lotnisko. Odwróciłam się do Harry'ego oczekując, aż wyrzuci to z siebie. Gdy tego nie zrobił, odezwałam się ukazując swoją wyraźną irytację.

-Gdzie my do cholery jedziemy Harry?-zapytałam totalnie sfrustrowana.

-Do hotelu.-odpowiedział niespodziewanie.

-Dlaczego? Co jeśli Paul nas znajdzie Harry?-osunęłam się bardziej w fotelu, kiedy wjechał na autostradę. Tutaj autostrady ciągną się w nieskończoność dopóki nie wylądujesz gdzieś na kompletnym odludziu.

-Ponieważ nadal mam rzeczy do zrobienia.-wypalił irytując się.

Spuściłam głowę nie odzywając się już, to będzie długa droga.

Po kolejnej godzinie jazdy, Harry w końcu zaparkował na parkingu skąpo wyglądającego hotelu. Niepewnie wyszłam z samochodu, idąc tuż za Harry'm.

Za biurkiem ponownie znajdowała się młoda dziewczyna. Przewróciłam oczami, gdy doszliśmy do niej, a oczy o mało jej nie wyskoczyły na widok Harry'ego. Nie jestem z tych, które wchodzą w bójki jednak byłam gotowa, by sprać tą dziwkę. Harry, znajdujący się obok mnie, zaśmiał się. Obserwował mnie przez cały ten czas.

Zaśmiałam się krótko, podczas gdy Harry odwrócił się do dziewczyny pytając o pokój. Podała mu klucze posyłając mu przy tym przesłodzony uśmiech ukazując pełne uzębienie. Celowo piorunowałam ją wzrokiem będąc ciągnięta przez Harry'ego.

Znany uśmiech pojawił się na jego twarzy, jego nie zatęskniony przeze mnie uśmieszek. Odepchnęłam go od siebie, a na mojej twarzy również pojawił się mały uśmiech, gdy po schodach szliśmy na drugie piętro.

-Nie popychaj mnie.-zaśmiał się uderzając mnie mocno w tyłek. Krzyknęłam dąsając się i pocierając pośladki.

-To bolało.-szepnęłam odwracając głowę, by na niego spojrzeć. Na moich wargach pojawił się złośliwy uśmieszek, gdy przeszedł koło mnie, po czym z całej siły uderzyłam go w tyłek. Sapnął głośno, po czym powoli się odwrócił.

Jego brwi się uniosły, a na ustach pojawił zadziorny uśmieszek, gdy tak mi się przypatrywał. Jego oczy mówiły mi, bym uciekała. Zachichotałam szybko go omijając i biegiem ruszyłam przez długi korytarz. Pisnęłam głośno, kiedy jego ramiona owinęły się wokół mojej talii unosząc mnie tak, że moje plecy przyciśnięte były do jego klatki piersiowej. Jęknęłam, kiedy przycisnął mnie do drzwi. Jego oddech znajdował się przy mojej szyi.

-To jest Payton, którą kocham.-szepnął, delikatnie całując mnie po ramieniu, sprawiając, że po moim ciele przebiegło mnóstwo dreszczy. Z moich ust wyleciał stłumiony okrzyk, kiedy drzwi nagle ustąpiły, a ja upadłam na podłogę. Usłyszałam jego stłumiony śmiech za sobą, kiedy wyjął klucz z drzwi, zamykając je za sobą.

-Zapowiada się świetna zabawa.-szepnął, obserwując mnie z góry. Po chwili jego ramiona ponownie owinęły się wokół mojej talii, podnosząc mnie na nogi.

-Kocham cię skarbie.-wyszeptał, pozwalając swoim wargom złączyć się z moimi.

~*~

Chciałam jedynie poinformować, że powoli zbliżamy się do końca tego opowiadania.
Mam nadzieję, że rozdziały się podobają, także miłego czytania i do następnego rozdziału już wkrótce :D

A-;)

wtorek, 24 maja 2016

Rozdział 72

-Co do cholery masz na myśli mówiąc, że już wiesz? Dlaczego miałbyś nas tu sprowadzić wiedząc, że siedzieli w tym razem?-zapytałam, powoli unosząc głos. Zmrużył na mnie oczy zanim się odezwał.

-Właśnie się o tym dowiedziałem Payton, uspokój się. Naprawdę myślisz, że pozwoliłbym ci samej wyjść, kiedy Paul jest gdzieś w pobliżu?-odpyskował. Westchnęłam przytakując. Przynajmniej mówił z sensem. Wiedziałam, że jest jedynie opiekuńczy jednak chciałam wiedzieć, dlaczego do diabła Nate był z Paul'em.

Nate powiedział mi, że Paul mu wpieprzył, to dlatego na całym ciele miał rany i siniaki. Jak miałby to sfałszować.

-Więc co zrobimy?-zapytałam ciszej. Znałam już odpowiedź, ale musiałam ją usłyszeć. Nie chciałam opuszczać jedynego miejsca, które kochałam, gdzie dorastałam i gdzie się zestarzeję. Przynajmniej tak myślałam.

-Lecimy do Londynu po resztę, tak byśmy na zawsze pozbyli się tych ciot.-wysyczał przez zaciśnięte zęby odsuwając się.

-Nie pozwolę ci skrzywdzić Nate'a Harry.-zadeklarowałam. On jest moim bratem, który był przy mnie przez całe życie. Paul mnie nie obchodził, bo nigdy przy mnie nie był i nie jest dla mnie ojcem, ale Nate wciąż jest moim bratem nawet, jeśli robi coś złego.

Obserwowałam jak Harry zwęża oczy sprawdzając, czy może źle usłyszał.

-Czy ty naprawdę chcesz to zaczynać Payton?-zapytał prostując się jednak nie zbliżył się o krok. Przyglądał mi się, cała jego uwaga skierowana na mnie i na moją odpowiedź.

-On jest nadal moim bratem, jest jedynym krewnym, który mi został i najprawdopodobniej mogłabym dla niego umrzeć. To tak jakbym ja odebrała ci mamę Harry, jedyną krew, która ci pozostała.-odpowiedziałam, a mój głos zabrzmiał pewniej niż zamierzałam. Harry uniósł brwi gotowy na ripostę.

-Oni zamierzają cię sprzedać Payton, czy ty tego nie rozumiesz? Zamierzają sprzedać twoje ciało starszemu facetowi za pieniądze. To wszystko czego oni chcą. Pieniędzy.-splunął stawiając kroki do momentu, gdy znalazł się przede mną, ignorując komentarz o swojej matce.

-Może tego nie chce, nie dajesz mu szansy na obronienie się, zamierzasz po prostu go zabić. Nie przyszło ci do głowy, że to może mnie zranić albo nadal jesteś tym Harry'm, którego nic nie obchodzi.-odpyskowałam broniąc Nate'a.

-Ratuję cię, na miłość boską Payton!-warknął, ponownie się odwracając, dłońmi pociągając za włosy. Po chwili odwrócił się do mnie.

Jak na razie nie miałam nic do powiedzenia. Nic co powiem nie zmieni myślenia Harry'ego. Nie mogę również nic zrobić, by to się zmieniło.

-Zabierz swoje bagaże, wyjeżdżamy.-powiedział nisko. Zmarszczyłam brwi robiąc to co mi kazano, po czym podeszłam do drzwi z Harry'm przy moim boku.

Nie odzywając się do siebie, doszliśmy do recepcji, gdzie oddał klucz kobiecie przy biurku, po czym szybko się odwrócił, a ja podążyłam za nim. W moich dłoniach znajdowało się pełno toreb z rzeczami, która dopiero co kupiłam. Harry również niósł ich kilka.

Wepchnął te, które trzymał na tylne siedzenie, a ja po chwili to samo zrobiłam ze swoimi, gdy dotarłam do samochodu. Dlaczego się do mnie nie odzywa?

Wskoczyłam na miejsce pasażera, po czym Harry natychmiast wyjechał z parkingu. Jego spojrzenie nie spoczęło na mnie ani przez chwilę.

-Coś nie tak?-zapytałam po kolejnych pięciu minutach uciążliwej ciszy. Jego szczęka się zacisnęła kiedy na niego spojrzałam, a wzrok w dalszym ciągu skupiony miał na drodze.

-Nic.-wybąknął, ponownie zaciskając szczękę po swojej krótkiej odpowiedzi. Westchnęłam ciężko, opierając się o siedzenie.

-To nie jest droga na lotnisko.-zakomunikowałam, znając te drogi aż za dobrze. Kierowaliśmy się teraz do obskurnej i nieciekawej części miasta.

Nie odpowiedział skupiając się na drodze.

Po kolejnych pięciu minutach Harry zaparkował na podjeździe, następnie wyciągnął kluczyki ze stacyjki, po czym odwrócił się do mnie marszcząc na mnie brwi.

-Nie wychodź z samochodu. Zrozumiano?-syknął ostro. Zmarszczyłam brwi nie przerywając kontaktu wzrokowego. Wzdrygnęłam się, kiedy usłyszałam zatrzaskujące się drzwi samochodu. Obserwowałam jak Harry powoli znika w nieznanej mi ruderze.

Był zły za to, że stanęłam w obronie brata? Że tak właściwie nie zgodziłam się z nim w czymś szalonym?

Nie zapomniałam, że to on był powodem śmierci Victorii. Wiedza, że ona nie wróci, nadal mnie bolała. Nie chciałam się tak czuć, wiedzieć, że Nate również nie wróci. Mam jedną rzecz do zrobienia, muszę stanąć w obronie brata. Jedynej więzy krwi, która mi została.

~*~

piątek, 20 maja 2016

Rozdział 71

Dotarliśmy do hotelu i zaskakująco, Harry tak naprawdę orientował się w terenie. Wyskoczyliśmy z samochodu i weszliśmy do lobby, gdzie Harry zaczął rozmawiać ze starszym mężczyzną. Gdyby to była dziewczyna, robiłby to samo co zrobił na lotnisku.

Mężczyzna uśmiechnął się do nas witając nas, po czym podał klucz Harry'emu, który następnie pociągnął mnie za sobą do windy.

Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę do pokoju, który był pięknie urządzony, taki perfekcyjny. Powoli podeszłam do okna, podczas gdy Harry zamknął za sobą drzwi. Widok był niesamowity. Miasto, w którym dorastałam rozprzestrzeniało się przede mną dzięki ogromnemu oknu ukazującym każdy zakątek terenu.

Musieliśmy się znajdować na co najmniej czterdziestym piętrze. Po chwili poczułam jego dłonie wokół swojej talii oraz jego oddech na ramieniu, gdy tak kołysał się w przód i w tył.

-Możesz iść zrobić jakieś zakupy dla naszej dwójki zanim pójdziemy odwiedzić Nate'a. Mam tu do zrobienie kilka rzeczy.-szepnął wpatrując się za okno razem ze mną. Zmarszczyłam brwi wykręcając się z jego uścisku, by spojrzeć mu w twarz. I byłam zaskoczona tym, że zauważyłam, że mówił poważnie.

-Pod jednym warunkiem.-odezwał się bardziej poważnie prostując się, czym teraz górował nade mną. Przewróciłam oczami. Wiedziałam, że to było zbyt piękne, aby było prawdziwe.

Wzdrygnęłam się, kiedy chwycił moją dłoń w swoją i z powrotem wsunął mały pierścionek na mój palec. Zatrzymał go. Spojrzałam w górę spostrzegając, że mnie obserwował.

-Okej, ale nie mam żadnych pieniędzy.-przyznałam, w dalszym ciągu mu się przyglądając. Nie wierzyłam, że faktycznie pozwala mi wyjść bez niego. Spuścił głowę wygrzebując kartę ze swoich spodni, po czym podał mi ją razem z telefonem.

-Wróć tu za godzinę. Nie później Payton.-ostrzegł przymrużając oczy. Skinęłam głową, a na mojej twarzy widniał mały uśmiech. Następnie pochylił się cmokając mnie delikatnie w usta, po czym odwrócił się i skierował do łazienki.

Zachichotałam do siebie, szybko wychodząc z hotelowego pokoju i ruszyłam w kierunku windy. Już dawno nie byłam tak bardzo podekscytowana.

...

Złapałam taksówkę do najbliższego centrum handlowego, które muszę dodać, było ogromne. Szybko wyskoczyłam z auta, praktycznie biegnąc do wejścia. Chciałam zrobić mnóstwo zakupów zanim będę musiała wracać.

Rozejrzałam się wokoło spostrzegając ogromną ilość sklepów oraz ludzi. Nie przebywałam w towarzystwie osób już jakiś czas, a to, że nikt nie zwracał na mnie szczególnej uwagi, gdy przechodził obok mnie, było dziwnie fascynujące.

Nogi zaprowadziły mnie do wejścia do dużego sklepu pełnego ubrań. Uśmiechnęłam się wchodząc do niego i prawie natychmiast zostałam powitana przez pracownika sklepu.

Rozglądałam się wokoło, chwytając rzeczy z marszu. Rzeczy dla mnie i dla Harry'ego, które sądziłam, że mu się spodobają. Jak tylko skończyłam, położyłam ciuchy na ladzie. Kasjerka zaczęła skanować i po kolei pakować ubrania.

Kiedy skończyła, przebiegłam kartą po terminalu i zaskakująco zadziałało. Ponownie uśmiechnęłam się do młodej kobiety, chwytając torby i kierując się do wyjścia. Kolejnym sklepem, do którego się udałam był sklep z bielizną. Wybrałam podstawowe rzeczy dla siebie i kilka dla Harry'ego, wszystko czarne.

Przeszłam do kolejnego sklepu, a moje ręce były już pełne toreb. W drogerii kupiłam niezbędne rzeczy takie jak szczotki do włosów, mydła, produkty do włosów oraz kilka perfum, które nieziemsko pachniały.

                                                             ...

W końcu zakończyłam swój szał zakupów. Moje ręce zaczęły robić się słabe przez górę siatek, które musiałam nieść. Postanowiłam usiąść, a kiedy to zrobiłam, westchnęłam ciężko. Rozejrzałam się wokoło obserwując przypadkowe osoby. Wszyscy posiadali inne rysy twarzy co sprawiało, że byli doskonale różni.

Zmarszczyłam brwi mrużąc oczy zauważając kogoś, kogo znałam. Moje oczy drastycznie się rozszerzyły spostrzegając Nate'a idącego ramię w ramię z kimś, z kim nigdy bym nie pomyślała, że mógłby choćby spędzać z nim czas.

Szybko wstałam z miejsca wybiegając z centrum handlowego, robiąc co w mojej mocy, by nie zostać zauważoną. Przywołałam taksówkę, po czym szybko i pośpiesznie do niej wsiadłam. Spojrzałam na telefon, który dał mi Harry i nie znalazłam na nim żadnej wiadomości ani nieodebranego połączenia jednak miałam tylko pięć minut, by wrócić do hotelu.

 
                                                            ...

Zapłaciłam kierowcy, po czym wzięłam wszystkie torby i biegiem ruszyłam do windy, a kiedy tylko jej drzwi się otworzyły, szybko wcisnęłam guzik z numerem piętra 34. Plecami oparłam się o ścianę i starałam się uspokoić swój oddech.

Kiedy usłyszałam charakterystyczny dźwięk oznajmujący, że jestem na miejscu, wyszłam z windy i długim, wąskim korytarzem skierowałam się do drzwi pokoju, do którego Harry przyprowadził mnie zaledwie godzinę temu. Zapukałam dwa razy i cierpliwie czekałam.

Gdy nikt mi nie otworzył, osunęłam się po ścianie na podłogę odpoczywając. Dlaczego Nate miałby to zrobić? To zupełnie nie było w jego stylu.
Ale zgaduję, że to jest odpowiedź na moje pytanie, dlaczego wyjechał nie żegnając się ze mną.
Jednak czego chciał ode mnie i Harry'ego teraz, gdy tu byliśmy. Mam na myśli, oni nas zaprosili.

Moja głowa gwałtownie się uniosła, gdy usłyszałam nikłe odgłosy kroków, które zbliżały się coraz bliżej i bliżej, dopóki zza rogu nie wyłonił się Harry, który szedł w moją stronę, a na jego wargach widniał mały uśmiech. Był zadowolony, że mnie tu widział, na czas.

-Harry, Nate, on pracuje dla...-przerwałam, starając się wstać za pomocą Harry'ego oraz ściany obok mnie. Skinął głową chcąc, bym dokończyła.

-On pracuje dla Paul'a, widziałam ich razem w centrum handlowym.-powiedziałam w panice. Zmarszczył brwi i przez chwilę głęboko nad czym myślał, po czym odwrócił się, by otworzyć drzwi, a następnie chwycił mnie za ramię, by wciągnąć mnie ze sobą do środka. Zachwiałam się nieznacznie jednak złapałam równowagę, gdy drzwi się zamknęły.

-Wiem.-westchnął Harry, przebiegając szorstką dłonią po włosach. Tym razem to ja zmarszczyłam brwi patrząc na niego zdezorientowana...

                                                          ~*~

wtorek, 17 maja 2016

Rozdział 70

-Naprawdę nie chcę wyjeżdżać.-westchnęłam ciężko, opierając się o siedzenie samochodu Perrie, podczas gdy dziewczyna kierowała się w stronę lotniska. Opuściłam szpital i zmierzałam prosto na lotnisko.

Rozumiem, że teraz oni wszyscy są poszukiwani i muszą uciekać jeśli chcą być wolni jednak mogli tutaj zostać jeszcze przez kilka dni, ale jak zawsze Harry robi wszystko po swojemu. Jest liderem. Dominantem i najwyraźniej nikt nie jest wystarczająco odważny, by mu się przeciwstawić.

-Przepraszam, ale wiesz jaki jest Harry.-odpowiedziała łagodnie Perrie, a ja odwróciłam się w stronę okna spostrzegając, że jesteśmy na lotniskowym parkingu. Dziewczyna szybko znalazła wolne miejsce.

Wygrzebałam się z samochodu i skierowałam się do środa z Perrie przy moim boku. Rozejrzałam się wokoło, wkrótce znajdując chłopaków oraz Arię. Zayn trzymał małą Marlee. Uśmiechnęli się do nas, gdy do nich podeszłyśmy, a Perrie natychmiast znalazła się w ramionach Zayn'a, przytulając również Marlee.

Zmarszczyłam brwi spoglądając w dół. Nie chciałam się niczym smucić jednak stracenie czegoś, co było przywiązane do ciebie i któregoś dnia zostało ci to odebrane, to wywiera na tobie dość duży wpływ.

Wzdrygnęłam się i zadrżałam nieznacznie czując ramiona, które z łatwością owinęły się wokół mojej talii przyciągając mnie do swojej klatki piersiowej, a podbródek oparł na mojej głowie.

-Lecimy innym samolotem.-szepnął znajdując się za mną. Zmarszczyłam brwi nie poruszając się, by na niego nie spojrzeć.

-Dlaczego?-rozejrzałam się, wszyscy byli pochłonięci rozmową i w ogóle nie zwracali uwagi na to, co Harry mówi.

-Ponieważ mam dla ciebie niespodziankę.-ponownie szepnął, ale tym razem w moją szyję. Jego włosy łaskotały moją skórę.

Po chwili znalazł się obok mnie chwytając moją dłoń w swoją. Mój instynkt zadziałał i chciałam się odsunąć jednak na to nie pozwolił.

-Widzimy się za tydzień, upewnijcie się, że wszystko będzie gotowe do czasu kiedy wrócę.-powiedział Harry do reszty bardziej surowo. Wszyscy przytaknęli w odpowiedzi, za wyjątkiem Perrie oraz Arii. Obydwie wyglądały na totalnie zdezorientowane, jednak żadna nic nie powiedziała ani o nic się nie pytała.

Następnie zostałam odciągnięta od grupy w kierunku kolejki osób, którzy trzymali bagaże. Razem z Harry'm nie mieliśmy nic z wyjątkiem ubrań na sobie.

Gdy tylko doszliśmy na początek kolejki, Harry zaczął rozmawiać z młodo wyglądającą kobietą. Bardziej z nią flirtował niż rozmawiał, a dziewczyna na to leciała. Zachichotała, kiedy podała mu bilety. Zmarszczyłam brwi obserwując jak wyciąga kolejny skrawek papieru z liczbami napisanymi na nim. Harry w odpowiedzi uśmiechnął się do niej.

Przewróciłam oczami zadowolona, że już stamtąd odchodziliśmy. Przykre było to, że zakochałam się w dokładnie tej samej osobie, z którą ona właśnie rozmawiała. Ścisnął moją dłoń powodując, że się do niego odwróciłam. Na jego twarzy widniał uśmiech.

-Nie kocham jej Payton.-szepnął, po czym pociągnął mnie, bym znowu z nim poszła. Kiedy doszedł do śmietnika, wyrzucił do niego papierek i w dalszym ciągu ciągnął mnie za sobą. Dotarliśmy do bramek, gdzie podał bilety mężczyźnie, który zlustrował nas oboje wzrokiem, po czym sprawdził bilety i z powrotem nam je oddał uśmiechając się do naszej dwójki.

-Miłej podróży.-otworzył bramkę i oboje weszliśmy na pokład.

                                                    ...

-To tylko dwugodzinny lot.-wymamrotał Harry, podczas gdy ja w dalszym ciągu się wierciłam. Prawie już spał, a ja nie mogłam znaleźć wystarczająco wygodnej pozycji. Moje rany sprawiały, że wszystko było dziesięć razy gorsze.

Westchnęłam poddając się. Odskoczyłam lekko, kiedy dłoń Harry'ego sięgnęła po mnie, przyciągając mnie do siebie i owijając ramiona wokół mnie i zaskakująco, było mi wygodnie. Uśmiechnęłam się, pozwalając sobie oprzeć głowę na jego klatce piersiowej, czując i słysząc jego delikatny oddech.

-Możesz mi powiedzieć gdzie lecimy, proszę?-zapytałam łagodnie, nie będąc w stanie zasnąć. Usłyszałam jak bierze głęboki wdech zanim mi odpowiedział.

-Jedziemy do twojego domu, a teraz śpij.-poruszył się nieznacznie jednak dalej byłam ciasno owinięta jego ramionami. Zmarszczyłam brwi spoglądając w górę na sufit samolotu. Do domu? Do Nowego Jorku?

Jedyne co mogłam zrozumieć przez tą odpowiedź było to, że Nate dogadał się z Harry'm. Nate ponownie sprawił, że wszystko stało się lepsze.

                                                        ...

Obudziłam się przez to, że zostałam położona na czymś twardym. Jęknęłam otwierając oczy, by spostrzec, że byliśmy na zewnątrz, a moje ciało znajdowało się w samochodzie. Usiadłam jak należy i w tym samym czasie Harry wskoczył na miejsce kierowcy.

-Jak zdobyłeś samochód?-zapytałam odwracając się, by na niego spojrzeć, podczas gdy kierował się już ulicami Nowego Jorku. Uśmiechnęłam się do siebie. Miałam wiele wspomnień związanych z tym miejscem. Popularne ulice były zbyt znajome.

-Wypożyczyłem go.-wzruszył ramionami. Wiedziałam, że kłamie.-Teraz powiedz mi którędy mam jechać, bo nie mam pojęcia, gdzie do cholery jesteśmy.-wymamrotał patrząc na mnie przez chwilę.

~*~

wtorek, 10 maja 2016

Rozdział 69

-Przestań tak mówić Payton.-ostrzegł Harry w momencie, gdy zamknęłam mu drzwi przed nosem. Westchnęłam kładąc ubrania na ławeczce. Powinien zrozumieć moją frustrację skierowaną w jego stronę. To było przytłaczające. Jednak Harry to Harry, jest zbyt pochłonięty sobą, by zrozumieć co czuję.

-Jesteś poważna? Otwórz drzwi Payton.-usłyszałam jego westchnięcie po drugiej stronie drzwi wraz z delikatnym pukaniem. Zmarszczyłam brwi uświadamiając sobie, że przez przypadek musiałam je zakluczyć. Byłam zdziwiona, że nie krzyczał. Użyłam ściany do podpierania się, po czym ponownie podeszłam do drzwi otwierając je.

Po ich otworzenie spojrzałam na niego. Obserwował mnie, a na jego twarzy nie było ani grama złości.

-Proszę, pozwól mi tylko sobie pomóc, obiecuję, że nic nie zrobię.-powiedział ze spuszczoną głową.

Moje ciało było w tej chwili obrzydliwe. Wielka blizna rozciągająca się na moim brzuchu pokazywała, że wewnątrz mnie nie było już dziecka. I prawdopodobnie już nigdy nie będzie, tak długo jak Harry będzie mnie trzymał na smyczy.

-Okej.-wymamrotałam, a wtedy gwałtownie uniósł głowę patrząc na mnie. W jego oczach widziałam szok. Zgaduję, że moja odpowiedź go zaskoczyła, z czego byłam zadowolona.

Przesunęłam się nieco na bok pozwalając mu wejść do środka, lecz w dalszym ciągu podtrzymywałam się ręką ściany, aby utrzymać równowagę.

Przyglądałam mu się jak wchodzi do pomieszczenia, po czym zamknęłam za nim drzwi. Ten facet zabijał mnie od środka. Jego blizny były widoczne na moim ciele, pokazywały mu, że faktycznie byłam jego. Oznaczył swoją własność. Kochałam go zbyt mocno, by odpuścić i odejść. Nie chciałam być jego własnością, chciałam być jego żoną jednak on nie kochał mnie wystarczająco, by pozwolić mi być wolną i szczęśliwą.

Patrzyłam jak bierze moją dłoń w swoją, przyciągając mnie bliżej do siebie za moją talię sprawiając, że sapnęłam. Kiedy się zatrzymał, co i ja również byłam zmuszona zrobić, znaleźliśmy się po środku łazienki. Swój wzrok miał utkwiony we mnie i trzymał mnie upewniając się, że nie poluźni uścisku.

-Nie mogę poprosić Perrie o pomoc? Albo zrobię to sama. Proszę.-westchnęłam, cofając się do tyłu odrobinę i odzyskując równowagę, z powrotem wspierając się o ścianę. Nie chciałam, by widział blizny i siniaki, które pozostawił na mojej skórze, przerażona tym, że przyniosłoby mu to frajdę. Zmarszczył brwi patrząc na mnie, po czym westchnął kręcąc głową.

-Przepraszam, ale chcę byś mi znowu zaufała. Jedyny sposób to właśnie ten.-posłał mi mały uśmiech podchodząc bliżej.-Unieś ręce.-szepnął, będąc teraz naprzeciwko mnie.

Zrobiłam to o co mnie poproszono, nie zadręczając się kłótnią w momencie, gdy byłam taka słaba. Następnie zdjął ze mnie szpitalną koszulę. Teraz całe moje ciało z wyjątkiem majtek było przed nim wyeksponowane. Jednak nie spuszczał swojego wzroku z moich oczu.

Obserwowałam jak jego spojrzenie wędruje w dół co sprawiło, że moje nerwy sięgnęły zenitu. Przyglądał się mojemu brzuchowi, zmarszczka na czole zastąpiła jego znany uśmiech. Wzdrygnęłam się kiedy jego dłoń z mojego biodra nieco się przesunęła, a jego kciuk pocierał świeżo roztartą skórę.

-Nie chciałem, nie chcę tego robić.-załkał, w dalszym ciągu utrzymując wzrok na skórze.-kiedy w końcu to wybąknął, byłam oniemiała. Żadne słowa nie potrafiły wypełnić powietrza.

-Nie zamierzam powiedzieć ci, że jest w porządku, ale mam się dobrze. Nadal tutaj jestem, prawda?-zapytałam, teraz już szepcząc i gapiąc się w podłogę.

-Nie masz się dobrze Payton, właśnie straciliśmy dziecko, pobraliśmy się z przymusu, ponownie spodziewaliśmy się dziecka, po czym je straciliśmy przeze mnie. Jestem potworem, wiem to. Potworem, który zabrał twoją niewinność. Wziął od ciebie wszystko Payton, tak więc nie waż się mówić, że masz się dobrze, ponieważ skończę znowu tracąc rozum i się wkurwiając.-powiedział stanowczo jednak jego oczy ukazywały ból, który czuł z mojego powodu.

Skinęłam głową, znowu nie odnajdując odpowiednich słów. Gdy nie odpowiedziałam, przeciągnął bluzę przez moją głowę oraz uklęknął wciągając na moje nogi spodnie. Kiedy tylko skończył, ponownie stanął nade mną. Obserwował mnie. Tak jakby o czymś za dużo myślał.

Zmarszczyłam brwi przechodząc obok niego, używając umywalki oraz ściany do podparcia. Gdy wyszłam z łazienki zauważyłam czekającą i siedzącą na szpitalnym łóżku Perrie. Kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęła się wstając, po czym do mnie podeszła.

-Gotowa?-zapytała wyciągając w moją stronę dłoń. Przytaknęłam odwzajemniając gest małym uśmiechem i chwyciłam jej dłoń. Nie spojrzałam za siebie, gdy zaczęłyśmy iść, dobrze wiedząc, że Harry nam się przyglądał, prawdopodobnie wypalając dziurę w głowie Perrie.

                                                         ...

-Gdzie jedziemy?-zapytałam spokojnie Perrie, gdy ta powoli jechała zbliżając się do czerwonego światła.

-Spotkamy się z chłopakami na lotnisku. Przeprowadzamy się do Londynu. Harry powiedział, że zacznie tam sprawować władzę, a poza tym, jest to dobry, nowy początek. Dla nas wszystkich.-skończyła mówić i zaczęła jechać. Świetnie, jeszcze dalej od Nate'a lecz jeszcze lepiej, że będę o wiele dalej od Paul'a. To, że jeszcze nie wiedziałam jaki ma plan było bardzo niepokojące oraz wykańczające nerwowo.

~*~

Rozdział 68

Payton

Obudziłam się, jednak nie chciałam tego nikomu pokazać. Chciałam się schować w swojej własnej skórze i po prostu na nikogo nie patrzeć ani z nikim nie rozmawiać. Wiedziałam, że jestem w szpitalu, słyszałam ciche kroki oraz głośne pikanie monitora. Moje ciało było okryte szpitalną pościelą a po pokoju rozchodziło się ciche mamrotanie.

Ból pulsował po całym moim ciele, był prawie nieznośny jednak wszystko w sobie trzymałam. Mój powolny oddech stawał się coraz szybszy. Musiałam otworzyć oczy prędzej czy później. Muszę stanąć twarzą w twarz ze wszystkimi, nie było ucieczki.

Otworzyłam oczy mrużąc je przez jasność jaka panowała w pomieszczeniu, światło prawie mnie oślepiało. Usłyszałam szuranie, a następnie czyjąś dłoń na ramieniu. Szybko się wzdrygnęłam, odsuwając rękę.

Spojrzałam, by znaleźć Perrie, która marszczyła na mnie brwi. Jej oczy były czerwone i opuchnięte. Nie powinna płakać z mojego powodu. Nie jestem tego warta.

-Oh Boże Payton.-wychlipała owijając ramiona wokół mnie, przyciągając moje obolałe i wyczerpane ciało do swojego ciepłego i kojącego.

W dalszym ciągu nie chciałam się odezwać, po prostu z całej siły owinęłam ramię wokół niej. Gdy tylko się odsunęła, rozejrzałam się znajdując jedynie Louis'a po przeciwnej stronie pokoju. Wyglądał jakby spał, ale nie byłam pewna.

-Payton nie masz pojęcia jak długo czekałam, by ponownie ujrzeć te oczy. Myślałam, że to zajmie o wiele dłużej.-ponownie wychlipała, ocierając oczy. Zmarszczyłam brwi spoglądając na nią, jak długo byłam nieprzytomna?

Szybko spojrzałam pod pościel. Sapnięcie, które miało wylecieć z moich ust, nie wyleciało. Nie byłam zaskoczona lecz bardzo zawiedziona. To dziecko mogło zostać zaadoptowane przez kochającą rodzinę. Wychowywać się w kochającym domu na tym świecie.

-Jak długo byłam nieprzytomna Perrie?-zapytałam, nadal zaglądając pod kołdrę. Moje ciało pokrywały siniaki i wyglądało jakby połowa z nich była wygojona.

-Dwa tygodnie Payton.-chwyciła mnie za dłoń.

-Przepraszam. Wplątałam się w to całe gówno i pociągnęłam wszystkich za sobą. I tym razem to zabrało jedno życie.-westchnęłam, nie pozwalając wypłynąć ani jednej łzie, on zabrał mi ich już zbyt wiele.

-Nie przepraszaj Payton, nic z tego nie było twoją winą.-powiedziała przez zaciśnięte zęby.

-Jak długo mam tutaj zostać?-zapytałam, a mój głos od czasu do czasu się załamywał. Zignorowałam to co powiedziała z pewnego powodu. Nie wierzyłam jej.

-Kolejny tydzień od momentu kiedy się obudzisz.-westchnęła.

-Okej.-wymamrotałam, z powrotem kładąc głowę na poduszkę i odwracając wzrok w inną stronę. Chciałabym, aby ktoś mnie przed tym uchronił, zabrał mnie ze sobą, tak bym ponownie mogła zobaczyć Victorię.

                                         ...6 dni później...

Minął prawie tydzień odkąd się wybudziłam i jutro miałam wyjść, co nie było tym czego chciałam. Ten dom czy hotelowy pokój nie jest moim domem. Mój dom jest z Nate'm w Nowym Jorku.

Perrie została tutaj ze mną, a od czasu do czasu wychodziła sprawdzić jak się ma Marlee. Zayn nie pozwolił jej przyprowadzić tutaj dziecka. Nie rozumiem dlaczego, jednak była to po prostu jego zaborczość. Nie widziałam jeszcze żadnego z chłopaków, z wyjątkiem Louis'a, ale wiedziałam, że jedynym powodem, dla którego tutaj był jest to, że jest jedynym, który nie jest poszukiwany.

Po chwili zostałam odciągnięta od swoich myśli, słysząc jakieś wrzaski dochodzące z korytarza. Jedynie zgadywałam, że to któryś z chłopaków, a oni nie mają pozwolenia tutaj przychodzić.

Perrie, która siedziała obok mnie, zmarszczyła brwi spoglądając na drzwi. Następnie zdezorientowana spojrzała na mnie, po czym ruszyła w stronę drzwi. Powoli je otworzyła i zerknęła na zewnątrz zanim nie zamknęły się przed jej twarzą. Odskoczyła do tyłu zauważając stojącego w progu Harry'ego. Jego oczy były skupione na mnie.

Wypuściłam powietrze, powoli odwracając od niego wzrok. Usiadłam, spoglądając w dół na swoje skrzyżowane nogi.

-Nie powinno cię tutaj być Harry, właśnie miałyśmy ją przebrać i iść do domu.-szepnęła głośno Perrie, co wyszło prawie jak krzyk.

-Wyjdź Perrie.-syknął do niej. W dalszym ciągu nie unosiłam wzroku, nie słysząc nic oprócz ponownie zamykających się drzwi i już wiedziałam, że jestem w pokoju sama z nim.

-Payton, proszę spójrz na mnie.-załkał, znajdując się obok mnie. Wciąż nie widziałam potrzeby, aby na niego spojrzeć. To nie sprawi, że go znowu polubię. I zdecydowanie nie będę słychać tego co mówi mi, bym zrobiła.

-Proszę.-mruknął, głos mu się nieznacznie załamywał. Westchnęłam unosząc głowę by zauważyć, że znajduję się obok mnie przy łóżku.

-Oh Boże, kochanie tak bardzo przepraszam.-załkał. Łzy pojawiły się w jego oczach, ale żadna z nich nie wypłynęła. Cały czas się w niego wpatrywałam, nie czując żadnych emocji skierowanych w jego stronę. Westchnął, po czym wyciągnął do mnie dłoń, bym ją chwyciła. Spojrzałam na nią i ponownie zmarszczyłam brwi.

-No dalej.-zachęcił, jednak w dalszym ciągu się nie poruszyłam. Jęknął podchodząc do mnie bliżej. Szybko go odepchnęłam zanim mnie dotknął.

-Nie dotykaj mnie.-zacisnęłam zęby, gwałtownie odsuwając się do tyłu, gdy spróbował ponownie. Jego usta uformowały się w cienką linię i wpatrywał się we mnie mrocznym spojrzeniem.

-Nadal jesteś moja skarbie, dotykam tego co jest moje.-warknął nisko.

Odsunęłam się na drugą stronę łóżka, zrywając z nim kontakt wzrokowy. Pozwoliłam nogom zwisać przez chwilę, po czym powoli zsunęłam się z łóżka. Sapnęłam, z trudem łapiąc powietrze na nagłe zetknięcie z podłogą oraz na to, jaki to miało wpływ na moje biodra. Jęknęłam delikatnie, pochylając się i łapiąc za brzuch.

Poczułam łagodne pociągnięcie za ramię co sprawiło, że szybko je z siebie strąciłam. Odwróciłam się, by znaleźć stojącego teraz naprzeciwko mnie Harry'ego. Jego dominujący wzrost wciąż był taki sam jak zawsze.

Cofnęłam się kilka kroków w tył, cały czas go obserwując, gdy wzięłam ubrania, które przyniosła mi Perrie.

-Pozwól mi sobie pomóc Payton.-wyglądał na niemalże zranionego moim widokiem. Cały jego wygląd był niechlujny, jego oczy były opuchnięte i czerwone tak samo jak i nos. Włosy zmierzwione i odstające w każdą stronę. Jego knykcie poranione, na skórze widoczne były świeże rany.

-Proszę.-powiedział zranionym głosem, tak jakbym miała od niego odejść, gdybym ponownie powiedziała idź sobie. Bolał mnie jego smutek. Jednak ja byłam pełna żalu i rozpaczy.

Skinęłam w stronę łazienki, która była połączona z moim szpitalnym pokojem. Powoli się odwrócił i zerknął na to, na co wskazywałam. Z powrotem odwrócił się do mnie, ponownie wystawiając dłoń, której nie przyjęłam.

Zrobiłam kilka pierwszych kroków, a z moich ust wylatywały drobne sapnięcia kiedy to robiłam. Poczułam obok siebie jego obecność co sprawiło, że potykając się, cofnęłam się bardziej do tyłu.

-Przestań Harry, jeśli będziesz mnie dotykać będzie jeszcze gorzej. Przysięgam.-przyznałam. Znowu westchnął i skinął głową otwierając dla mnie drzwi łazienki. Weszłam do środka i zaczekałam, aż do mnie dołączy. Jego wargi zadrgały. Był zadowolony, że nie sprzeciwiałam się temu, aby wszedł tam ze mną.

-Nie zamierzam ci powiedzieć, że się zmienię Payton. Jednak wiem, że nie pozwolę, aby stała ci się żadna krzywda, ani z mojej strony ani żadna inna. Daję ci moje słowo.-powiedział, a jego głos brzmiał bardziej przekonująco.

-Nic mnie już nie może zranić Harry, jestem dla ciebie obojętna. Nie sądzę, byś to zrozumiał gdyż na to nie pozwolisz, ale już nie jestem twoja.-odezwałam się cicho.

~*~
Szablon by S1K